Podróżując po bezmiarze Internetu napotkałem artykuł traktujący o rowerowych mitach. Poruszył na tyle istotne tematy, że postanowiłem go przetłumaczyć na język polski. Zznalazłem go na stronie jednego z amerykańskich sklepów rowerowych. Rzeczywistość amerykańska nieco różni się od polskiej. Z tego względu postanowiłem tekst uzupełnić o osobiste komentarze, oznaczone kursywą.


Gdy zaczynasz swoją przygodę z roDwerem, każdy chce ci pomóc. Kochany tatulo, koledzy z pracy, przyjaciele, wszyscy wujkowie dobra rada. Nie mogą pomóc, ale mimo to dzielą się z tobą wiedzą i swoimi latami doświadczeń. Zaczynasz jeździć z innymi. Oni także oferują ci swoje rady. Wreszcie wcześniej czy później trafisz na jawnych przeciwników, którzy niestety koniecznie będą starali się przekazać ci swój punkt widzenia.

Cóż, jesteśmy tu po to, by ci wyjaśnić, że zdecydowana większość tych rad i opinii, często brzmiących całkowicie logicznie, jest nieprawdziwa oraz wręcz niebezpieczna. Nazywamy je Rowerowymi Mitami. Poniżej na poważnie się z nimi rozprawiamy, byś już więcej nie dał się ogłupić.

 

 

 

Mit 1: Powinieneś jeździć pod prąd

 

Obalony! Oto najgorsze nieporozumienie i jedna z podstawowych przyczyn wypadków z udziałem rowerzystów, w tym śmiertelnych, nawet współcześnie. Rowerzyści powinni stosować się do tych samych zasad ruchu, co kierowcy samochodów, przestrzegając obowiązujących przepisów o ruchu drogowym i zawsze przestrzegać obowiązującego kierunku ruchu i nigdy nie jeździć pod prąd. Jadąc pod prąd stajesz się niewidoczny dla kierowców. Skręcając w prawo, kierowca spogląda w lewo i wypatruje ewentualnych pojazdów. Jeżeli nic nie nadjeżdża, uznaje, że ma wolną drogę i skręca w prawo. Jeżeli akurat jechałeś pod prąd, czyli z prawej strony kierowcy samochodu, prowadzony przez niego samochód może na Ciebie wjechać, jeżeli akurat znajdziesz się tuż przed nim. W takiej sytuacji kierowcy nie spodziewają się po swojej prawej żadnego pojazdu, ponieważ jazda pod prąd jest niezgodna z prawem. Co więcej, jeżeli jedziesz pod prąd, szybko zbliżasz się do pojazdów jadących z przeciwka, które również szybko zbliżają się w twoim kierunku jazdy. Jeżeli jedziesz z prędkością 20 km/h, a samochód z przeciwka jedzie z prędkością 40 km/h, wasza prędkość względna to aż 60 km/h. Skutki będą na pewno o wiele poważniejsze, niż gdybyś jechał z prędkością 20 km/h i został uderzony od tyłu przez samochód (zresztą tego typu wypadki zdarzają się stosunkowo najrzadziej).

 

Skąd wziął się ten mit: Istnieje zasada mówiąca że PIESI powinni poruszać się w kierunku przeciwnym do obowiązującego kierunku jazdy. Rodzice pragnąc chronić swoje dzieci, błędnie zastosowali regułę odnoszącą się do pieszych w stosunku do swoich małych rowerzystów ucząc je niezwykle niebezpiecznego sposobu jazdy, który odtąd rozprzestrzenia się coraz bardziej i bardziej prowadząc do wielu wypadków i śmierci. Dość tego!

 

Komentarz tłumacza: Przyznam, że stosunkowo rzadko zdarza mi się na polskich drogach spotkać rowerzystów jadących drogą pod prąd. Mit ma jak dla mnie dosyć egzotyczny, typowo amerykański charakter. Nie zgodzę się też z autorem oryginalnego artykułu, który sugeruje, że najechania przez samochody na jadącego w tym samym kierunku rowerzystę są czymś rzadkim. Wolałbym w tym momencie wesprzeć się dowodami w postaci policyjnych statystyk.

 

 

Mit 2: Rowery są kosztowne

 

Obalony! Koszt i przystępność cenowa są pojęciami względnymi, jednakże łatwo można pokazać, że niewiele rzeczy jest dostępnych w tak przystępnej cenie jak rower, dostarczając przy tym tak wiele wartości niematerialnych. Przykładowo można znaleźć modele kosztujące mniej niż iPod, a przy tym wieczne, będące niezawodnym środkiem transportu, przyczyniając się do zwiększenia twojej sprawności i zdrowia (bez ponoszenia kosztów związanych z korzystaniem z siłowni lub innych opłat związanych z dbałością o środowisko naturalne) a do tego powodują, że na twojej twarzy pojawia się wielki uśmiech! Jeżeli kiedyś postanowisz kupić coś bardziej zaawansowanego, z łatwością sprzedasz swój rower odzyskując większość sumy, którą za niego zapłaciłeś. Zapomnij o Toyocie Prius. To rowery są najbardziej sprawnymi energetycznie pojazdami na świecie i po blisko 200 latach doskonalenia jednymi z najbardziej wyszukanych technologicznie rozwiązań. Być może mit zostanie ostatecznie obalony dzięki faktom mówiącym, że ceny podstawowej wersji roweru zasadniczo nie wzrosły w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Wpadnij do najbliższego sklepu by poznać wspaniałe możliwości i wrażenia, jakie po przystępnej cenie oferują dwukołowce.

 

Skąd wziął się ten mit: Nie chcemy być nieuprzejmi ani nikogo rozbawić, ale nasze doświadczenie wskazuje, że ten mit jest powtarzany przez ludzi, którzy ostatni raz jeździli na rowerze w czasach mody na hula hop. Pamiętają oni radość, jaką dawał im ich pierwszy rowerek dziecięcy i odwiedzają sklep rowerowy oczekując tam rowerów za 250 pln, bo pamiętają, że tyle kosztował ich pierwszy rower kupiony im przez rodziców. Są zaskoczeni widząc, ile kosztują współczesne rowery. Jeżeli uważasz, że rowery są za drogie, poproś sprzedawcę, by pokazał ci ich możliwości, obejrzyj je z bliska. Myślę, że wtedy szybko zorientujesz się, jak niezwykłe możliwości dają współczesne rowery.

 

Komentarz tłumacza: Pozwolę sobie na śmiałe porównanie roweru do telewizora. W pewnym sensie, który za chwilę spróbuję przedstawić, oba te przedmioty służą zbliżonym celom i mają zbliżoną wartość materialną. Dla wielu ludzi rower przestał, lub nigdy nie był środkiem transportu. Ludzie używają go chyba najczęściej jako środka do rekreacji, aktywnego spędzenia czasu. Podobnie telewizor służy jako tania rozrywka dla mas. Dodajmy, że rozrywka najczęściej całkowicie bierna. Wchodząc do sklepu z telewizorami znajdziemy modele, których cena rozpoczyna się od 300 pln, a kończy na kilkunastu tysiącach. Dokładnie tak samo jest z rowerami. Możemy kupić rower już za kilkaset złotych, ale możemy taki za wiele tysięcy. Na tym nie kończą się analogie. Zarówno na telewizor, jak i na rower będziemy musieli znaleźć w naszym otoczeniu miejsce. Podejrzewam, że również czas życia obu przedmiotów jest podobny, ze wskazaniem na większą długowieczność roweru. Warto o tym pamiętać rozważając zakup kolejnego telewizora... Jak chcemy spędzać czas wolny? Siedząc przed telewizorem, czy siedząc na siodełku? Drodzy czytelnicy, wybór należy do was :-)


 

Mit 3: Noszenie kasku powoduje dodatkowe nagrzewanie głowy

 

Obalony! W porządku, można się zgodzić, że jeżeli jest bardzo ciepło i akurat jedziesz pod górę w pełnym słońcu, twoja głowa nagrzeje się bardziej w kasku, niż gdybyś jechał bez niego. Jednakże badania przeprowadzone przez głównych producentów kasków wykazały, że w ogólności, podczas jazdy pod górę lub w dół, oraz biorąc pod uwagę wszystkie stany pośrednie, kask powoduje, że głowa pozostaje chłodniejsza. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Współczesne kaski są zbudowane przede wszystkim z gąbki polistyrenowej, czyli tego samego materiału, który jest wykorzystywany do budowy np. przenośnych lodówek. Dzięki zastosowaniu tego bardzo lekkiego materiału który jest znakomitym izolatorem ciepła oraz istotnemu postępowi w dziedzinie wentylacji, współczesne kaski pozwalają na zachowanie chłodnej głowy przez większość czasu.

 

Komentarz tłumacza: System termoregulacji ciała ludzkiego jest nastawiony przede wszystkim na utrzymywanie stałej temperatury mózgu. Mózg znosi wahania temperatury nie większe niż jeden stopień Celsjusza. Nie odkryto jeszcze do końca mechanizmów, które zapewniają tak sprawną regulację temperatury mózgu. Trudno więc sobie wyobrazić, by kask jakoś zasadniczo osłabił mechanizm termoregulacji. Warto też w tym momencie przypomnieć sobie arabów podróżujących po pustyni z głowami okręconymi czarną tkaniną.

 

 

Mit 4: Nie można uniknąć przebić dętki

 

Obalony! Przebicia będą ci się zdarzały tylko jeżeli im na to pozwolisz. Rozumiemy przez to, że możesz uniknąć przebić przykładając nieco uwagi do utrzymania kół. Najprostszym sposobem pozwalającym zmniejszyć liczbę przebić jest zakup dobrej jakości tzw. pompki podłogowej (łatwe w użyciu, pozwalają na szybkie napompowanie dętki, stabilna podstawa i wbudowany wskaźnik ciśnienia) i dopompowywanie kół do właściwego ciśnienia przed każdą przejażdżką. Nawet jeżli stosujesz opony i dętki dobrej jakości, w przypadku gdy jeździsz w ciężkim terenie np. obfitującym w cierniste krzewy, prawdopodobieństwo przebić wzrasta. Istnieją środki, które pozwolą ci na dodatkowe zabezpieczenie przed przebiciem. Zawsze powinieneś mieć przy sobie małą pompkę, łyżki do opon (narzędzia do zdejmowania opon), zapasową dętkę lub zestaw łatek, czyli środki, które pozwolą Ci w terenie na naprawę koła i powrót do domu na kołach.

 

Skąd wziął się ten mit: Dętki rowerowe mają niewielką objętość (nawet po napompowaniu nie zawierają zbyt wielkiej objętości powietrza) i jak wszystkie koła (w tym koła samochodowe) z czasem tracą powietrze w wyniku nieszczelności. Po pewnym czasie opony nie są już tak twarde jak być powinny i jeżeli zaczniesz jechać na niedostatecznie wypełnionych kołach, wzrasta prawdopodobieństwo przebicia. Niestety większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że powinni często sprawdzać ciśnienie w oponach. W efekcie przebicia są częstszym problemem, niż być powinny.

 

Komentarz tłumacza: Prosta reguła pomagająca uniknąć uszkodzeń dętek i opon mówi, że koła (opony i dętki) powinny być „twarde”. Niestety dla każdego znaczy to co innego, a do tego z przodu nie musi być tyle samo powietrza, co z tyłu. Ponadto są opony, które źle znoszą zbyt duże ciśnienie. Dlatego nie ma to, jak miernik ciśnienia, czyli manometr.


Z mojego punktu widzenia kluczową zaletą pompek podłogowych jest wspomniany, chociaż dopiero na ostatnim miejscu, miernik ciśnienia, czyli manomentr. Co prawda tego typu manometr nie jest zbyt dokładny i musimy podłączyć pompkę, by sprawdzić, jakie mamy ciśnienie, niemniej w stosunku do zwykłej pompki to i tak jakościowa zmiana. Można też kupić, niestety póki co nie w polskich sklepach rowerowych, sam manometr. Niewielkie rozmiary, zawór dopasowany do najczęściej stosowanych typów wentyli rowerowych.


Dlaczego utrzymanie właściwego ciśnienia w kołach zmniejsza szansę przebicia dętki? Przekonałem się o tym na własnej skórze. We współczesnych rowerach ścianki obręczy koła są często dosyć ostre. Za słabo napompowana dętka powoduje, że ścianki opony podczas hamowania niepostrzeżenie są nacinane przez ostre krawędzie klocków. Po przecięciu opony dętka wyłazi bokiem. Kolejne hamowanie może skończyć się dość spektakularnym wybuchem. Dosłownie jest to głośne „bam”! Można się zdziwić, a niektóre środowiska są skłonne do przypisywania rowerowi zjawisk paranormalnych. W dętce pozostaje po czymś takim bardzo duża dziura, w zasadzie nie do załatania. Raz zdarzyło mi się, że od otworu gwiaździście rozeszły się pęknięcia. Wyglądało to tak, jakby ktoś celowo ponacinał dętkę. Po takiej akcji do wymiany jest nie tylko dętka, ale i opona, co znakomicie utrudnia powrót na kołach. W przypadku uszkodzenia opony można co prawda próbować sobie radzić tymczasowo łatając dziurę w oponie np. banknotem. Jeżeli opona jest uszkodzona na większej długości, pozostaje już tylko spacer...


Kolejnym sposobem na zmniejszenie dokuczliwości przebić jest zastosowanie zdobyczy współczesnej wulkanizacji. Istnieją chemiczne środki uszczelniające, które wlewa się do dętki. Środek taki w dętce ma skłonność do natychmiastowego otaczania obcych ciał, które natychmiast szczelnie otacza, zapobiegając tym samym ubytkom powietrza. Środek taki można nabyć w dużych sklepach rowerowych. Oczywiście zmienia się masa dętki a tym samym koła. Nie mam doświadczeń ze stosowaniem tego typu płynów, ale pomysł wydaje się dosyć ciekawy.


 

Mit 5: Jeżdżenie na rowerze spowoduje, że nadmiernie rozrosną ci się mięśnie nóg

 

Obalony! Jeżdżenie na rowerze spowoduje, że twoje mięśnie staną się bardziej elastyczne, a nogi mocniejsze, poprawi się ich rzeźba. W przypadku większości ludzi prawdopodobne jest, że nogi zamiast się rozrosnąć, staną się smuklejsze. W szczególności będzie to prawda jeżeli zadbasz o utrzymanie prawidłowej częstotliwości pedałowania (tzw. kadencji) około 90 obrotów na minutę, co osiąga się poprzez jazdę na dosyć wysokich przełożeniach. Taki sposób jazdy sprzyja zwiększeniu elastyczności mięśni z równoczesną poprawą ukrwienia nóg.

 

 

Obalony! Jeżeli myślimy o ogromnych mięśniach przed oczami stają nam kolarze specjalizujący się w sprincie na ostatnich metrach długich wyścigów, przecinający jako pierwsi linie mety. Tymczasem specjalnie ćwiczą oni możliwość wydatkowania dużej energii w krótkim czasie, co przekłada się na spore mięśnie nóg, które dodatkowo są nadmiernie eksponowane przez fotografów. Podobnie czasami pokazuje się ogromne mięśnie zawodników uprawiających kolarstwo torowe, ale wierzcie nam, że zbudowanie takiej masy mięśniowej zabrało im całe lata bardzo ciężkiej pracy.

 

Komentarz tłumacza: Drogie panie, nie ma jak rower. Rower sprzyja pracy tych grup mięśni, których na co dzień w zasadzie nie używamy. Kształtują nie tylko mięśnie kostek, ale całe uda i pośladki. Czy muszę dodać coś jeszcze?

 

 

Mit 6: Kierownica szosowa (typu baranek) jest niewygodna

 

Obalony! Przywołajmy odrobinę wiedzy historycznej. Pierwsze rowery miały niemal płaskie kierownice. Wygięte kierownice szosowe (po polsku nazywane popularnie barankami ze względu na kształt przypominający zakręcone poroże barana) zostały wprowadzone do użytku jakieś 10 lat później, ponieważ kolarze odkryli, że płaskie kierownice są niewygodne ze względu na małą liczbę pozycji w jakiej na takiej kierownicy można położyć dłonie. Prawidłowo dobrana kierownica szosowa pozwala na znacznie większą liczbę pozycji dłoni, co pozwala ci na wygodną jazdę niezależnie od tego, czy akurat przyjmujesz pozycję, która zmniejsza opory ruchu ("składasz się" na kierownicy jak podczas jazdy z góry czy pod wiatr), czy jedziesz wyprostowany trzymając za końcówki kierownicy, podziwiając widoki. Jeżeli baranek został prawidłowo dobrany do twoich warunków fizycznych, sprawdza się w każdych warunkach, czy to do ścigania czy to do długich wypraw turystycznych, a kończąc na jeździe w terenie.

 

Skąd wziął się ten mit: Baranek zyskał złą reputację podczas popularyzacji kolarstwa, która nastąpiła w latach siedemdziesiątych, kiedy to prawie każdy nowy rower fabrycznie był wyposażony właśnie w ten typ kierownicy. Niestety ludzie nie potrafili prawidłowo dopasowywać pozycji baranka do indywidualnych warunków fizycznych rowerzysty. Spowodowało to zrażenie się licznych użytkowników uskarżających się na nadmiernie wygięte plecy lub w miarę wygodny chwyt tylko w skrajnym ułożeniu dłoni, podczas gdy nieco zmian w ustawieniach oraz wiedzy rozwiązałoby wszystkie te problemy.

 

Komentarz tłumacza: Oczywiście chodzi o lata siedemdziesiąte w USA. Jeździłem kiedyś z barankiem i nie wspominam miło tego typu kierownicy, co tylko potwierdza przedstawioną przez autorów tezę, że był źle dobrany do moich warunków fizycznych.

 

 

Mit 7: Nie możesz jeździć na rowerze górskim po szosie (i odwrotnie, na rowerze szosowym poza szosami)

 

Obalony! Może spotkałeś się z ludźmi nazywającymi rowery górskie "rowerami na każdy teren". Zgadzamy się z tą opinią. Możesz jeździć na swoim góralu wszędzie, gdzie tylko chcesz. Na długich dystansach lub podczas wyścigów na drogach utwardzonych sugerowalibyśmy jednak wprowadzenie pewnych zmian:

  1. Załóż opony o mniejszym bieżniku (lub całkowicie pozbawione bieżnika, tzw. 'sliki' - z angielskiego 'slick' - łagodny, płaski), opony przygotowane do pracy z wysokim ciśnieniem oraz lekką dętką.

  2. Załóż na końce kierownicy tzw. rogi, które ułatwiają zmianę ułożenia dłoni na kierownicy i ułatwiają podjazdy.

  3. Rozważ założenie na korbie koronek o większej liczbie zębów (na utwardzonej powierzchni planujesz przecież szybsze tempo jazdy).

  4. Ogranicz lub całkowicie wyeliminuj skok amortyzatorów (tak przedniego jak i tylnego) by uzyskać lepsze przekazywanie mocy do napędu roweru.

 

(Tak przy okazji, równie dobrze możesz na rowerze szosowym jeździć po niezbyt wymagającym terenie.)

 

Skąd wziął się ten mit: Opony z wysokim bieżnikiem, amortyzatory, bardziej wyprostowana pozycja niż na rowerach szosowych oraz niskie przełożenia większości rowerów górskich powodują, że rowerzyście jadącemu na takim rowerze trudno jest jechać z taką samą prędkością co rowerzyście na rowerze szosowym. Jadąc na góralu możesz poczuć, że jesteś wolniejszy i nie w swojej bajce. Jednak po wprowadzeniu wymienionych wyżej kilku usprawnień będziesz prawie latał.

 

 

 

Mit 8: Rowerzyści nie płacą za utrzymanie dróg więc nie powinni z nich korzystać

 

Obalony! Pamiętasz o przeciwnikach, o których wspomnieliśmy na wstępie? To dzięki nim ten mit nadal funkcjonuje. Ich sposób myślenia jest następujący: skoro do jazdy na rowerze nie jest wymagane prawo jazdy i ubezpieczenie oraz paliwo (co samo w sobie jest bardzo fajne, prawda?), skoro nie płacisz podatków, które opłacają kierowcy, to nie powinieneś korzystać z dróg publicznych. Oczywiście nie jest to zbyt mądry argument, ponieważ co prawda są ludzie, którzy niemal zawsze i wszędzie wykorzystują rower jako swój środek transportu, to większość z nas posiada i lubi swoje samochody tak samo jak rowery i w związku z tym płacimy takie same podatki, jak prawie każdy. Ale to akurat nie jest istotny argument, ponieważ prawo jasno stanowi kto może, a kto nie może korzystać z dróg. Na większości dróg całkowicie legalnie można poruszać się jadąc samochodem, jadąc na rowerze, czy idąc. Co więcej, z historycznego punktu widzenia w Ameryce to klub rowerowy 'League of American Wheelman' (dowolne tłumaczenie z angielskiego: Liga amerykańskich rowerzystów) w 1880 przeforsował akt prawny, mówiący o konieczności utwardzenia dróg, w pierwszej kolejności z myślą o rowerzystach, nie samochodach! Innymi słowy byliśmy pierwsi!

 

Skąd wziął się ten mit: Nie jesteśmy psychoanalitykami, ale próbując pójść tokiem rozumowania naszych przeciwników podejrzewamy, że chodzi o zwyczajną zazdrość. Przecież jadąc z górki utwardzoną drogą na pojeździe samodzielnie napędzanym mocą własnych mięśni, czując tym samym potęgę życia, nie sposób się nie uśmiechnąć. Jak nic to zazdrość musi napędzać tych, którzy właśnie tkwią w korku w swoich blaszanych puszkach, a chcieliby się uwolnić, pozbyć ograniczeń. Takie zawistne podejście nie działa.

 

Komentarz tłumacza: Temat opłat za korzystanie z dróg publicznych przez rowerzystów można by znacznie rozwinąć. W wielu krajach świata buduje się wydzielone drogi utwardzone z przeznaczeniem dla rowerzystów. Istnieje pogląd mówiący, że budowanie wydzielonych ścieżek rowerowych to marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Wystarczy przecież wydzielić jeden z już istniejących pasów jezdni dla rowerzystów...


Za utrzymanie dróg powinni płacić przede wszystkim ich użytkownicy, a nie wszyscy. Warto też, by płacili proporcjonalnie do zniszczeń, jakie powodują. Wydaje się, że całkiem niezłym rozwiązaniem jest pobieranie opłat za korzystanie z dróg poprzez cenę paliwa. Gdyby jeszcze można ją było skorelować z naciskiem na oś... Ale to już temat na osobny artykuł.

 

 

Mit 9: Nie możesz jeździć na rowerze do pracy, bo się spocisz i będziesz źle pachnieć

 

Obalony! Powtórz razem z nami: pot nie śmierdzi, to ciało źle pachnie i przepocone ubranie źle pachnie. Tak długo, jak masz na sobie czyste ubranie, lub jeżeli założysz na siebie czyste ubranie, pot, jaki pojawi się na twoim ciele podczas dojazdu do pracy nie zmieni twojego zapachu. Jeżeli nie masz w pracy możliwości skorzystać z prysznica, po prostu wytrzyj pot ręcznikiem w przebieralni i przeczesz włosy ściśnięte kaskiem. Nikt nie pozna, że przed chwilą odbyłeś wspaniałą przejażdżkę, chyba że komuś o tym powiesz lub ktoś zauważy, jak wiele masz w sobie energii.

 

Pot nie śmierdzi! To ciało źle pachnie!

 

Skąd się wziął ten mit: Być może możemy winić szkolne zajęcia z wychowania fizycznego. Pamiętasz, że niektóre dzieciaki nigdy nie prały w domu ubrań wykorzystywanych podczas tych zajęć? Przepocone rzeczy zamknięte w szafce lub foliowej siatce zwyczajnie fermentują i zaczynają tak śmierdzieć, że marzysz o tym, by podczas meczu nie być obrońcą przeciwko napastnikowi drużyny przeciwnej przebranemu w taki strój.

 

Komentarz tłumacza: W swojej dotychczasowej karierze pracownika już trzy razy zmieniałem miejsce zatrudnienia. Jak dotąd zawsze dojeżdżałem rowerem. Tylko w jednym zakładzie pracy z tych, które odwiedzałem, był prysznic, ale nigdy z niego nie skorzystałem. Problem przykrego zapachu rozwiązywałem na dwa sposoby. Pierwszy, to jazda na tyle wolnym tempem, by nie spowodować spocenia się. Niejako naturalnie do tego celu nadaje się rower holenderski, który choćby z racji masy nie daje się łatwo rozpędzić do dużych prędkości. Drugi sposób, to przetarcie ciała mokrą gąbką. Wystarczy dosłownie krótka chwila w ubikacji. Całkiem niezłym pomysłem wydaje się też ten przedstawiony powyżej – zmiana bielizny na czystą.

Za zapach prawdopodobnie odpowiadają bakterie, których zawsze pełno na naszej skórze. Pot sprzyja gwałtownemu rozrostowi populacji bakterii, co po krótkim czasie przekłada się na smród. Co do całkowitej bezwonności potu to mam kilka wątpliwości pamiętając opowieści o feromonach.




Mit 10: Jazda na rowerze jest przyczyną impotencji

 

Obalony! Do obalenia tego mitu wystarczy tylko jedno słowo: Chiny. Jeden z najludniejszych krajów świata jest także miejscem, w którym rower jest wykorzystywany jako podstawowy środek transportu od chwili, gdy został wynaleziony. Po drugie Holandia. Jeżeli mit miałby być prawdziwy, powinny do nas już dawno dotrzeć informacje o zmniejszaniu się populacji w państwach, w których rower jest powszechnie wykorzystywany. Tymczasem prawdą jest teza wręcz przeciwna. Istnieje sporo przesłanek wskazujących na pozytywny wpływ jazdy na rowerze na stan zdrowia oraz polepszenie także TYCH aspektów życia. Początkujący rowerzyści często uskarżają się na braki wygody powiązane z siedzeniem. Trzeba się przyzwyczaić do siedzenia na siodełku rowerowym, jednakże jakikolwiek dyskomfort, swędzenie lub drętwienie powinno zniknąć po mniej więcej tygodniu codziennego jeżdżenia. Jeżeli nie ustępuje, powinieneś odwiedzić najbliższy serwis rowerowy i poprosić o sprawdzenie ustawienia siodełka. Wprawdzie czasami rzeczywiście pomóc może tylko wymiana siodełka, to najczęściej udaje się znaleźć ustawienie siodełka, które eliminuje niewygody.

 

Skąd wziął się ten mit: Pewien lekarz z Bostonu przekazał do mediów wyniki swoich badań mówiących o ugniataniu przez siodełko tkanek miękkich krocza, co ma się przyczyniać do impotencji. Oczywiście są ludzie, u których wystąpiły tego typu problemy, ale przeważnie były one związane z nadmiernym wykorzystaniem roweru niż z brakami w konstrukcji siodełka. Na przykład jazda na długich dystansach z siedzeniem umieszczonym na siodełku stale w tej samej pozycji lub siedzenie na nieprawidłowo ustawionym siodełku. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku korzystania z klawiatury i zespołu cieśni nadgarstka, jeżeli z czymś się przesadza, może dojść do urazu, ale raczej jest to wyjątek, a nie reguła. Istnieje tylko kilka rzeczy mających jeszcze bardziej pozytywny wpływ na twoje zdrowie niż jazda na rowerze.

 

Komentarz tłumacza: Siodełko i jego dobór to temat rzeka. Co rowerzysta, to nieco inne preferencje, a o gustach się nie dyskutuje. Istnieją dwie zasadnicze szkoły. Pierwsza z nich mówi, że siodełko powinno być bardzo twarde i jednocześnie wąskie. Raczej tylko podpiera nasze szlachetne części, niż daje nam usiąść. Dzięki twardości nie odparzamy się, nie obcieramy w tych jakże wrażliwych okolicach. Druga szkoła głosi teorię wręcz przeciwną. Siodełko ma być miękkie i stanowić faktycznie namiastkę siedzenia. Rośnie ryzyko otarć i odparzeń.


Od pewnego czasu upowszechniły się męskie siodełka z wzdłużną szczeliną, która ma pozytywnie wpływać na ucisk stercza.


Powinno być zasadą, że zanim kupimy nowe siodełko, powinniśmy mieć możliwość wypróbowania go. Niestety parę minut na nowym siodełku raczej nie wystarczy. Potrzebna byłaby raczej długa wyprawa. Podczas niej rośnie prawdopodobieństwo uszkodzenia siodełka, co utrudni jego zwrot.


Co do „tych spraw”, to po jeździe na rowerze, szczególnie na długich dystansach, zaobserwowałem u siebie wzmożone zainteresowanie wybranymi aktywnościami wykonywanymi przy współudziale płci przeciwnej. Z medycznego punktu widzenia jazda na rowerze sprzyja produkcji endorfin (hormonów szczęścia) i spalaniu testosteronu (winowajcy łysienia, agresji, rozrostu mięśni).

 

Oczywiście nie są to wszystkie rowerowe mity. Przykładowo ostatnio z pewnym zażenowaniem wysłuchałem krótkiego wywiadu w PR3 udzielonego Henrykowi Sytnerowi przez człowieka uznającego się za znawcę rowerów. Wciskał on na ogólnopolskiej antenie negatywne oceny o przerzutkach planetarnych, jakoby były gorsze w ogólności, cięższe i w ogóle nie bardzo w stosunku do przerzutek zewnętrznych. Ech...

Dodaj komentarz