Kolejna wyprawa po Żuławach. Tym razem postanowiłem odwiedzić północną część tej krainy. Analizując mapę ("Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana oraz Żuławy Wiślane i Wysoczyzna Elbląska", mapa turystyczna, skala 1 : 50 000, Eko Kapio) mój wybór padł na okolice wsi Łaszka, czyli najbardziej wysunięty na północ i wschód polder pomiędzy Wisłą Królewiecką, Szkarpawą a Zalewem Wiślanym.

 

Zapraszam do lektury!

Na Żuławy postanowiłem dotrzeć na kołach. Z okolic Placu Komorowskiego dotarłem drogami rowerowymi do centrum Gdańska. Dalej Dolną Groblą wyjazd na Olszynkę. Następnie skrajem zabudowań Gdańska w kierunku siódemki. Okazuje się, że rower jest za lekki, by pobudzić sygnalizację świetlną na wysokości rafinerii, gdzie skręcam w lewo, by przejechać obok zabudowań oczyszczalni "Wschód". Postanawiam obrać kierunek na Kiezmark. Po przekroczeniu Wisły kieruję się na północ, mniej więcej docierając do Szkarpawy.

 

Piękno krajobrazu, do tego słońce i dosyć silny wiatr. Przełamuję się i wyciągam aparat. Jak zwykle zdaję sobie sprawę z kłopotu jakim jest próba utrwalenia całego tego piękna, barw, zapachów. Bo i pustułka w powietrzu i kwitnące maki przeplatane rumiankiem. Jak oddać całe to szczęście codzienne...

 

Odbijam na wschód, nieco improwizując. Po drodze trafiam na kolonię hałaśliwych mew śmieszek. Manerwuję z wykorzystaniem mapy i odbiornika GPS wybierając o ile to możliwe nieutwardzone drogi. Doświadczeń mam z nimi mnóstwo, ale jest sucho, więc warto spróbować. Dzięki temu odkrywam wspaniałą drogę biegnącą od Wisły przez Żuławki i kolejne miejscowości niemal przy samej Szkarpawie. Obiecuję sobie, że jeszcze kiedyś poprowadzę tędy całą grupę, a póki co kieruję się do Rybiny, którą uważam za serce Żuław. W Rybinie jest kilka atrakcji, o których warto wspomnieć. Dla mnie najważniejszą jest obrotowy most kolejowy na Szkarpawie. W dnie rzeki znajduje się pojedynczy wielki słup, na którym spoczywa pięćdziesięciometrowe przęsło mostu. W normalnym położeniu przęsło jest otwarte równolegle do nurtu rzeki. W razie potrzeby obsługa wchodzi po kładce na szczyt tego słupa i ręcznie (sic!) za pomocą stosownego klucza obraca cały most. Cały proces można obejrzeć na przykład poniżej.

 

Jakimś cudem obiekt ten przetrwał czas zniszczeń wojennych: nie został ani wysadzony w powietrze, ani rozkradziony. Jak dla mnie rarytas, szczególnie że przebiegająca z jego pomocą linia kolejki wąskotorowej jest latem czynna przyciągając wielu chętnych.

 

Oprócz mostu kolejowego w Rybinie znajdują się dwa mosty drogowe, oba zwodzone. Żółty na Szkarpawie i jakieś 100 m dalej niebieski na Wiśle Królewieckiej. Oba podobnej konstrukcji, oba czynne, z lat 30-tych ubiegłego wieku. Obecność tych licznych obiektów inżynieryjnych świadczy o znacznej zasobności i sile ekonomicznej okolicznych gmin. Dla porównania gmina Gdańsk nie potrafiła zbudować mostu zwodzonego prowadzącego ze stałego lądu na Wyspę Sobieszewską przez lat z okładem 60.

 

Rybina leży u zbiegu aż 4 dróg wodnych: wspomnianych już Szkarpawy i Wysły Królewieckiej oraz Linawy i Tugi. Jest wreszcie miejscem, w którym znajduje się największa w Polsce (sic!) przepompownia wody nr 1 Chłodniewo wyrównująca poziom wody na największym polderze o tej samej nazwie. Jest jedną z pierwszych dużych inwestycji hydrotechnicznych związanych z odbudową Żuław po katastrofalnej, zaplanowanej i w znacznym stopniu wykonanej akcji polegającej na zatopieniu tych terenów przez Niemców w 1945 roku.

 

W Rybinie zmieniam brzeg Szkarpawy na lewy i jadę w kierunku zbliżającego się brzegu Zalewu Wiślanego. W końcu go osiągam, odkrywając kolejne nieścisłości mapy. Uderzają kolory soczystej zieleni przybrzeżnych wysokich traw zestawione z ciemnym granatem wód zalewu i błękitem nieba. Świeżo ścięta trawa wału oddzielającego ląd od wody zachęca do przejażdżki. Chcę jednak sprawdzić, czy da się jechać namalowaną na papierze nitką drogi. Okazuje się, że tak. Docieram niemal do samego brzegu Wisły Królewieckiej. Dziwi mnie ilość żaglówek wpływających lub wypływających z jej ujścia. Zatrzymuję się na chwilę by obserwować polującą samicę błotniaka stawowego. Niezwykły dla mnie widok. Jest to nieopodal "Klubu Przyjaciół Ortofrajdy". Jak się okazało po powrocie nieprawidłowo zinterpretowałem jego nazwę. Skojarzyła mi się z ornitologią i ptakami w takiej mnogości mnie otaczającymi. Tymczasem chodzi o ortografię.

 

Zawracam. Postanawiam dotrzeć do domu najszybciej, jak się da. Do wyboru mam dotarcie do Elbląga lub powrót do Gdańska. Wybieram tę drugą opcję. Postanawiam dotrzeć do Sztutowa i następnie główną asfaltówką do Mikoszewa, gdzie zamierzam się przeprawić przez Wisłę. Po drodze nie mogę sobie odmówić jednej z moich ulubionych atrakcji, jaką jest zakup lodów na patyku w lokalnym sklepiku, co staje się przyczynkiem do krótkiej pogawędki 'o życiu'. A upał się wzmagał. Docieram do Mikoszewa. Ruch samochodów na drodze niespecjalnie mi dokucza. Na dojeździe do promu ustawił się już długi rządek samochodów osobowych. Przyjemność przeprawy promem wraz z rowerem to aż 5 pln (czerwiec 2011). Niby niedużo, ale to litr paliwa za jakieś 600 m. Bardzo dużo. To o ponad 50% więcej, niż jeszcze 2 lata temu. Drapieżny kapitalizm. Zapamiętałem sobie dobrze tę cenę wraz z niewielką odległością do Kiezmarka, gdzie Wisłę przecina most drogowy.

 

Dalszy ciąg podróży do domu: Wyspa Sobieszewska główną trasą do Sobieszewa, potem most pontonowy na którym dogoniłem i wyprzedziłem samochody, które jeszcze przed chwilą przeprawiały się wraz ze mną przez Wisłę. Powrót tą samą drogą. W Gdańsku postanawiam obejrzeć kilka budynków, dla których brakuje mi na co dzień czasu.

 

Do zobaczenia na szlaku! Poniżej zapis traku w GoogleMaps. Zdjęcia z wycieczki można natomiast zobaczyć tutaj.

 

 

Kolejna wyprawa po Żuławach. Tym razem postanowiłem odwiedzić północną część tej krainy. Analizując mapę ("Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana oraz Żuławy Wiślane i Wysoczyzna Elbląska", mapa turystyczna, skala 1 : 50 000, Eko Kapio) mój wybór padł na okolice wsi Łaszka, czyli najbardzije wysunięty na północ i wschód polder pomiędzy Wisłą Królewiecką, Szkarpawą a Zalewem Wiślanym.

 

Zapraszam do lektury!


Na Żuławy postanowiłem dotrzeć na kołach. Z okolic Placu Komorowskiego dotarłem drogami rowerowymi do centrum Gdańska. Dalej Dolną Groblą wyjazd na Olszynkę. Następnie skrajem zabudowań Gdańska w kierunku siódemki. Okazuje się, że rower jest za lekki, by pobudzić sygnalizację świetlną na wysokości rafinerii, gdzie skręcam w lewo, by przejechać obok zabudowań oczysczalni "Wschód". Postanawiam obrać kierunek na Kiezmark. Po przekroczeniu Wisły kieruję się na północ, mniej więcej docierając do Szkarpawy.

 

Piękno krajobrazu, do tego słońce i dosyć silny wiatr. Przełamuję się i wyciągam aparat. Jak zwykle zdaję sobie sprawę z kłopotu jakim jest próba utrwalenia całego tego piękna, barw, zapachów. Bo i pustułka w powietrzu i kwitnące maki przeplatane rumiankiem. Jak oddać całe to szczęście codzienne...

 

Odbijam na wschód, nieco improwizując. Po drodze trafiam na kolonię hałaśliwych mew śmieszek. Manerwuję z wykorzystaniem mapy i odbiornika GPS wybierając o ile to możliwe nieutwardzone drogi. Doświadczeń mam z nimi mnóstwo, ale jest sucho, więc warto spróbować. Dzięki temu odkrywam wspaniałą drogę biegnącą od Wisły przrez Żuławki i kolejne miejscowości niemal przy samej Szkarpawie. Obiecuję sobie, że jeszcze kiedyś poprowadzę tędy całą grupę, a póki co kieruję się do Rybiny, którą uważam za serce Żuław. W Rybinie jest kilka atrakcji, o których warto wspomnieć. Dla mnie najważniejszą jest obrotowy most kolejowy na Szkarpawie. W dnie rzeki znajduje się pojedynczy wielki słup, na którym spoczywa pięćdziesięciometrowe przęsło mostu. W normalnym położeniu przęsło jest otwarte równolegle do nurtu rzeki. W razie potrzeby obsługa wchodzi po kładce na szczyt tego słupa i ręcznie (sic!) za pomocą stosownego klucza obraca cały most. Cały proces można obejrzeć na przykład .Jakimś cudem obiekt ten przetrwał czas zniszczeń wojennych: nie został ani wysadzony w powietrze, ani rozkradziony. Jak dla mnie rarytas, szczególnie że przebiegająca z jego pomocą linika kolejki wąskotorowej jest latem czynna przyciągając wielu chętnych.

 

Oprócz mostu kolejowego w Rybinie znajdują się dwa mosty drogowe, oba zwodzone. Żółty na Szkarpawie i jakieś 100 m dalej niebieski na Wiśle Królewieckiej. Oba podobnej konstrukcji, oba czynne, z lat 30-tych ubiegłego wieku. Obecność tych licznych obiektów inżynieryjnych świadczy o znacznej zasobności i sile ekonomicznej okolicznych gmin. Dla porównania gmina Gdańsk nie potrafiła zbudować mostu zwodzonego prowadzącego ze stałego lądu na Wyspę Sobieszewską przez lat z okładem 60.

 

Rybina leży u zbiegu aż 4 dróg wodnych: wspomnianych już Szkarpawy i Wysły Królewieckiej oraz Linawy i Tugi. Jest wreszcie miejscem, w którym znajduje się największa w Polsce (sic!) przepompownia wody nr 1 Chłodniewo wyrównująca poziom wody na największym polderze o tej samej nazwie. Jest jedną z pierwszych dużych inwestycji hydrotechnicznych związanych z odbudową Żuław po katastrofalnej, zaplanowanej i w znacznym stopniu wykonanej akcji polegającej na zatopieniu tych terenów przez Niemców w 1945 roku.

 

W Rybinie zmieniam brzeg Szkarpawy na lewy i jadę w kierunku zbliżającego się brzegu Zalewu Wiślanego. W końcu go osiągam, odkrywając kolejne nieścisłości mapy. Uderzają kolory soczystej zieleni przybrzeżnych wysokich traw zestawione z ciemnym granatem wód zalewu i błękitem nieba. Świeżo ścięta trawa wału oddzielającego ląd od wody zachęca do przejażdżki. Chcę jednak sprawdzić, czy da się jechać namalowaną na papierze nitką drogi. Okazuje się, że tak. Docieram niemal do samego brzegu Wisły Królewieckiej. Dziwi mnie ilość żaglówek wpływających lub wypływających z jej uścia. Zatrzymuję się na chwilę by obserwować polującą samicę błotniaka stawowego. Niezwykły dla mnie widok. Jest to nieopodal "Klubu Przyjaciół Ortofrajdy". Jak się okazało po powrocie nieprawidłowo zinterpretowałem jego nazwę. Skojarzyła mi się z ornitologią i ptakami w takiej mnogości mnie otaczającymi. Tymczasem chodzi o ortografię.

 

Zawracam. Postanawiam dotrzeć do domu najszybciej, jak się da. Do wyboru mam dotarcie do Elbląga lub powrót do Gdańska. Wybieram tę drugą opcję. Postanawiam dotrzeć do Sztutowa i następnie główną asfaltówką do Mikoszewa, gdzie zamierzam się przeprawić przez Wisłę. Po drodze nie mogę sobie odmówić jednej z moich ulubionych atrakcji, jaką jest zakup lodów na patyku w lokalnym sklepiku, co staje się przyczynkiem do krótkiej pogawędki 'o życiu'. A upał się wzmagał. Docieram do Mikoszewa. Ruch samochodów na drodze niespecjalnie mi dokucza. Na dojeździe do promu ustawił się już długi rządek samochodów osobowych. Przyjemność przeprawy promem wraz z rowerem to aż 5 pln. Niby niedużo, ale to litr paliwa za jakieś 600 m. Bardzo dużo. To o ponad 50% więcej, niż jeszcze 2 lata temu. Drapieżny kapitalizm. Zapamiętałem sobie dobrze tę cenę wraz z niewielką odległością do Kiezmarka, gdzie Wisłę przecina most drogowy.

 

Dalszy ciąg podróży do domu: Wyspa Sobieszewska główną trasą do Sobieszewa, potem most pontonowy na którym dogoniłem i wyprzedziłem samochody, które jeszcze przed chwilą przeprawiały się wraz ze mną przez Wisłę. Powrót tą samą drogą. W Gdańsku postanawiam obejrzeć kilka budynków, dla których brakuje mi na codzień czasu.

 

Do zobaczenia na szlaku! Poniżej zapis traku w GoogleMaps. Zdjęcia z wycieczki można natomiast zobaczyć tutaj.

embed video plugin powered by Union Development
Dodaj komentarz