640 IMG 2676 Rondo v1

Tak się dla mnie szczęśliwie złożyło, że trafiłem służbowo aż na ponad 3 dni do Linz w Austrii. Jak to zwykle bywa podczas wyjazdów służbowych miałem bardzo mało czasu prywatnego. Jak to zwykle bywa mimo to postanowiłem wziąć ze sobą aparat, by uwiecznić to i owo.

Zapraszam do obejrzenia tych kilku zdjęć.

Dunaj w Linz

Przez Linz przepływa Dunaj. Wieczór spędziłem wraz z innymi uczestnikami międzynarodowych warsztatów na pokładzie statku wycieczkowego zamienionego na tę okoliczność w restaurację. W znalezionej w hotelu ulotce wyczytałem, że rzeka jest w tym miejscu krystalicznie czysta...

images/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2460_DunajLinz_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2463_NabrzezeDunaju_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2466_NabrzezeDunaju.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2472_ArsElectronica_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2483_Most_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2487_ArsElectronica.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2493_Kosciol_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2499_Zamek_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2501_PanoramaDunaju.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2508_Tunel_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2511_Domki_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2514_DomkiZblizenie_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2520_DomkiZblizenie_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2523_DomkiZblizenie_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2537_WidokZrufy_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2547_Domek.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2562_ZachodSlonca_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2565_Widoczek.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2574_DomekNaZboczu_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2580_Swiatynia_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2589_Kosciol_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2599_ZachodSlonca_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2600_ZachodSlonca_v1.JPG

Ars Electronica

Bez wątpienia było to dla mnie jedno z najważniejszych doświadczeń w tym roku. W centrum Linz, nad brzegiem Dunaju, w ogromnym, nowoczesnym budynku ze szklaną elewacją, znajduje się instytucja o nazwie Ars Electronica. Niektórzy nazywają to miejsce muzeum, ale nie jest to zbyt trafiona nazwa. Ars Electronica jest instytucją pożytku publicznego, która ma pokazywać ludziom piękno ale i konsekwencje spotkania współczesnej nauki ze sztuką.

Wnętrze jest podzielone m.in. na laboratoria, w których każdy ze zwiedzających może aktywnie uczestniczyć w tym, co się w środku odbywa. Zostaliśmy podzieleni na grupy, a do grup zostali przydzieleni przewodnicy. Moja przewodniczka na dłużej zatrzymała się m.in. w laboratorium automatyki. Na dłużej zatrzymaliśmy się przy sofie, na której spoczywała lalka... foki. Podobno jest to lalka wiernie odwzorowująca świeżo urodzoną fokę, która ma nieproporcjonalnie dużą głowę z ogromnymi, ciemno czarnymi oczami. Osesek pokryty jest stosunkowo długim, bardzo gęstym, śnieżnobiałym futrem. Lalka jest naszpikowana nowoczesną elektroniką, przede wszystkim czujnikami. Lalka reaguje na ruch, dźwięki, dotyk. Dotykana reaguje, spogląda na człowieka. Pomimo świadomości, że jest to tylko robot, aż się chce go pogłaskać, przytulić, przenieść na niego pozytywne emocje. Sprawia wrażenie bezbronnego, pełnego pozytywnych emocji, ciepła.

Robot jest bardzo drogi, kosztuje parę tysięcy Euro. Został zaprojektowany z myślą o ludziach w podeszłym wieku. Wiadomo, że chorzy na chorobę Alzheimera w zaawansowanym stadium tej choroby większość czasu spędzają w jednym z dwóch stanów. Pierwszy, to odrętwienie. Całymi godzinami siedzą całkowicie bezczynnie, wpatrując się w jeden punkt, lub wykonują mechanicznie setki razy ten sam zestaw gestów. Drugi, to agresja: autoagresja, czyli agresja skierowana względem własnego ciała, względnie agresja skierowana wobec otoczenia,  w tym innych ludzi. Okazało się, że położenie takiego robota na kolanach osób chorych zmienia ich zachowanie. Osoby, które do tej pory znajdowały się w apatii już po kilku godzinach niejako instynktownie zaczynają głaskać futro robota. Zaobserwowano, że jednocześnie normalizuje się ich tętno, ciśnienie krwi wraca do normy. Pozytywne efekty uzyskano także u osób, które znajdowały się w drugim z opisanych stanów. Nie atakowali lalki, uspokajali się, zaczynali głaskać małą fokę. I znowu zaobserwowano pozytywne zmiany w sensie medycznym, jak obniżenie ciśnienia, uspokojenie tętna. W zaawansowanym stadium choroby chorzy w zasadzie już nie komunikują się werbalnie z otoczeniem. Wydaje się, że chorzy przynajmniej z takim małym robotem nawiązują pozytywny kontakt.

Kolejny zaprezentowany nam obiekt również pochodzi z Japonii. Jest to lampa dla osób samotnych. Ponownie jest to efekt studiów psychologów nad zachowaniem człowieka. Zaobserwowano, że samotność dokucza ludziom szczególnie po powrocie do domu. Świadomość, że w mieszkaniu jest coś żywego, wypełnia pustkę. Niestety przy tempie i sposobie życia współczesnych mieszkańców dużych aglomeracji trudno sobie wyobrazić zwierzęta, które byłyby w stanie wytrzymać same przez większą część dnia. Naukowcy skonstruowali robota, który pełni jednocześnie kilka ról. Jest więc lampą, która daje dosyć ciepłe, ale jednocześnie przytłumione światło. Po drugie włączona, zaczyna pulsować, naprzemiennie zwiększając i zmniejszając swoją objętość. Jednocześnie na pokrytej futrem powierzchni lampy pojawiają się fałdy, które sprawiają wrażenie, jakby pulsowały i łagodnie przemieszczały się po powierzchni. Częstotliwość tych zmian została dobrana na podstawie obserwacji rytmu naszego organizmu. Podobno przebywanie w otoczeniu takiego przedmiotu uspokaja i odnosimy wrażenie, że jest to żywy organizm.

Następnie odwiedziłem laboratorium mechaniki. Dzięki postępowi w tej dziedzinie dzisiaj prawie każdy może spróbować, co to znaczy projektowanie. Jednym z najważniejszych eksponatów jest tzw. drukarka 3d, czyli drukarka, która potrafi długie plastikowe, różnokolorowe nitki zamienić w procesie obróbki cieplnej w niemal dowolny obiekt. Dzięki temu wynalazkowi otwierają się przed nami zupełnie nowe perspektywy. Zamiast iść do sklepu po stłuczony talerz możemy go sobie wydrukować. Drukarka pozwala na stworzenie przedmiotów posiadających elementy ruchome.

Oprócz drukarki w laboratorium znajdują się komputery z oprogramowaniem, które pozwala na szybkie projektowanie obiektów trójwymiarowych. Dzięki temu nawet osoby, które mają słabe pojęcie o rysunku technicznym czy rzutowaniu izometrycznym mogą popuścić wodze fantazji i dosłownie po chwili zaprojektować nawet wyszukane bryły, by po kolejnej chwili 'wyprodukować' je za pomocą wspomnianej drukarki. Jednym słowem wszystkie te niesamowite możliwości są już na wyciągnięcie ręki.

Przechodząc przez kolejne pomieszczenia przewodniczka wspomniała, że w laboratorium biologii uczestnicy zajęć prowadzonych pod okiem biologów m.in. sekwencjonują DNA, uczą się o odpowiedzialności, jaka spadła na naszą rasę w związku z poznaniem 'kodu życia'.

Zatrzymujemy się na dłużej w sali multimedialnej. Główną atrakcją tego pomieszczenia jest ogromny ekran o wymiarach 16 x 9 m. Zespół rzutników rzuca obraz jednocześnie na ścianę i na podłogę, co podobno zwiększa doznania widzów. Obraz jest bardzo ostry i świetnie zachowuje kolory nawet w narożnikach. Mam przyjemność obejrzeć kilka prezentacji. Jest to m.in. jedna z prac wyróżnionych w odbywającym się co roku we wrześniu festiwalu animacji komputerowych. Inna pokazuje symulację 3d układu słonecznego i drogi mlecznej. By zwiększyć doznania wizualne obsługa sali rozdaje nam specjalne okulary. Muszę przyznać, że byłem już w rodzimych kinach na seansach tzw. filmów trójwymiarowych, ale wszystko, co do tej pory widziałem, nie umywało się do wrażeń, jakich doznałem podczas tej prezentacji. Przewodniczka trzymała w dłoniach iPhone'a z uruchomioną prostą aplikacją pozwalającą na powiększanie i zmniejszanie obrazu oraz przesuwanie go w różne strony. Najpierw stopniowo oddalała nasz punkt widzenia: powierzchnia Ziemi, orbita telekomunikacyjna, widok Ziemi z powierzchni Księżyca, widok Ziemi spoza Marsa, potem z granicy Układu Słonecznego. Wreszcie widać już było tylko Słońce. Otaczające Słońce gwiazdy zyskały etykiety, by widzowie wciąż mniej więcej mogli się zorientować, gdzie jesteśmy. Kolejne galaktyki, skupiska gwiazd. W pewnym momencie, po naciśnięciu jednego z klawiszy sterujących, zniknęły etykiety wyświetlane przy niewielkich jasnych punktach oznaczających ogromne przecież gwiazdy. Przewodniczka pyta, czy ktoś z nas odważy się znaleźć drogę 'do domu', czyli z powrotem na Ziemię...

Ostatni pokaz dotyczył zdjęć w ultrawysokiej rozdzielczości. O ile dobrze pamiętam była to rozdzielczość 16 tys. megapikseli. Znalazły się pieniądze, by wykonać zdjęcia w tak wysokiej rozdzielczości wybranym dziełom sztuki. Stan techniczny niektórych z nich pomimo licznych zabiegów konserwatorskich stale się pogarsza. By w pewnym sensie zatrzymać ten proces postanowiono wykonać właśnie takie superdokładne zdjęcia. Jako przykład uzyskanych efektów posłużyła fotografia 'Ostatniej wieczerzy' Leondarda da Vinci. Okazało się, że w dużym powiększeniu widoczne są obiekty, które nie były widoczne w normalnym powiększeniu. Z ich istnienia nie zdawali sobie sprawy nawet konserwatorzy tego dzieła. Jako przykład pokazano nam powiększenie fragmentu w pobliżu lewego brzegu aureoli Chrystusa, gdzie autor umieścił niewielki, ale dobrze widoczny malunek kościoła, z wieżą zwieńczoną krzyżem. Dlaczego to zrobił? Co chciał w ten sposób wyrazić? Przecież w czasach Chrystusa nie budowano świątyni w takiej postaci, a już z całą pewnością na szczytach wież nie umieszczano krzyży.

Na mnie osobiście ogromne wrażenie zrobił wykład, którego wysłuchałem na samym początku wizyty w tym obiekcie. Wykład wygłosił obecny dyrektor Ars Electronica. Mówił o wpływie Internetu na zmiany, jakim podlega współczesne społeczeństwo i poszczególne jednostki. Na początku zwrócił uwagę, że Internet jest stosunkowo młodym wynalazkiem, który na dobre zaczął być wykorzystywany przez większą liczbę osób od roku 2005. Wcześniej pozostawał domeną naukowców i innych dosyć zamkniętych grup społecznych. Nie upłynęło jeszcze 10 lat, a Internet stał się elementem naszego codziennego życia. Zmiany są bardzo duże. Widzimy je w szczególności na przykładzie zmian, jakim podlega najmłodsze pokolenie. Nie zna ono świata bez Internetu. Do Internetu przeniosło część swoich emocji, wyobrażeń. Młodzi ludzie coraz częściej nie potrafią sobie wyobrazić świata bez Internetu. Pojawiły się nowe zagrożenia, takie jak uzależnienie, prześladowanie, przejmowanie osobowości itp. Z drugiej strony Internet jest przecież czymś wspaniałym, źródłem wiedzy, rozrywki. Cóż więc powinniśmy zrobić, jako ludzie? Odwrócić się od tego wynalazku? Nie. Powinniśmy jednak szybko zrozumieć, jaki ma na nas wpływ, a następnie nauczyć się go kontrolować.

Wewnątrz budynku na jednej ze ścian umieszczono najważniejsze daty, wynalazki, wydarzenia, które przyczyniły się rewolucji, jaką stał się Internet. Z nieukrywaną radością odkryłem tam znane mi nazwiska (m.in. Richie, Stallman, Wozniak) osób, które chociaż jeszcze nie przebiły się chyba do panteonu autorytetów, to realnie zmieniły kształt świata, w którym dzisiaj żyjemy.

Na zakończenie dodam, że Ars Electronica bez wątpienia jest jednym z tych miejsc, do których będę chciał jeszcze kiedyś zajrzeć. Strona internetowa tej instytucji zwyczajnie mnie rozczarowała. Nawet w niewielkim stopniu nie oddaje emocji, które udzieliły mi się podczas zwiedzania obiektu. Z mojej perspektywy Austria wydała mi się bardzo drogim krajem. Tym bardziej cieszy, że wstęp do takiej placówki jest dosyć tani. Najdroższy bilet, dla samotnej osoby dorosłej, to 8,50 €.

Na zakończenie warto wspomnieć, że Ars Electronica funduje granty dla młodych naukowców tudzież artystów, w szczególności w dziedzinie szeroko rozumianych multimediów. Jeżeli więc, czytelniczko czy czytelniku, masz jakiś niebanalny pomysł z pogranicza sztuki i science fiction, to poszukaj swojej szansy na realizację marzeń właśnie w Linz.

images/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2604_ArsElectronicaRobot.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2605_ArsElectronica_Arena_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2607_Foczka_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2608_Foczka_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2609_LampaDlaSamotnych.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2612_LaboratoriumMechaniki_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2613_LaboratoriumMechaniki_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2614_Drukarka3d_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2617_ZabawyWprojektowanie_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2618_EfektyJakisPrac_v1.JPG

Huta voestalpine

W Linz znajduje się największa w Europie huta stali. Wziąłem udział w dwugodzinnym zwiedzaniu tego obiektu. Przez godzinę objeżdżałem teren zakładu autobusem, by przez kolejną godzinę wraz z przewodnikiem oglądać specjalnie przygotowane ekspozycje. Cóż, rzeczywiście ogromny zakład. By chociaż w jakiś sposób przybliżyć jego ogrom powiem, że już poza płotem zakładu, czyli na jego terenie, znajduje się 160 km torów kolejowych, nie licząc innych dróg. Rzeczywiście najwłaściwszą metodą zwiedzania zakładu wydał mi się autobus. Ogromne konstrukcje, imponujące liczby. Jedną z głównych atrakcji była możliwość zbliżenia się do wielkiego pieca. Akurat trafiłem na moment, który zdarza się raz na dwie godziny, gdy z wnętrza pieca wypuszczana jest w kontrolowany sposób jego płynna zawartość. Czynności, które wykonywali hutnicy, oglądałem przez grubą szybę z odległości około 30 m, a i tak się spociłem. W tym miejscu powietrze było rozgrzane do około 60 stopni. Co się więc musi dziać z ludzkim ciałem w bezpośredniej bliskości potoku płynnego metalu? Wielki piec ma w całości wysokość coś 104 czy 106 metrów, z czego jakieś chyba 80 m to faktycznie właściwa część pieca wypełniana stosowną mieszanką surowców, które po chwili tworzą stal. Co ciekawe zawartość pieca wypływa otworem o średnicy piłki tenisowej. Jakież musi to być ogromne ciśnienie...

Swoją drogą liczyłem na nieco więcej. Niestety za słabo znam angielską terminologię z dziedziny metalurgii, by w pełni skorzystać z pomocy przewodniczki. Trafiła nam się pasjonatka, która bardzo chętnie wyjaśniała wszelkie szczegóły. Na pewno taka wycieczka nie jest dla każdego. Trzeba już wcześniej mniej więcej coś rozumieć i mimo wszystko interesować się produkcją stali.

Z ciekawostek, huta znajduje się w pobliżu ogromnych naturalnych złóż rudy żelaza znajdujących się w Styrii (część Austrii). Wykorzystywana współcześnie na terenie zakładu ruda nie pochodzi jednak z tego złoża, bo... jej wydobycie przestało być opłacalne. Ruda ze Styrii ma bowiem zawartość żelaza na poziomie 30-40 %. Tymczasem w innych częściach świata wydobywana jest ruda o zawartości stali na poziomie 70-80 %. Dzisiaj opłaca się przywieźć rudę z innych części świata i po prostu na miejscu ją przerobić. Unia Europejska ma bardzo wyśrubowane normy dotyczące emisji spalin i ochrony środowiska. Z tych względów dzisiaj produkcja stali w tej hucie staje się powoli nieopłacalna. Koncern voestalpine rozpoczął budowę największej huty świata w Teksasie (USA). Jak wiadomo USA notorycznie unika podpisania umów zobowiązujących do ograniczenia emisji spalin czy zużycia energii. Dzięki temu produkcja stali jest tam tańsza. Ot, dzisiejszy świat i dzisiejsza ekonomia...

images/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2634_voestalpineStahlwelt_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2644_Huta_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2649_WielkiPiec.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2676_Rondo_v1.JPG


images/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2626_Elewacja.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2683_Uliczka_v1.JPGimages/stories/2014/20140520_LinzAustria/640_IMG_2690_Uliczka_v1.JPG

Dodaj komentarz