Nie wiem, jak inni, ale jako mieszkaniec 3m odczuwam coraz większy niesmak spowodowany nasycaniem pięknych terenów Pomorza coraz większą liczbą źle zaplanowanych i wykonanych szlaków turystycznych. Przede wszystkim razi mnie bezplan tych działań. Moim zdaniem brak jest jakiejś nadrzędnej koncepcji, która byłaby powszechnie znana i akceptowana. Prezentuję więc swoją. Otóż jako średnio rozgarnięty rowerzysta, który zasadniczo jeździ na rowerze przede wszystkim w weekendy, oczekuję że szlaki, przynajmniej rowerowe, będą podzielone na dwie kategorie:

 

  1. Szlaki łącznikowe.
  2. Szlaki krajoznawcze.

 

Zadaniem tych należących do pierwszej kategorii jest połączenie dużych ośrodków miejskich możliwie najkrótszymi drogami, ale z pominięciem dróg uczęszczanych przez samochody. W skali całego Pomorza sieć szlaków łącznikowych powinna stanowić szkielet dla szlaków krajoznawczych. Warto, by przecinały się co jakiś czas z liniami kolejowymi.

 

Zadaniem szlaków krajoznawczych byłoby zaprezentowanie uroków konkretnych zakątków. Bez udziwniania trasy dla samej satysfakcji znakarza. Powinny się zaczynać (i kończyć) w miejscach, z których można kontynuować podróż szlakami łącznikowymi.

 

Przykład. Najbardziej urokliwe miejsca Kaszub leżą w okolicach Kartuz. Planując wycieczkę skorzystałbym ze szlaku łącznikowego Gdańsk-Kartuzy. Po dotarciu do Kartuz przesiadłbym się na szlak krajoznawczy, który np. zaprowadziłby mnie do zamku pod Łapalicami. Po jego obejrzeniu chciałbym szybko, sprawnie i możliwie bezkolizyjnie powrócić do domu.

 

Tymczasem póki co sporo jest szlaków 'z nikąd do nikąd'. Złym przykładem wydaje mi się 'błękitna trasa kaszubska'. Nie bardzo wiadomo, kto ją wytyczył, na jakich zasadach i dla kogo. Zaczyna się przy przystanku kolejowym Gdańsk-Osowa. Może i dobrze, ale dlaczego nie gdzieś w centrum? Samo dotarcie do tego przystanku dla osób spoza Gdańska już może być wyzwaniem. Idąc za ciosem, trasa jest fatalnie oznakowana. A na koniec lądujemy w Sianowie i nie bardzo wiadomo, co dalej. Wracać po śladach? A niedaleko przecież Kartuzy, nieco dalej Lębork. Po trudach związanych z poznawaniem lokalnych pofalowań terenu chciałoby się wskoczyć na trasę nieco łatwiejszą, dobrze oznakowaną i bez problemu dotrzeć do domu.

 

Jak to się dzieje, że w górach nie muszę myśleć o tym, czy jestem na szlaku, czy poza nim? Wystarczy, że spojrzę przed siebie i widzę kolejny symbol, o ile nie symbole. Czy to tak trudno domalować kolejnych parę znaczków, czy też niektóre z nich powtórzyć? Na nizinach przyjęto w sposób dla mnie niezrozumiały, że pieszy czy rowerzysta ma wyrobiony latami treningu instynkt samozachowawczy, który karze mu co chwilę nerwowo przebiegać wzrokiem nie tylko po drzewach czy słupach, ale i zaglądać w gęste krzaczory. A i to mało, bo powinien mieć oczy naokoło głowy, bo być może symbole zostały czytelnie naniesione tylko dla jednego kierunku.

 

Spójrzmy, co wnosi (sierpień 2009) np. PTTK w temacie szlaków Pomorza: http://www.pomorskie.pttk.pl/. W 21 wieku oprócz dokładnej mapki pokazującej aktualny przebieg szlaku oczekuję traka GPS. Delikatnie mówiąc jest ubogo, a do tego co chwilę razi komunikat "Przepraszamy ! Strona w budowie - zapraszamy wkrótce !". To zapraszanie wkrótce jest nie na miejscu, bo stan permanentnej budowy utrzymuje się od kilku miesięcy.

 

Na szczęście są entuzjaści i portale ich skupiające, takie jak RwM. Być może lokalne portale internetowe zdołają zapełnić próżnię po PTTK dostarczając rzetelnego i profesjonalnego materiału.
Dodaj komentarz