Późny start, bo dopiero o 11.00 oraz obiecana łatwa i widowiskowa trasa, ściągnęły mnie na start. Napompowałem ramę, zabrałem nieco gadżetów, w tym GPS i w drogę!

Trasa prowadziła z Gdańska, spod 'starego Żaka', wzdłuż Kanału Raduni i samej Raduni do Pruszcza Gdańskiego. Dalej Ubot poprowadził sobie tylko znanymi drogami. Po drodze były liczne przystanki 'na zdjęcie', przeważnie przy kolejnych siłowniach i budowlach hydrotechnicznych.
Wiosna, wiosna i pięknie jest. Nawet błota dużego nie było.

Po drodze przydażyły się naszej ekipie dwie przygody techniczne. Pierwsza, to zerwany łańcuch w rowerze Ubota. Ale to drobiazg, na szczęście miał ze sobą rozkuwacz oraz zapasową zapinkę. To nauka dla takich jak ja, którzy tym razem zapasową zapinkę zostawili w domu. Druga, to odkrycie, jakiego dokonał Łukasz. Korba na środkowym wianku miała już tak wyrobione zęby, że zaczęła przepuszczać łańcuch. Pozostało mu więc 'pchać z blatu' lub jechać na najmniejszej koronce.

Po drodze wspaniałe widoki, o jakie nie podejrzewałem wcześniej Raduni.

Mogłem się osobiście przekonać, że Radunia jest jedną z najlepiej wykorzystanych gospodarczo rzek w Polsce. Wzdłuż jej biegu jest bowiem 8 zapór i elektrowni wodnych.

Przejażdżkę oficjalnie kończymy przy bardze w Otominie, gdzie jem pierwsze w tym roku lody na świeżym powietrzu. Dalej każdy zapycha sam. Mi tego wyszło coś z 70 km. Do ściągnięcia track z GPS (.gpx).

Dodaj komentarz