Tak trochę pod wpływem doświadczeń z ostatniego roku, o ewolucji stacji roboczej, czyli narzędzi elektronicznych wspomagających, czy wręcz umożliwiających nam przetwarzanie informacji. Przede wszystkim z perspektywy biura.

 

Zapraszam do lektury!

 

 

1995 - 2003. Królują duże, ciężkie komputery biurowe. Obok komputera często gęsto stoi jeszcze drugie pudło - zasilacz awaryjny (ang. pol. UPS). Na biurku stoi wielki ciężki monitor CRT, zajmujący ogromną przestrzeń. Do rozmów wykorzystywany jest nadal telefon stacjonarny, chociaż większość z nas już ma telefony komórkowe, ale na razie przede wszystkim do użytku prywatnego. Telefon bez ładowania akumulatora trzyma mi 7-10 dni. Drugi, podobnie duży i ciężki komputer stacjonarny mam w domu. Wraz z monitorem CRT. Przeważnie tak mi się układa, że sprzęt komputerowy, który posiadam prywatnie, jest dużo silniejszy od tego, na którym przychodzi mi pracować w miejscu pracy.

 

2003 - 2009. Dostaję 'służbowy' komputer przenośny. Jak na dzisiaj jest duży i ciężki, ale jestem w stanie go przewieźć rowerem czy zabrać do samolotu. Prawdę mówiąc nastręcza mi sporo problemów związanych z koniecznością synchronizacji danych, czy zwyczajnym zarządzaniem oprogramowaniem. Jest głośny, na baterii pozwala na pracę coś przez 2 godziny. Mam więc dwa komputery. Dostaję też 'służbowy' telefon komórkowy. Mam już więc 3 komputery, w tym jeden przenośny oraz 3 telefony: stacjonarny w pracy, komórkowy prywatny i komórkowy służbowy. Służbowy telefon komórkowy muszę ładować mniej więcej co 5 dni. Stał się on moim podstawowym narzędziem pracy. Rachunki za mój telefon komórkowy potrafią przekroczyć 5 tys. pln miesięcznie. Synchronizacja kontaktów pomiędzy telefonami i komputerami to koszmar. Nigdy nie starczyło mi determinacji, by go rozwiązać. Dostaję też monitor LCD. Stary CRT zostaje zutylizowany. Na biurku mam teraz znacznie więcej miejsca. Telefon stacjonarny wykorzystuje do przesyłania głosu Ethernet. Zasilany jest również z kabla Ethernetowego, tj. PoE (Power over Ethernet).

 

2009 - 2010. Dostaję nowy komputer przenośny. Lżejszy, mniejszy. Na baterii pracuje aż 7 godzin. Przy okazji pozbywam się służbowego komputera stacjonarnego. Mam już tylko jeden komputer - komputer przenośny. W pracy pozwalam sobie na zachowanie pełnowymiarowej klawiatury, myszy oraz pełnowymiarowego monitora. Po podłączeniu dodatkowych urządzeń wejścia / wyjścia mogę pracować 'na dwa monitory', co stanowi nową jakość. Rezygnuję z prywatnego telefonu komórkowego. Dostaję nowy służbowy telefon komórkowy. Najbardziej cieszy mnie możliwość rozbudowania książki teleadresowej o dodatkowe pola, których mi zawsze brakowało. Synchronizacja kontaktów pomiędzy telefonem a komputerem już jest możliwa, chociaż nieco uciążliwa. Nowy telefon niestety często się zawiesza. Słabo też spełnia podstawowe funkcje telefonu, tj. utrudnia rozmowę. Na baterii trzyma prawie tydzień. Prywatnie kupuję sobie komputer przenośny. Niesamowita zmiana jakości życia.

 

2010 - 2011. Prywatnie kupuję sobie monitor LCD. Pracuję w domu na dwa monitory. Niesamowite. W pracy pojawia się pierwszy tablet. Pierwszy model jest wyjątkowo niedopracowany. Niewygodne zawiasy, słaby procesor, mało funkcjonalne oprogramowanie, gubiący się rysik. Wkrótce, bo w ciągu tego samego roku, pojawia się fenomenalny model Asusa eee z ekranem dotykowym. W zasadzie cały jest jednym wielkim ekranem dotykowym. Do tego daje się do niego dołączyć moduł pełnowymiarowej klawiatury, który jednocześnie jest też akumulatorem. Rozwiązanie genialne w swej prostocie. W miejscu pracy pojawia się pierwszy telefon komórkowy z dużym dotykowym wyświetlaczem i procesorem dwurdzeniowym. Takie maleństwo, a ma procesor mocniejszy, niż mój domowy komputer... Na baterii trzyma mniej więcej 18 - 24 godziny.

 

2012 - ??? Nie mam wątpliwości, co będzie dalej. Miejsce komputera przenośnego zajmie... telefon komórkowy. Już w 2011 pojawił się pierwszy model stacji bazowej do telefonu komórkowego (Motorola), pozwalający podpiąć do telefonu pełnowymiarową klawiaturę, mysz i monitor. Co prawda obsługa obrazu wychodziła marnie, ale tendencja została pokazana. Telefon przerodził się w terminal, który pozwala już nie tylko na odebranie sms-a czy odebranie połączenia głosowego, ale także na odebranie i wreszcie wysłanie e-maila. Dzisiaj pozwala na w miarę wygodne surfowanie po Internecie. Jutro pozwoli także na wygodną pracę z wykorzystaniem procesora tekstu czy arkusza kalkulacyjnego. Nie będzie już dużo większy. Zwiększy się natomiast jego żywotność - możliwość pracy bez doładowywania akumulatora, która dzisiaj jest żenująco mizerna w porównaniu do telefonu komórkowego, który miałem pomiędzy 1995 a 2003. Podział na terminal domowy i terminal służbowy ulegnie całkowitemu zatarciu. Będzie tylko jeden terminal. To od naszej czujności będzie zależało, czy potrafić będziemy oddzielić życie prywatne od zawodowego. Często gęsto, tj. tak w pracy, jak i w domu, będziemy mieli stacje bazowe, które pozwolą dołączyć bardziej wygodne urządzenia zewnętrzne do jednostki centralnej, czyli telefonu. Złącza, złącza, złącza...

 

Nowego podejścia wymagają podstawowe czynności administracyjne, takie jak: ochrona antywirusowa, wykonywanie kopii archiwalnych (ang. backup), kopii danych użytkownika, zarządzanie licencjami...

Dodaj komentarz