Jak co roku mniej więcej na początku lata, gród nad Motławą na jeden dzień oddaje swoje główne drogi we władanie rowerowej braci. W tym roku po raz pierwszy postanowiłem wystąpić nie w barwach GER-u, lecz RwM-u. W ten sposób jawnie zamanifestować swoje poparcie, wioząc na swoim holenderskim rumaku sztandar domowej roboty.

 
Zapraszam do obejrzenia krótkiej fotorelacji oraz instrukcji produkcji wspomnianego sztandaru!
 
Pomysł, by za rowerem ciągnąć ogromny sztandar narodził się w mojej głowie już dawno temu. Ot, dziecięce marzenie, inspirowane trochę teledyskiem 'High-Hopes' do muzy Pink Floyd. Jak zwykle nieoceniony MM podpowiedział, że świetnie do tego celu będzie się nadawało stare wędzisko, które zresztą zaraz mi wręczył. Po rozciągnięciu do pełnej długości dało coś ze 4 m wysokości. Ja przez dobrych kilka chwil główkowałem jak to to bezpiecznie i zarazem stabilnie zamontować do roweru. Koniec końców wymyśliłem metalową opaskę z zaciskiem regulowanym śrubą. Bardzo fajny wynalazek, a przy tym niedrogi, bo dałem za niego coś 1,5 pln. Co ważne, łeb śruby jest sześciokątny, dzięki czemu dał się dociągać małym kluczem oczkowym.
 
Do zbudowania została sama flaga właściwa, czyli to, co powiewa. Okazało się, że trójmiejski kapitalizm systematycznie tępi małe sklepy z materiałami. Ostał się jeszcze jeden przy Grunwaldzkiej w Oliwie. Wśród mnogości tkanin wszelakich jest i taka, która zwie się 'płótno flagowe'. Niestety długi czas oczekiwania zmusił mnie do poszukwania rozwiązania alternatywnego. Na szczęście udało się kupić materiał o na oko zbliżonych parametrach, przeznaczony na firany, biały, nieco połyskliwy.
 
Zakupioną i przyciętą od razu w sklepie tkaninę należało chociaż trochę zabezpieczyć przed 'siepaniem się', czyli zszyć brzegi. Jeden z długich brzegów stworzył korytarzyk na przyszłą linkę.
 
Ewa dokupiła spory pojemniczek specjalnej farby, która służy do pokrywania tkanin oraz mały wałeczek z takim samym przeznaczeniem. Czasu zostało mało, bo oto już sobota. Ewa sobie znanymi sposobami obliczyła wielkość i rozpiętość liter. Wymyśliłem, że na sztandarze jak nic pojawić się musi pełny adres internetowy braterskiej organizacji (http://rwm.org.pl). No i zaczęło się mazanie. Okazało się, że farba do tkanin jest bardzo wrażliwa na ilość wody. Zbyt mała ilość powoduje sklejanie się wałka z tkaniną. Za duża ilość wody powoduje rozlewanie się wzoru. O sukcesie decyduje też właściwe napięcie tkaniny. Namalowanie całego napisu zajęło dobre kilka godzin, coś między trzy a cztery. Teoretycznie powinniśmy jeszcze zaczekać na wyschnięcie farby. Wpadłem na pomysł, by proces przyspieszyć za pomocą suszarki do włosów.
 
Dokończenie dzieła polegało na wycięciu w brzegu flagi otworów na oczka wędki, zdobyciu w miarę cienkiego sznurka i przeciągnięcia go między oczkami i brzegiem flagi. Wreszcie około 22 nastąpiła próba techniczna. Flaga załopotała, rower pomknął ulicami miasta. Ech...
 
Pomysł z 'flagą na wędce' okazał się całkiem praktyczny. Wędka po złożeniu nie wadziła nikomu, a przyczepiona do niej flaga mieści się w jednej z komór sakw. Dodatkowo wspomniane metalowe zapięcie pozwala na szybki montaż i demontaż wędki.
 
Na zakończenie wspomnę, że koszt materiałów zamknął się w 100 pln. Koszt robocizny jest spory, bo wyszło tego wszystkiego coś z 8 godzin, wliczając bieganie po sklepach. Ale wrażenia bezcenne i niezapomniane. Warto! Dziękuję, Przyjaciele.
 

 /images/stories/20080601_WielkiPrzejazdRowerowy/640_bike_01-06-2008_101.jpg" class="yasig" rel="lightbox[yasig0]" title=""><div style=
 /images/stories/20080601_WielkiPrzejazdRowerowy/640_bike_01-06-2008_101.jpg" title="" /> /images/stories/20080601_WielkiPrzejazdRowerowy/640_bike_01-06-2008_102.jpg

 

 
 
Dodaj komentarz