No i się doczekałem. Firma, w której pracuję ostatnimi czasy zabrała się za produkowanie procedur, formularzy i załączników. Ma to służyć usystematyzowaniu pewnych działań, określeniu odpowiedzialności itp. itd. Któryś z kolegów Murphy'ego podał zasadę, w myśl której każde biuro, w którym zatrudnionych jest więcej niż 200 pracowników staje się samowystarczalne, czyli samo sobie zapewnia pracę. Nie jest już więcej potrzebna interakcja ze środowiskiem zewnętrznym. Biuro, w którym pracuje, jeszcze nie jest tak duże, ale zaczęło produkować absurdy.

 

Pierwszy i mam nadzieję ostatni, jaki dostrzegłem to "zmiana nieistotna". Znalazłem go w formularzu służącym do opisania zmiany w oprogramowaniu. Dotychczas przy opisie zmiany nadawało jej się taki atrybuty, jak: "systemowa", "funkcjonalna", "konfiguracja". Każda zmiana jest dokumentowana, czytaj powstaje zapis, który ktoś wypełnia, ktoś czyta, a ktoś podpisuje. Wprowadzenie zmiany wiąże się z nadaniem oprogramowaniu uwzględniającemu daną zmianę nowego numeru, który użytkownik może odczytać. Wprowadzanie zmian wiąże się z określonymi reperkusjami. Są one szczególnie dotkliwe, jeżeli dane oprogramowanie podlega pod procedurę certyfikacyjną, bo wymaga sprawdzenia, co dodatkowo kosztuje, a procedurę przedłuża, czyli znowu kosztuje. I właśnie na potrzeby procedury certyfikacyjnej, jak mniemam, wymyślono w moim macierzystym Dziale Rozwoju "zmianę nieistotną".

 

Czyli do takiej zmiany też powstaje zapis, który ktoś wypełnia, ktoś go czyta, a ktoś podpisuje, chociaż jest to nieistotne. Potem oprogramowanie zyskuje kolejny numer, który jest zupełnie nieistotny. No i wreszcie panowie certyfikatorzy dostaną coś, co jest tak nieistotne, jak zmiana. Ot i mamy...

Dodaj komentarz