640_GDJP9227_RemigiuszStrona

Fot. Autor zdjęcia:  J. Pinkas / UMG

 

Od dobrych kilku miesięcy w Urzędzie Miejskim w Gdańsku działa tzw. 'oficer rowerowy', czyli urzędnik zajmujący się szeroko pojętą tematyką rowerową. Kim jest? Jak wygląda? Czym się zajmuje? Postanowił em osobiście zbadać sprawę i zadać kilka pytań u źródła. Zapraszamy do lektury wywiadu z Remigiuszem Kitlińskim, który spotkał się ze mną w jednej z gdańskich restauracji.

 

 

mslonik: Jak można zostać 'oficerem rowerowym' (OR)? Co trzeba zrobić?

OR: Co trzeba zrobić? Mogę powiedzieć, w jaki sposób ja zostałem oficerem rowerowym. Przez 7 lat pracowałem w Urzędzie Miejskim w Gdańsku (UMG). Dojeżdżałem do pracy rowerem. Koncepcja powołania OR zbiegła się w czasie z odejściem pana Antoniego Szczyta, który był Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Gdańska ds. Komunikacji Rowerowej. W tym momencie zostało mi zaproponowane stanowisko OR, na co zgodziłem się bez wahania.

 

mslonik: Od kiedy w Gdańsku istnieje funkcja OR?

OR: Od 4 maja 2009 roku.

 

mslonik: Skąd taka dziwna nazwa tego stanowiska: 'oficer rowerowy'? Moim zdaniem brzmi wrogo i nienaturalnie, a do tego podejrzewam, że jest nieadekwatna.

OR: Termin ten powszechnie przyjął się w Polsce, choć niestety stanowiska oficerów rowerowych jeszcze nie są powszechną praktyką w polskich miastach. Można powiedzieć, że jest to niefortunne tłumaczenie nazwy angielskiej, która brzmi 'cycling officer', czyli w innym przekładzie 'urzędnik rowerowy'.

 

mslonik: Znalazłem w internecie informacje, że podobne funkcje zostały powołane również w innych miastach.

OR: Tak. Pierwszym polskim oficerem rowerowym był Daniel Chojnacki we Wrocławiu. W Gdyni funkcjonuje pełnomocnik prezydenta ds. komunikacji rowerowej, którym został pan Marcin Wołek. W Tczewie pani Małgorzata Ciecholińska jest pierwszą w Polsce 'oficerką rowerową'.

 

mslonik: Prawdę mówiąc wolałbym bardziej z polska brzmiącą nazwę 'pełnomocnik'...

OR: Pełnomocnik prezydenta to zupełnie inna funkcja, która ma inne umocowanie prawne. Pełnomocnik może podejmować w imieniu prezydenta pewne decyzje. OR w Gdańsku takich umocowań nie ma.

 

mslonik: Jakie kryteria trzeba było spełnić, by zostać OR w Gdańsku?

OR: Podstawowym kryterium była wizja tego, na czym ma polegać komunikacja rowerowa, 'z czym się to je', z czym to się wiąże. Po przeprowadzeniu rozmowy kwalifikacyjnej m.in. z zastępcą prezydenta zostałem uznany za osobę, która nadaje się na to stanowisko i co ważne, będzie je pełnić z pasją. W praktyce było to przesunięcie z jednego stanowiska na inne. Poprzednio pracowałem w Wydziale Polityki Gospodarczej na stanowisku głównego specjalisty. Z formalnego punktu widzenia teraz też jestem głównym specjalistą, ale w Wydziale Gospodarki Komunalnej.

 

mslonik: Komu podlega OR? Gdzie znajduje się on w urzędniczej hierarchii?

OR: OR podlega kierownikowi Referatu Komunalnego; kierownik referatu komunalnego podlega dyrektorowi Wydziału Gospodarki Komunalnej, a ten z kolei podlega Zastępcy Prezydenta do spraw polityki komunalnej, czyli w tej chwili panu Lisickiemu. Tak więc z punktu widzenia hierarchii stanowisko OR jest zwykłym stanowiskiem urzędniczym.

 

mslonik: Ile miasto Gdańsk kosztuje utrzymanie OR?

OR: Tyle, ile kosztuje utrzymanie etatu urzędnika na stanowisku głównego specjalisty, przy czym nie jest to etat dodatkowy. Poprzednio sprawami rowerowymi zajmował się wspomniany pełnomocnik. Mogę powiedzieć, że OR kosztuje mniej, niż pełnomocnik. Niestety wiąże się to też z mniejszymi kompetencjami. Jest to praca na cały etat, czterdzieści godzin w tygodniu. Jestem jedyną osobą, która w takim zakresie zajmuje się sprawami rowerowymi w UMG.

 

mslonik: Następnym pytaniem, jakie się nasuwa, jest pytanie o rolę OR.

OR: Mówiąc najprościej, podstawową rolą OR jest przekonywanie do rozwiązań pro rowerowych w Gdańsku. Za najistotniejszą część mojej działalności uważam doprowadzenie do zmiany ciągle jeszcze powszechnego twierdzenia, że komunikacja rowerowa to tylko ścieżki rowerowe, a rozwój komunikacji rowerowej, to budowa kolejnych kilometrów ścieżek rowerowych i działanie w interesie jakiejś wąskiej grupy entuzjastów. Tak nie jest. Rozwój komunikacji rowerowej to lepsze wykorzystanie przestrzeni publicznej, to poprawa zdrowia i samopoczucia mieszkańców, to poprawa atrakcyjności inwestycyjnej miasta. Rozwój komunikacji rowerowej jest szansą na poprawę jakości życia i szansą rozwoju Gdańska.

 

mslonik: Jakie działania należy podjąć, żeby ten cel osiągnąć?

OR: Trzeba pokazać, że rower jest dobrą alternatywą dla indywidualnego transportu samochodowego. Rower trzeba promować, pokazując jego przewagię nad samochodem. Po drugie należy dążyć do rozwiązań ułatwiających przemieszczanie się rowerzystów, zniechęcając jednocześnie do jazdy samochodem. Budowa ścieżek rowerowych wszędzie i za wszelką cenę nie jest rozwiązaniem optymalnym. W wielu przypadkach jazda po ulicy jest szybsza i bezpieczniejsza. Paradoksalnie, możemy mieć nawet do czynienia z przypadkiem, że po wybudowaniu wydzielonej drogi rowerowej sytuacja rowerzystów pogarsza się. Bardzo wiele zależy w tym przypadku od organizacji ruchu. Jest to zupełnie inny punkt widzenia, niż dotychczas.

 

mslonik: Jak Pana praca wygląda w praktyce? Np. pojawia się projekt budowy jakiejś ścieżki rowerowej i pan wydaje do niego opinię, że np. jest zła i należałoby coś poprawić?

OR: Rola OR rozpoczyna się na etapie koncepcyjnym, kiedy zastanawiamy się przede wszystkim co, gdzie i jak zrobić. Swoją opinię do danego projektu przygotowuję pisemnie i przedstawiam ją jednostce, która dany projekt realizuje. Potem spotykamy się na naradzie i każdą propozycję szczegółowo omawiamy. Ostatnie słowo należy jednak do ZDiZ (Zarząd Dróg i Zieleni), który jeszcze nie podziela opinii, że rozwój komunikacji rowerowej jest szansą poprawy sytuacji komunikacyjnej w mieście i jest tym samym szansą narozwój Gdańska.

 

mslonik: Jak to jednostce? Przecież projekty są realizowane przez firmy, które są wyłaniane najczęściej w drodze przetargu.

OR: Wykonawca tylko realizuje inwestycję zgodnie z przygotowanym dużo wcześniej projektem budowlanym, który przeszedł długą drogę uzgodnień z najróżniejszymi instytucjami. Tu już w zasadzie nie ma miejsca na zmiany, po prostu realizuje się gotowy, zatwierdzony projekt. Jeżeli jesteśmy na etapie koncepcyjnym, lub wczesnym etapie projektowania, to sytuacja jest zupełnie inna.

 

mslonik: Czyli jest to proces dosyć długotrwały, by nie powiedzieć, że żmudny...

OR: Tak. Od koncepcji przez projekt do realizacji zwykle mija kilka lat. Tak więc projekty, które opiniowałem, zostaną zrealizowane dopiero za kilka lat. W chwili objęcia stanowiska zastałem pewną sytuację i muszę kontynuować prace rozpoczęte przez mojego poprzednika. W tej chwili opiniuję projekty, które już są w końcowej fazie przygotowania, a zatem których w tej chwili już w zasadzie nie można zmienić.

 

mslonik: Czy w tej chwili każdy projekt musi przejść przez Pana ręce?

OR: Tak, każdy projekt, który zawiera elementy infrastruktury rowerowej. Taką decyzję podjął Prezydent. Niestety nie oznacza to, że proponowane przeze mnie rozwiązania automatycznie zostaną przyjęte.

 

mslonik: Kto może zgłosić koncepcję, kto może zgłosić projekt?

OR: Na to jest przewidziana procedura w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym (WPI) miasta. Każdy mieszkaniec Gdańska może zgłosić wniosek do WPI. Jeżeli taki wniosek uzyska akceptacje i będą środki na jego realizację, to otwiera się szansa na realizację.

 

mslonik: Czy opłacało się Panu zostać OR?

OR: Zależy, jak na to spojrzeć. Praca, którą w tej chwili wykonuję, jest moją pasją. Widzę też, że w zakresie komunikacji rowerowej jest wielka szansa na pozytywne zmiany. To bardzo motywuje. Z drugiej strony przyznaję, że siwych włosów na głowie przybywa mi teraz znacznie szybciej... Przekonanie do rozwiązań, które są znane i sprawdzone w Europie, czasami bywa bardzo trudne, np. dlatego że do tej pory w Polsce nie były stosowane, lub dlatego że nie przewiduje ich polskie prawo. Jeżeli wiem, że pewne rozwiązania są korzystne i zostały sprawdzone w innych krajach, a nie mogę ich zastosować, to bywa frustrujące, bo angażuję się w swoją pracę również emocjonalnie.

 

mslonik: Czemu nie pojawił się Pan podczas Wielkiego Przejazdu Rowerowego (WPR) 14 czerwca 2009 roku?

OR: Ponieważ w tym czasie byłem na wyprawie rowerowej dookoła Korsyki, a właściwie już z niej wracałem.

 

mslonik: Przyznam się, że postawę urzędników z UMG podczas corocznego rowerowego święta, jakim jest WPR, odebrałem bardzo negatywnie. Po pierwsze pojawiła się informacja, że środki przeznaczone na rozbudowę ścieżek rowerowych zostały drastycznie obcięte przez Urząd Marszałkowski. Po drugie człowiek, który do tej pory zajmował się w UM sprawami rowerowymi, czyli pan Antoni Szczyt, został przesunięty na inne stanowisko, a osoba, która ma reprezentować interesy rowerzystów, czyli OR, w ogóle się nie pojawił, nikt go nie widział, nie wiadomo kto to jest. Przecież WPR to w zasadzie jedyne publiczne spotkanie, podczas którego może dojść do dialogu między rowerzystami a urzędnikami miejskimi, a przynajmniej można im spojrzeć w oczy. Pomijam już fakt notorycznego braku na przejeździe prezydenta miasta Pawła Adamowicza, który jak zwykle miał pilniejsze sprawy na głowie, niż spotkanie z 6 tysiącami wyborców.

OR: Mogę powiedzieć tylko tyle: zazwyczaj uczestniczę w WPR. W zeszłym roku, po raz pierwszy, miałem okazję uczestniczyć jako OR, czyli przedstawiciel miasta. Ale w tym czasie byłem na miesięcznej wyprawie rowerowej. Tego typu wyprawy planuje się przynajmniej z półrocznym wyprzedzeniem, dużo wcześniej kupuje się bilety, w tym przypadku na prom. Planując ten wyjazd nie byłem jeszcze OR.

 

mslonik: Czemu tak trudno się skontaktować z OR? Przykładowo wchodząc na stronę internetową UM Gdańska (http://www.gdansk.pl) nie ma nic: nr telefonu, e-maila, nazwy wydziału UM, nic. Przyznam, że gdybym nie wiedział o istnieniu takiego stanowiska, korzystając wyłącznie ze strony internetowej bym się o nim niczego nie dowiedział. Ja odbieram tę sytuację negatywnie. Niby ktoś jest, ale nie bardzo wiadomo, jak się z nim skontaktować. Dopiero telefon do informacji UM pozwolił mi uzyskać numer do Pana.

OR: Cóż, jeżeli rzeczywiście nie ma go na stronie Gdańska, to wkrótce się pojawi na podstronie poświęconej rowerom (http://www.gdansk.pl/nasze-miasto,256.html). Uderzam się tu w piersi. Mimo to otrzymywałem do tej pory bardzo dużo e-maili, np. od Obywatelskiej Ligi Ekologicznej (OLE), ale też pojedynczych rowerzystów. Kontakt do mnie wkrótce pojawi się na wspomnianej stronie. Spływało do mnie całkiem sporo informacji np. o dziurach na drogach rowerowych. Niestety OR jest w tym przypadku tylko i wyłącznie pośrednikiem, który tego typu sprawy przekazuje do ZDiZ. Również informacje na ten temat znajdą się wkrótce na wspomnianej stronie.

 

mslonik: Czy jako mieszkaniec Gdańska zainteresowany realizowanymi projektami mogę je gdzieś obejrzeć? Nie ukrywam, że przede wszystkim myślę o Internecie. Czy mogę gdzieś zobaczyć na przykład projekt budowlany chociaż jednej ze ścieżek rowerowych?

OR: Do tej pory nie było praktyki polegającej na udostępnianiu projektów budowlanych w Internecie.

 

mslonik: Niemniej byłoby miło, gdyby ta praktyka uległa zmianie. Do czego zmierzam. W zasadzie jedyną szansą, by się dowiedzieć o tym, co dzieje się w mieście w tematach rowerowych jest lektura takiego wywiadu, jak ten w tej chwili przeprowadzany. Brakuje mi ze strony miasta informacji. Mówiąc wprost informacje przepływają bardzo słabo. Chciałbym tego typu informacje znajdować na internetowej stronie miasta.

OR: Jest to bardzo słuszna uwaga. Myślę, że miejsce na tego typu informacje znajdzie się na „rowerowym gdańsku”. Ja tę stronę zamierzam w najbliższym czasie rozwinąć. Jak już mówiłem jestem jedyną osobą, która zajmuje się w UMG tematyką rowerową. Ze swojej strony postaram się zadbać o to, by jak najwięcej materiałów trafiło na stronę „rowerowy gdańsk”. Chciałbym, by te materiały stały się podstawą do dyskusji. Trudno dyskutować o czymś, co jest jakimś bytem wirtualnym.

 

mslonik: Co Pan robi prywatnie? Czy Pana hobby jest związane z rowerami, czy też po powrocie do domu ma Pan już dość rowerów i woli o nich nie myśleć?

OR: Prywatnie moją pasją są podróże rowerowe. Podróżuję z sakwami już dwudziesty rok. Wciągnąłem w to swoją żonę, która towarzyszy mi w wyprawach już od ośmiu lat, a od trzech lat towarzyszy nam córka, którą wozimy w przyczepce. Więcej informacji można znaleźć na naszej stronie http://www.rowerowarodzinka.pl/. Jestem też fanem rowerowego Harpagana i zdobywcą tego tytułu. W imprezie wziąłem udział 20 razy, startuję od pierwszej edycji. Tylko Daniel Śmieja zaliczył więcej startów.

 

mslonik: Ile kilometrów przejeżdża Pan na rowerze w ciągu roku?

OR: W zeszłym roku przejechałem ponad pięć tysięcy. W sumie na moim liczniku jest już siedemdziesiąt kilka tysięcy.

 

mslonik: Czy ma Pan jakieś rowerowe marzenia?

OR: Tak i to zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej... W prywatnej będzie to wyprawa poza Europę, najlepiej do Azji, w poszukiwaniu pięknych krajobrazów i kontaktu z przyrodą. W zawodowej marzy mi się, by 20% przejazdów w Gdańsku odbywało z wykorzystaniem roweru. (W tej chwili jest to zaledwie kilka procent).

 

mslonik: Czego i Panu i sobie życzę. Dziękuję za rozmowę i za to, że poświęcił Pan swój prywatny czas, by spotkać się ze mną. Mam nadzieję, że z korzyścią również dla czytelników.

 

mslonik: Więcej o projektach i inwestycjach rowerowych w Gdańsku przeczytać będzie można w drugiej cześci wywiadu.

 

Kontakt do gdańskiego OR:

Remigiusz Kitliński

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

tel.: +48 58 323 61 20

Dodaj komentarz