BikeIntermodal

Źródło ilustracji: http://www.bike-intermodal.eu/

Już jakiś czas temu media obiegła wiadomość o nowym cudownym projekcie roweru składanego dla mas. Zainteresowałem się bliżej, bo o rowerach składanych pisałem już przynajmniej dwukrotnie. W istocie wszystkie piękne idee mówiące o tanim i dostępnym transporcie publicznym dla mas nie dadzą się zwyczajnie zrealizować, o ile na rynku nie pojawi się mały i lekki rower składany. Czy jednak jest tak różowo, jak mi się w pierwszej chwili wydawało?

Zapraszam do lektury!

Postanowiłem 'dotrzeć do źródeł' informacji prasowych. Przede wszystkim ustaliłem nazwę projektu. Jego tytuł to BikeIntermodal. Strona projektu przede wszystkim prezentuje idee, pod którymi chyba każdy z nas by się podpisał:

  1. rower jest bardzo lekki: od 4 kg do 7,5 kg wraz z napędem elektrycznym,zajmuje niewielką objętość po złożeniu, tzn. 20 dm3,
  2. wykonany jest z nowoczesnych materiałów.

Niestety na tej samej stronie zabrakło informacji o tym, co aktualnie dzieje się z projektem, tzn. kiedy się rozpoczął, kiedy zakończył, kto konsumuje jego owoce. Szukając informacji o planach rozwoju Unii Europejskiej można natknąć się na ulotkę napisaną w języku polskim wyjaśniającą w naszym ojczystym języku niuanse tego projektu. Można z niej m.in. wyczytać, że projekt otrzymał dofinansowanie z unijnej kasy w wysokości 1,58 mln euro (!).

W tym momencie ogarnęło mnie lekkie zdumienie. Co się bowiem dzieje? Oto biurokratyczny twór, jakim jest Unia Europejska, ujrzał potrzebę obywatela, który powinien mieć szansę na wygodne przemieszczanie się  po miastach. Ponieważ już obecne na rynku rowery składane nie spełniają wymagań postawionych przez UE, bo są albo zbyt ciężkie, albo zbyt duże, należało zaprojektować taki rower od początku. Do tego zauważono, że istniejące firmy nie posiadają wystarczających środków, by przeprowadzić prace rozwojowe, więc ktoś (kto?) postanawia wydać pieniądze podatników na projekt, który ich uszczęśliwi - projekt super roweru składanego. Pomijając już prosty fakt, że nikt obywateli nie zapytał, czy chcą na taki projekt wydać pieniądze, takie działanie to strzał w kolano przynajmniej europejskich firm produkujących rowery składane. Co sie bowiem stało? Firmy te, jak słusznie zauważyła Unia, nie posiadają wystarczających środków, by prowadzić badania. Zamiast więc dać te pieniądze owym firmom np. w formie nisko oprocentowanego kredytu celowego, pod płaszczykiem badań i wzniosłych idei powołany został konglomerat wybranych firm i instytucji, które taki produkt wytworzyły. Z tego, co zdołałem zrozumieć, teraz jakoś ktoś próbuje ten produkt wprowadzić na rynek. Czy to nie jest sprzeczne z zasadami wolnego rynku? Czy nie przypomina to trochę znanego z socjalizmu 'produktu dla mas' opracowanego przez 'naszych' wybitnych specjalistów od technologii, który będzie konkurował ze 'złym prywaciarzem', który produktem o podobnej funkcjonalności już handluje na rynku? A może chodzi o kolejny cud socjotechniki? Ktoś zapewni ludowi chleb i igrzyska?

Jestem skłonny przyjąć argument, że mityczne państwo może próbować stymulować pewne gałęzie gospodarki, wyznaczać kierunki rozwoju. Ale czy przypadkiem tym razem to superpaństwo nie posunęło się za daleko? Czy nie podcięło tym samym skrzydeł firmom produkującym już teraz komercyjnie rowerów składanych?

Uderza także duża nieprzeźroczystość (mętność) zasad wg których zrealizowano ten projekt. Jako prosty obywatel oczekiwałbym, że w sposób łatwy szybki i przyjemny odnajdę w Internecie bardziej szczegółowe informacje o tym projekcie. Niestety. Strona projektu nie dostarcza nawet najbardziej podstawowych informacji sztabowych: kto, co, gdzie, kiedy, ile, po co. A co z tak zwaną komercjalizacją? Wg jakich zasad zostanie ona przeprowadzona? Co ja muszę zrobić, by móc wykorzystać owoce tego projektu (do kogo napisać, jakie spełnić kryteria itp.)?

Koszt jednostkowy roweru ma się wahać od 500 € (ostre koło) przez 800 € (bez napędu elektrycznego) po 1 300 € (z napędem elektrycznym). 1 300 € to dużo. Po kursie rynkowym z 23 kwietnia 2014 to suma 5 525 pln. To bardzo dużo, by nie powiedzieć, że o wiele za dużo za rower, który nadaje się wyłącznie do jazdy po mieście. Trudno mi sobie wyobrazić, by inne wersje, niż ta wspomagana elektrycznie, w ogóle znalazły nabywców... Jeszcze trudniej mi sobie wyobrazić, by ktoś, kto nie jest fanatykiem ekologii, spontanicznie nabył taki rower. Chyba że...

No właśnie. Chyba że lewicowa Unia Europejska będzie dotowała sprzedaż takich rowerów, oczywiście po zmianie nazwy na coś tak chwytliwego, jak Bin (od BikeIntermodal), czy jakoś tak. Może ktoś wpadnie na ten sam pomysł, co ja, i postanowi dożywotnio 'wypożyczać' taki rower za niewielką kwotę i pozwalając na podróżowanie (z) takim pojazdem za darmo środkami komunikacji miejskiej? Nie sposób mi skwitować tych śmiałych rozważań znanym z naszych polskich okoliczności hasłem 'by żyło się lepiej' (za czyjeś pieniądze).

Na zakończenie dwa spotrzeżenia techniczne. Pierwsze dotyczy ramy. Rama, w której zastosowano cięgna, nie jest wcale nowym wynalazkiem. Wystarczy prześledzić historię roweru Pedersena. Drugi, to wynalazek koła z wewnętrzną amortyzacją, który znalazł zastosowanie właśnie w... rowerach składanych. A wszystko to, by nawet na składaku jechało się wygodnie.

Dodaj komentarz