640_img_8720_Lodz_obr

 

Zdarzyło się tak już 13 października 2009, że wiatr zaczął wiać jeszcze mocniej, niż zwykle. 14 rano osiągnął już 11 w skali Beauforta, a momentami nawet 12. Nawet na bądź co bądź częściowo osłoniętej Zatoce Gdańskiej fale piętrzyły się bardziej, niż zwykle. 14 października postanowiłem skorzystać z życiowej szansy i wyjść chociaż na krótką chwilę na plażę w Sopocie. Rybacy nie wyciągnęli głębiej na brzeg jednej z łodzi. Być może nie zdążyli, być może. Widok niesamowity. Rozszalałe morze, a na brzegu przycupnęła mała łupina. Wiatr rozerwał krwistoczerwony żagiel, którego resztki koniecznie chciały uwolnić się i wzbić w nieznane. Strzępy łopotały nadając przydając sztormowi grozy.

 

 

Nie szarp się człowiecze. Jesteś jak ta łupina wobec bezmiaru czasu. Staraj się, by cię nie porwało jak tego żagla, co rozpostarty nie w porę. Ciesz się, że jesteś tu, na brzegu, chociaż tę chwilą krótką, w ten czas niespokojny. Gdzie będziesz jutro?

 

Fale sięgnęły krzaków oddzielających plażę od deptaku i ścieżki  rowerowej. Pamiętam już gwałtowniejsze sztormy i większe zniszczenia na plaży. Kiedyś pojechałem w środku nocy by patrzeć, jak sztorm ogołocił plażę z kontenerów pełniących funkcje przebieralni dla klubów "morsów". Jest coś niesamowicie przyciągającego w możliwości stanięcia na brzegu naprzeciw ryku żywiołów. Lubię wtedy wykrzykiwać, tak w myślach jak i na głos, rzucać na wiatr. Niech niesie.

/images/stories/20091014_Sztorm/640_img_8710_Lodz_obr.jpg/images/stories/20091014_Sztorm/640_img_8720_Lodz_obr.jpg/images/stories/20091014_Sztorm/640_img_8731_Sztorm_obr.jpg

Dodaj komentarz