750 WP 20160228 13 50 42 Pro

Krótka relacja z niedzielnej wycieczki czarnym szalkiem "Wzgórz Szymbarskich".

Zapraszam do lektury!

Statystyki:

20160228 MaszGora Statystyki

Przewyższenia:

750 20160229 MaszGora Przewyzszenia

Plan jak zwykle był ambitny: dojechać zimą do Kościerzyny. Pod koniec lutego jest już jasno od mniej więcej 7.00 do mniej więcej 17.30. Niestety późno wstałem, pozwalając sobie pospać. W efekcie wyjechałem z domu dopiero trochę po 10.00. Było też zimniej, niż zakładałem. Co prawda nie mam w swoim urządzeniu GPS pomiaru temperatury, ale tego dnia nie przekroczyła ona wartości 5 stopni celsjusza, a przez przeważającą część dniach oscylowała w okolicach 3 stopni. Przez cały dzień miało być słonko, ale zaszło chmurami już paręnaście minut po 12.00.

Czułem się bardzo silny, jak rzadko. W dobrym tempie dotarłem do miejsca, w którym szlak przecina linię PKM, czyli przy stawie na wysokości ul. Sąsiedzkiej (Kiełpino)? Niestety ten fragment drogi został literalnie zniszczony przez jakiś ciężki pojazd, przypuszczalnie, sądząc z pozostawionych śladów, przez ciągnik rolniczy z naczepą. Nie dało się przejechać na rowerze. Nawet jego przeprowadzenie przez głębokie błoto było trudnym zadaniem. Po pokonaniu tego coś 100 metrowego odcinka przez kolejne kilkanaście minut czyściłem rower z błota, które uniemożliwiało obracanie się kół.

Pamiętałem, że gdzieś na trasie, właśnie w pobliżu Marszewskiej Góry, jest dosyć szeroki potok, na którym zostały uszkodzone oba mosty. Ciekawiło mnie, czy w międzyczasie nie zostały naprawione. Niestety nie. Udało mi się za to pokonać ten potok po przerzuconej przez jakąś litościwą duszę desce. Na poniższych zdjęciach jest widoczne to miejsce.

O dziwo w 'głębokim lesie' wciąż jeszcze leżało nieco śniegu, a co większe kałuże wciąż pokrywała cienka warstwa świeżego lodu. Nawet poprószył przez chwilę śnieg. Na szczęście nie spadł deszcz, pomimo że nad głową krążyły mi bardzo złowrogo wyglądające chmury. Szczególnie w drodze powrotnej.

Dotarłem do Marszewskiej Góry około 15.00. Tu przyszło mi zmierzyć się z rzeczywistością: albo przez kolejne 2 godziny będę próbował dojechać do Kościerzyny, by złapać jakiś pociąg powrotny, albo zawrócę do domu. Wybrałem ten drugi wiariant i powrót łatwym niebieskim szlakiem.

images/stories/2016/20160228_CzarSzl_MarszewskaGora/750_WP_20160228_13_50_35_Pro.jpgimages/stories/2016/20160228_CzarSzl_MarszewskaGora/750_WP_20160228_13_50_42_Pro.jpgimages/stories/2016/20160228_CzarSzl_MarszewskaGora/750_WP_20160228_14_01_59_Pro.jpgimages/stories/2016/20160228_CzarSzl_MarszewskaGora/750_WP_20160228_14_02_11_Pro.jpgimages/stories/2016/20160228_CzarSzl_MarszewskaGora/750_WP_20160228_14_02_23_Pro.jpg

 

Podsumowując, jeszcze było nieco za wcześnie na tak długą i wyczerpującą wyprawę rowerową. Momentami koła ślizgały mi się na zamarzniętym gruncie. Drogi jeszcze niewystarczająco przeschły. Ale przede wszystkim na takie wyprawy należy przeznaczać więcej czasu, by dało się dojechać do celu. Pozostała satysfakcja i... czyszczenie roweru.

Dodaj komentarz