640 IMG 0077 ZamekZblizenie v1

Główny urlop w 2013 roku postanowiłem spędzić na Dolnym Śląsku. Na rowerze, w doborowym towarzystwie Sylwii.

Zapraszam do lektury!

640 IMG 0077 ZamekZblizenie v1

Główny urlop w 2013 roku postanowiłem spędzić na Dolnym Śląsku. Na rowerze, w doborowym towarzystwie Sylwii.

Zapraszam do lektury!

Wstęp

Wstęp

Powodów, by wybrać się na Dolny Śląsk, nigdy nie brakowało. Odwiedziłem ten rejon Polski służbowo chyba w 2006 i... została mi z tego wyjazdu mnóstwo pozytywnych wspomnień: z jednej strony przeraźliwie zaniedbane, ale pełne niepowtarzalnego uroku małe miasta z wyraźnie wyodrębnioną starówką, a z drugiej dzika przyroda Borów Dolnośląskich. Do tego bardzo życzliwi ludzie i spore różnice poziomu, czyli to, co rowerzyści lubią najbardziej. Od kilku lat w te rejony zapraszał mnie kolega z pracy, Łukasz. Wreszcie w telewizji pojawiła się całkiem sprawnie zrobiona reklama Dolnego Śląska. Barierą jest niestety odległość. Współcześnie podróż pociągiem z Gdańska do Wrocławia, czy nawet dalej, gdzieś do podnóża Sudetów, to po prostu porażka. Tzw. kolej, czyli dzisiejsze spółki kolejowe, kolejny raz nie stanęły na wysokości zadania: nie będę przecież tracić całego dnia, by przejechać zaledwie 560 km. Zdałem się więc na samochód, który pożyczyłem od rodziców.

Nieco szczegółów dotyczących wyprawy poniżej. Mapka nie uwzględnia niektórych wycieczek, które odbyłem Kolejami Dolnośląskimi na trasie Zgorzelec - Wrocław, czy Wrocław - Kłodzko. Nie naniosłem również wędrówek po samym Wrocławiu, bo uznałem, że specjalnie nikogo nie zainteresują. Podobnie brakuje spaceru po Ząbkowicach Śląskich.

Poniżej nieco statystyk z części rowerowej: nieco ponad 500 km, za to przewyższenia wyszły większe niż Mount Everest.

20130 Urlop DolnySlask Statistics

images/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_2013_Urlop_DolnySlask_ProfileDistance.png

 

2013-07-01 Kamieniec Ząbkowicki i Bardo

2013-07-01 Kamieniec Ząbkowicki i Bardo

20130701 UrlopBardo Statistics

images/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_20130701_UrlopBardo_ProfileDistance.png

Do pobrania trak.

Wyjeżdżamy z Gdańska w niedzielę 2013-06-30 o 8.15. Punktem docelowym było Kłodzko, gdzie docieramy około 16.00. Tu własnoręcznie przygotowanym, domowym obiadem podejmuje nas Łukasz (jeszcze raz dziękujemy). Po obiedzie pakujemy dobytek na rowery oraz przyczepkę i ruszamy na poszukiwanie kempingu. Znajduje się on przy samej twierdzy, chociaż trochę na uboczu. Jest co prawda początek sezonu, ale na całym kempingu stoi może 5 samochodów-domów i może dwa namioty, a teren jest ogromny. Za 15 pln od osoby uzyskujemy m.in. dostęp do ciepłem wody (LOSSANNA Zakład Usługowy Piotr Lossy, ul. Nowy Świat 57, tel. 74 867 30 31, 57-300 Kłodzko).

Pierwszy dzień ma nam pokazać, jak sobie dajemy radę w bardziej pofałdowanym terenie niż Kaszuby oraz czy się sprawdzi worek podróżny przymocowany do przyczepki. W razie problemów kolejnego dnia mogłem sobie pozwolić na powrót do Kłodzka i pozostawienie części rzeczy w samochodzie.

Podróż zaplanowaliśmy wyłącznie na podstawie lektury mapy. Znaleźliśmy kolejny kemping w Paczkowie, odległość wydawała się rozsądna. Jedziemy zatem z Kłodzka przez Bardo, a dalej przez Kamieniec Ząbkowicki, aż do Paczkowa.

Niestety nie obyło się bez problemów technicznych. Mniej więcej przez półtorej godziny naprawiam dętkę. Trafiło mi się paskudne przebicie. W oponie utknął na tyle niewielki kawałek szkła, że nie mogłem go wyczuć palcami pomimo wywrócenia opony na drugą stronę. Dopiero za trzecim razem byłem już na tyle zdeterminowany i zły, że w końcu udało mi się go wypatrzyć i skutecznie usunąć.

Mimo tych przygód dzień uważam za bardzo udany. Dolny Śląsk przywitał nas wspaniałą, słoneczną pogodą. Kolejne miasta zachwycały. W szczególności w pamięci pozostanie mi stary most w Bardzie oraz ogromny, stylizowany na zamek pałac w Kamieńcu Ząbkowickim.

Pod koniec dnia zmęczenie daje się nam we znaki. Okazuje się, że w Paczkowie nie ma już kempingu. Owszem, kiedyś był, przy basenie miejskim, ale to już przeszłość. Słabo, bo wkrótce zapadnie zmrok. Postanawiamy się cofnąć w pobliże Jeziora Paczkowskiego i tam poszukać jakiegoś gospodarstwa agroturystycznego. Naradzamy się jeszcze, co robić, gdy nagle podjeżdża do nas samochód. Otrzymujemy zaproszenie, któremu nie wypada odmówić: kawałek trawnika w ogrodzie i dostęp do łazienki z ciepłą wodą. Czego chcieć więcej? Właścicielka tych dóbr dostrzegła nas wracając samochodem do domu. Odniosła słuszne wrażenie, że bez powodzenia poszukujemy noclegu i postanowiła nam zaoferować swoją pomoc. W samą porę. Serdecznie dziękujemy! Oto już pierwszego dnia dane nam było odczuć dolnośląską gościnność.

images/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9867_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9869_Klodzko_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9872_StaraCegielnia_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9880_KopalniaSzaroglazu_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9893_NysaKlodzka_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9899_BardoKosciol_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9901_BardoKosciol_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9905_BardoKosciol_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9908_BardoKosciol_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9911_KosciolDetal_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9917_KosciolDetal_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9920_BardoUlica_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9923_BardoUlica_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9926_BardoKlamka_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9932_BardoUlica_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9935_KlasztorBardo_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9938_BardoMost_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9962_DawnyBank_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_9966_BardoUlica_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0005_Zboze_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0008_Mak_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0011_Mak_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0017_Krajobraz_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0020_Zboze_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0026_Maki_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0034_Dziura_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0074_Zamek_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0077_ZamekZblizenie_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0082_Kosciol_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0086_KosciolWnetrze_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0089_KosciolWnetrze_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0092_KosciolWkamiencuZabkowickim_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0097_ScianaZamku_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0100_ZamekWkamiencu_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0103_DolnySlask_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0109_DolnySlask_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0112_DolnySlask_v1.JPGimages/stories/20130701_Urlop_Bardo/640_IMG_0115_Krajobraz_v1.JPG

 

2013-07-02 Paczków

2013-07-02 Paczków

Do pobrania trak.

20130702 UrlopPaczkow Statistics

images/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_20130702_UrlopPaczkow_ProfileDistance.png

Po spakowaniu całego dobytku postanawiamy przede wszystkim obejrzeć Muzeum Gazownictwa, które minęliśmy wjeżdżając wieczorem poprzedniego dnia w granice miasta Paczkowa. Następnie postanawiamy wjechać w granice Czech, by odwiedzić zamek w Jaworniku. Ostatnim punktem programu miała być kopalnia złota w Złotym Stoku.

Okazało się, że samo miasto Paczków jest po prostu piękne. Zachowało się sporo unikatowych zabytków, jak choćby kościół obronny (inkastelowany) z XIV w. Nawet rynek zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.

Po uzupełnieniu zapasu dętek w miejscowym sklepie rowerowym jedziemy zwiedzić wspomniane już muzeum. Prawdę mówiąc temat przerobu i uzdatniania gazu ziemnego nie znalazł się nawet w pierwszej setce moich zainteresowań. Tym większy szacunek dla mecenasów muzeum. Powstała placówka nie ma się czego wstydzić. Czysto, schludnie i na temat. Istnieje możliwość przenocowania na terenie muzeum za bardzo przyzwoitą cenę.

Wkrótce opuszczamy niezwykle gościnny Paczków i wspaniałym nowym asfalcikiem mkniemy do Jawornika. W porównaniu z tempem życia w polskich miastach życie w Jaworniku toczy się niezwykle powoli, by nie powiedzieć leniwie. Prawie nie widać samochodów, wszystko jakoś tak odbywa się niespiesznie. Sam zamek w Jaworniku nieco mnie przytłoczył. Zwiedzanie trwa dosyć długo, ale też eksponatów i sal udostępnionych zwiedzającym jest bardzo dużo. Zapamiętałem, że przez setki lat była to reprezentacyjna rezydencja biskupów oraz że... do XIX w. brak było w zamku kanalizacji.

Główną atrakcją Złotego Stoku jest dawna kopalnia złota. Teren kopalni został wydzierżawiony przez prywatną firmę, która rozkręciła interes turystyczny. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tak dużej dawki ciekawych informacji. Złoto w okolicach Złotego Stoku nie występuje w czystej postaci, czyli samorodków. Mikroskopijne drobiny stanowią niewielką część domieszek rudy arsenu. W okresie średniowiecza celem było pozyskiwanie złota. Przez kilkaset lat wydobyto łącznie zaledwie około 10 kg złota. Wytapiano je z rudy w dość czasochłonnym i brudnym procesie, który wymagał sporo energii. Jej źródłem było drzewo, co spowodowało m.in. ogołocenie okolicy z drzew. Pozyskiwanie złota w tak prymitywny sposób zakończyło się wraz z katastrofą górniczą, w następstwie której pod ziemią, w zawale, z głodu zginęła grupa górników. Na długi czas w ogóle zaprzestano wydobycia. Po kolejnych kilkuset latach rozpoczęto pozyskiwanie arsenu, z którego wytwarzano lekarstwa oraz jakiś składnik pocisków artyleryjskich. Niestety, nie zapamiętałem jaki. W tym okresie doszło do intensywnego rozwoju miejscowości Złoty Stok oraz samej kopalni: pobudowano nowe szyby, ułożono pod ziemią tory. Po drugiej wojnie światowej młoda Polska Ludowa potrzebowała arsenu, który tym razem wykorzystywany był jako składnik nawozów. Na ziemiach odzyskanych brakowało górników. Grupę wykwalifikowanych pracowników sprowadzono z Górnego Śląska. Po kilku latach wydobycie arsenu ponownie straciło na znaczeniu i zaprzestano eksploatacji złoża. Górnicy powrócili do swoich miast. Wkrótce potem odnotowano wśród tej grupy ludzi liczne zgony. Ktoś skojarzył, że miejscowa rdzenna ludność niemiecka podczas akcji ekspatriacyjnej przeprowadzonej w 1947 r. zabierała ze sobą duże zbiorniki z wodą. Okazało się, że arsen znajduje się w wodzie w dawkach, które powodują uzależnienie organizmu ludzkiego, ale jeszcze nie są dla niego toksyczne. U ludzi systematycznie pijących tę wodę dochodzi do fizycznego uzależnienia organizmu od związków arsenu. Gwałtowne odstawienie arsenu kończyło się zgonem. Wiedzieli o tym autochtoni i dlatego zabierali ze sobą zapas wody by stopniowo redukować stężenie tego pierwiastka w organizmie, codziennie pijąc jej mniej.

Około 18 zaczynamy szukać noclegu. Okazuje się, że w samym Złotym Stoku nie ma żadnego fajnego miejsca. Spotkani po drodze mieszkańcy polecają nam gospodarstwo agroturystyczne w Chwalisławiu. Wydaje się, że to niedaleko, zatem jedziemy. Dość szybko docieramy do tablicy informującej o początku miejscowości. Jedziemy dalej, kilometr za kilometrem pniemy się pod górę. Mijamy setny nr budynku, a końca wsi nie widać. Pytamy się po raz kolejny o gospodarstwo agroturystyczne. Tak, jest, ale na końcu wsi. No dobra, jedziemy dalej. Słońce już zaczyna muskać wierzchołki drzew. Kolejny kilometr. Kończy się droga asfaltowa, ale jeszcze nie opuściliśmy ostatnich zabudowań wsi. Zgadza się, poszukiwane gospodarstwo rzeczywiście jest na końcu wsi. Na samym końcu, w pobliżu rozstaju dróg, pod lasem. Uf, w samą porę, bo znowu złapałem gumę.

images/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0120_RatuszPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0124_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0130_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0131_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0132_PaczkowMuzeum_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0134_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0136_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0137_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0138_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0141_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0142_MuzeumPaczkow_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0144_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0146_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0147_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0148_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0150_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0151_Gazomierze_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0153_MagielNaGaz_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0154_WszystkoNaGaz_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0163_MuzeumGazownictwa_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0171_Jawornik_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0174_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0184_KopalniaZlota_v1.JPGimages/stories/20130702_Urlop_Paczkow/640_IMG_0190_KolejkaPodziemna_v1.JPG

 

2013-07-03 Srebrna Góra

2013-07-03 Srebrna Góra

Do pobrania trak.

20130703 UrlopSrebrnaGora Statistics

images/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_20130703_UrlopSrebrnaGora_ProfileDistance.png

Zachęceni informacjami zamieszczonymi w folderach reklamowych oraz słuchając rad spotkanych mieszkańców postanawiamy wyruszyć do Srebrnej Góry. Naszym celem jest 'największa twierdza górska w Europie'. Nalegam, by jechać szlakami. Dokucza mi upał. Wypijam ponad 4,5 l wody. To nie jest pogoda sprzyjająca jeździe na rowerze.  Co chwila pojawia się pokusa, by się zatrzymać. A to rezerwat cisów, a to kuszący szlak turystyczny prowadzący na szczyty pobliskich wzgórz. W pewnym momencie nawet się rozdzielamy. Ja postanawiam jechać szlakiem prowadzącym głównie drogami szutrowymi, a Sylwia wybiera asfalt. Na naszej trasie leżą m.in. resztki zabudowań pocysterskich. Niestety do dzisiaj nikt się nimi nie zajął.

Dojazd do wsi Srebrna Góra jest bardzo dobrze oznaczony. Wkrótce zrozumiałem, że człon 'góra' w nazwie to nie przypadek. Musiałem sięgnąć do rezerw swojego organizmu. Podjazd wydał mi się bardzo wymagający. Udało się, podjechałem na przełęcz. Niestety ktoś lekkomyślnie popsuł mi zabawę, bo byłem skłonny podjechać na rowerze pod samą bramę wejściową do udostępnionej turystom części twierdzy. Niestety na przełęczy postawiono tablicę z wyraźnym znakiem zakazu wjazdu i wśród obowiązujących wyłączeń ('nie dotyczy') nie umieszczono rowerów.

Po krótkiej przerwie na złapanie oddechu zwiedzam twierdzę. Nie miałem pojęcia o jej istnieniu. Mimo wszystko wydaje mi się, że przydomek 'największej' twierdzy, nawet w kategorii twierdz górskich, został nadany nieco na wyrost. Ale niech będzie, trzeba jakoś przyciągać turystów. Zabudowania twierdzy dosłownie się rozsypują. Pozostałości gmina wzięła pod swoje skrzydła, a dzięki funduszom unijnym udaje się przynajmniej spowolnić, a miejscami nawet odwrócić upływający czas. Twierdza pochodzi z czasów napoleońskich. Została wybudowana przez państwo pruskie. Z ciekawostek, więcej żołnierzy zmarło wskutek chorób, niż w wyniku ran odniesionych podczas służby, czy walk. Wszystko za sprawą zanieczyszczonej wody. Na terenie twierdzy nie ma bowiem studni głębinowej. W specjalnych otworach przypominających studnie zbierana była wyłącznie woda opadowa. By zmniejszyć zachorowalność wśród załogi każdemu żołnierzowi przysługiwała codzienna racja piwa (1 l) oraz 100 g wódki. Wódki nie wolno jednak było wypijać 'na raz'. Należało ją spożyć dopiero po zmieszaniu z wodą, co miało na celu chociaż częściowe zmniejszenie prawdopodobieństwa zachorowania.

W twierdzy było ciasno, wilgotno i zimno. Jednym słowem warunki służby żołdaków pruskich były nie do pozazdroszczenia. Słabo wynagradzani, z niskim morale. Niscy, często chorujący ludzie. Ot, realia dawnej armii strzelającej z muszkietów ładowanych czarnym prochem.

Twierdza stosunkowo krótko pełniła rolę militarną. Po około 30 latach stała się atrakcją turystyczną. Sposobem na przyciągnięcie turystów stał się m.in. działający na terenie twierdzy browar. Jak wiadomo podstawą przy produkcji piwa jest dobrej jakości woda. Tej jednak, jak już napisałem, brakowało. W rzeczywistości piwo było ważone z surowców dowożonych na teren twierdzy. Browar był jednak w stanie przyciągnąć turystów, podobnie zresztą jak i przeprowadzona w pobliżu linia kolejowa.

Oprócz twierdzy atrakcją samą w sobie jest sama wieś. Srebrnej Górze status wsi został przyznany dopiero po drugiej wojnie światowej, wcześniej było to miasto. Srebrna Góra pozytywnie się wyróżnia na tle innych miejscowości Dolnego Śląska. Starannie wyremontowana główna ulica, skwery z rzeźbami pruskich żołnierzy, w większości odmalowane fasady kamienic. Zwarta zabudowa tworzy niepowtarzalny klimat. Wydawałoby się, że będzie tu mnóstwo turystów. Tymczasem, gdy wieczorem udaliśmy się do pubu, okazało się, że jesteśmy jedynymi turystami, którzy wpadli pomysł, by zatrzymać się tu na dłużej. Byliśmy też jedyni na polu turystycznym, a w pobliskim pensjonacie było tylko dwóch turystów. Dlaczego? Trudno dociec. Podobno warunki życia w Srebrnej Górze nie należą do łatwych. Śnieg leży tu przez ponad 100 dni w roku, a wieś nie leży przy głównych szlakach turystycznych.

W Srebrnej Górze jest jeszcze jedna fajna atrakcja. Tym razem dotyczy ona pierwszego członu nazwy. Pobliska góra jest 'srebrna', ponieważ w okolicy wydobywano srebro. Tu srebro jest domieszką w galenie, czyli rudzie ołowiu. Oglądając wnętrze pubu moją uwagę przykuły duże bryły jasnej skały wyeksponowane na kontuarze. Zapytałem o nie właściciela. Ten uśmiechnął się tajemniczo i przyniósł jedną z takich brył do stolika, przy którym siedziałem. Pokazał mi, że przyniesiona skała została wcześniej umiejętnie rozłupana, a następnie oba kawałki zostały złożone ze sobą w taki sposób, by krawędź pęknięcia w pierwszej chwili nie była widoczna. We wnętrzu widoczna była gruba, ciemno-srebrna żyła. Właściciel pubu pokazał nam mapę okolicy z zaznaczonymi dawnymi sztolniami. Część z nich została zasypana już w czasach budowy twierdzy, ale część przetrwała do naszych czasów. Poradził nam, byśmy się wybrali na spacer wzdłuż nieodległego potoku. Wskazówki umożliwiające samodzielne odnalezienie galeny: białe kamienie o wyraźnie większej masie.

Namiot rozbiliśmy przy jednym z pensjonatów. Przy bocznej ścianie kamienicy rośnie ogromny kasztan jadalny, chyba największy, jaki do tej pory widziałem w Polsce. Gospodyni zapewniła mnie, że co roku obficie rodzi i przy tej okazji zaprosiła mnie jesienią na pieczone owoce.  Sprzed namiotu roztaczał się niesamowity widok aż po Ząbkowice Śląskie: teren, gdzie został rozbity, znajdował się jakieś 250 m powyżej niziny na terenie której znajduje się wspomniane miasto.

images/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0200_SzczytDoliny_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0204_Laka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0207_Laka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0212_Niebo_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0227_Laka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0251_Laka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0304_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0306_Kapliczka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0307_BudynekPocysterski_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0311_SrebrnaGora_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0312_WejscieDoTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0313_DziedziniecTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0316_DziedziniecTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0318_Silberberg_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0320_Wiadukt_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0322_WygladTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0323_TwierdzaIstotneDaty_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0325_TwierdzaMakieta_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0328_WidokZnamiotu_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0329_WidokZnamiotu_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0357_Gory_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0361_Namiot_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0370_SrebrnaGora_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0373_Drzwi_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0376_Soltys_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0379_Klamka_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0381_Krzyz_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0388_PrzejscieDoKamienicy_v1.JPGimages/stories/20130703_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0391_SrebrnaGora_v1.JPG

 

2013-07-04 Srebrna Góra

2013-07-04 Srebrna Góra

Do pobrania trak.

20130704 UrlopRadkow Statistics

images/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_20130704_UrlopRadkow_ProfileDistance.png

Kolejny upalny dzień. Postanawiamy, że najpierw poszukamy galeny przy potoku, który pokazał nam poprzedniego dnia wieczorem na mapie mieszkaniec Srebrnej Góry. Pozostałą część dnia przeznaczymy na podróż do podnóża Gór Stołowych.

Chyba po raz pierwszy w życiu trafiła mi się możliwość samodzielnego znalezienia dość atrakcyjnie wyglądającego minerału. Znajdowanie grzybów mi nie wychodzi, byłem więc pełen obaw. Dość szybko udało mi się nawet odnaleźć stare sztolnie, a w zasadzie pozostałości po nich. Zostały przez leśników pokryte dużą ilością odpadów organicznych: gałęzi, liści. Na zboczach nad potokiem, który dość głęboko się wżynał w tym miejscu w zbocze góry, można było znaleźć nieco białych kamieni. Rzeczywiście są one nieco cięższe od innych kamieni o zbliżonej objętości. Następnie trzeba było je połupać. Ponieważ nie miałem młotka, stosowałem metodę ludów pierwotnych: kamieniem o kamień. Wśród znalezionych kamieni było kilka, które po rozłupaniu zawierały wyraźnie widoczne żyły ołowiu.

Po powrocie z poszukiwań srebra pakujemy nasz dobytek na rowery i ruszamy w kierunku Radkowa. Początkowo droga wiedzie ostro w dół. Bojąc się wibracji przyczepki prawie przez cały czas używam przedniego hamulca. Prawie się nie zatrzymujemy raźno przejeżdżając przez kolejne wsie. Między innymi przejeżdżamy przez jedną z bocznych dzielnic Nowej Rudy. Między innymi mijamy miejsce załadunku urobku miejscowej kopalni na wagony.

Około 17 postanawiamy spróbować pieczonego pstrąga na terenie mijanej hodowli. Smakował wyśmienicie. Chwilę potem dojeżdżamy do Radkowa. Nad samym Zalewem Radkowskim, w najbardziej oddalonej od miasta części, znajduje się prywatne pole namiotowe. Na polu ogółem rozstawiono coś z 5-6 namiotów.

images/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0403_Drzwi_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0406_Drzwi_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0409_Tabliczka_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0411_Hydrant_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0414_Kulki_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0419_Chmury_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0422_SrebrnaGora_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0425_Gory_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0437_ResztkiTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0440_ResztkiTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0443_ResztkiTwierdzy_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0446_Twierdza_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0455_WodoSciekacz_v1.JPGimages/stories/20130704_Urlop_SrebrnaGora/640_IMG_0461_Donjon_v1.JPG

 

2013-07-05 Pieszo na Szczeliniec

2013-07-05 Pieszo na Szczeliniec

Do pobrania trak.

20130705 UrlopSzczeliniec Statistics

images/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_20130705_UrlopSzczeliniec_ProfileDistance.png

Dzień pieszy. Jest taka konkurencja wspinaczkowa o nazwie 'korona gór Polski'. Tak się składa, że minęliśmy już Góry Bardzkie, Góry Sowie i Góry Złote. Postanawiamy stanąć chociaż na najwyższym szczycie Gór Stołowych, czyli Szczelińcu. Mam ze sobą tylko jedne buty i są nimi buty SPD, czyli przeznaczone do jazdy na rowerze. W podeszwie znajdują się metalowe elementy nazywane potocznie blokami. Podczas jazdy na rowerze bloki dopasowują się do specjalnie ukształtowanych pedałów. Dzięki temu spada prawdopodobieństwo przypadkowego oderwania stopy od pedału podczas jazdy. Jestem pełen obaw, czy takie budy sprawdzą się podczas dłuższej wyprawy pieszej. Życie zweryfikowało ten pomysł pozytywnie. Wszedłem, wróciłem, nóg nie skręciłem. Da się, ale na następną wyprawę na pewno zabiorę ze sobą drugą parę solidnych butów przeznaczonych przede wszystkim do chodzenia.

Szczeliniec jest bardzo popularnym miejscem odwiedzin przez wszelkiej maści turystów. Miejscami było wręcz tłoczno. Góra jest łatwo dostępna, a przy tym wyjątkowo piękna. Podchodząc pod szczyt moją uwagę przyciągnęły liczne krajowe storczyki. Na szczycie obok schroniska znajduje się kasa sprzedająca bilety uprawniające do zwiedzenia masywu. Wraz z biletem mogłem za 10 pln kupić klucz do oznaczania storczyków. Niestety poskąpiłem, czego teraz żałuję.

Sam Szczeliniec niezmiennie zachwyca. Częściowo ogrodzony, w wielu miejscach poustawiano tablice informacyjne. No nic, takie czasy. Nie ma to wiele wspólnego ze zdobywaniem górskich szczytów. Pomimo lipca udaje mi się w niektórych szczelinach odnaleźć resztki śniegu. Różnica temperatur pomiędzy dnem szczelin a najwyższym dostępnym poziomem skał musi więc sięgać 25 stopni.

Postanawiamy nadłożyć nieco drogi i wrócić na pole namiotowe przechodząc przez tzw. Skały Radkowskie. Okazało się, że był to znakomity pomysł. Pomiędzy samymi skałami nie spotkaliśmy ani jednego turysty, a wrażenia estetyczne były porównywalne z samym Szczelińcem. Pomimo niewielkiej odległości dzielącej oba skupiska skał różnica w liczbie odwiedzających była wręcz zaskakująca.

Przechodzimy przez sam Radków, gdzie zatrzymujemy się na posiłek. Rynek właśnie jest odnawiany. Miasteczko choć schludne, ale sprawia wrażenie biednego. Nawet wokół rynku sporo jest zniszczonych budynków.

Wielkiego wyboru nie ma, czynna jest jedna pizzeria. Obok nas posiłek spożywa dwóch uczestników półmaratonu, który zostanie wkrótce rozegrany w okolicach Radkowa. Wejście na szczyt Szczelińca było dla nas sporym wyzwaniem kondycyjnym, tymczasem mijali nas ludzie, którzy w ramach treningu przed tą imprezą na szczyt wbiegali...

images/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0465_SylwiaNadPotokiem.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0470_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0472_StorczykZblizenie_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0474_Kwiatki_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0476_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0478_Kwiatek_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0479_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0481_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0483_Oset_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0486_Oset_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0489_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0491_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0493_Storczyk_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0497_WidokZeSzczelinca_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0499_Szczeliniec_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0501_ZnanaFormacja.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0502_Formacja_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0503_Formacja_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0506_GoryStolowe_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0508_Malpa_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0511_Przepasc.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0512_Wawoz_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0516_Wawoz_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0517_LipcowySnieg_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0518_LipcowySnieg_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0521_Wawoz_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0522_SylwiaWwawozie.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0526_Wawoz_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0532_Kwoka_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0535_Krajobraz_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0536_ZejscieZeSzczelinca_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0540_Kamyczek_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0541_PrzyDrodze_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0546_Skala_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0547_Skala_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0549_Skaly_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0551_Maczuga_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0554_Skaly_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0555_NaSzlaku_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0558_NaSzlaku_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0559_KontrowersyjnaSkala_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0561_Skala.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0562_TablicaInformacyjna_RadkowskieBastiony_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0564_RadkowskieBastiony_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0565_Przepasc.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0567_Przepasc_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0571_WidokNaSzczeliniec_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0572_NieruchomiMieszkancyLasu_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0573_Przepasc_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0575_Przepasc_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0577_SladyPoniemieckie.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0579_ZejscieSzlakiem_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0581_Maczuga_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0584_ZejscieSzlakiem_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0585_Radkow_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0586_Kwiatek_v1.JPGimages/stories/20130705_Urlop_Szczeliniec/640_IMG_0591_DrogaWRadkowie_v1.JPG

 

2013-07-06 Wambierzyce

2013-07-06 Wambierzyce

Do pobrania trak.

20130706 Wpodrozy Statistics

images/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_20130706_Wpodrozy_ProfileDistance.png

W naszej dwuosobowej drużynie powstał spór, co dalej. Chciałem przed opuszczeniem Gór Stołowych odwiedzić jeszcze Błędne Skały, ale wtedy pod znakiem zapytania stanęłaby wizyta w Borach Dolnośląskich. Kolejny pomysł do rozważenia to odwiedzenie czeskiej części Gór Stołowych. Zakupiony przewodnik sporo obiecuje: Adršpach, Broumovsko, Police nad Metuji. Wszystkie te miejscowości są niemal na wyciągnięcie ręki. Coś za coś. Celem podstawowym jest jednak Węgliniec i rozciągające się na północ od niego rozległe lasy. Postanawiamy, że przed opuszczeniem Gór Stołowych odwiedzimy jeszcze Wambierzyce, w którym znajduje się słynne w tej części Europy sanktuarium maryjne. Następnie udajemy się skrótem przez Czechy. Granicę przekraczamy nieopodal Mieroszowa robiąc przy tym zakupy: pyszna czekolada 'studencka' w kilku smakach, do tego kofola, lentilki. Słowem ulubione smaki z dzieciństwa.

Czechy są bardzo czyste, pełne wyluzowanych ludzi mówiących prawie po naszemu, ale ze śmiesznym akcentem. Niewiarygodne, że wystarczy za granicą spędzić dosłownie kilka godzin, by z trudem zaakceptować naszą rzeczywistość. Znajdujący się przy samej granicy Mieroszów robi wrażenie krótko mówiąc przygnębiające. W oczy rzuca się bezrobocie i brak pomysłu na jutro.

W pobliżu granicy, jeszcze na terenie Czech, przejeżdżamy w pobliżu kościoła św. Jakuba Większego. Mamy okazję zerknąć do środka. Wiele słyszałem o laicyzacji Czech, tymczasem kościół jest pełen ludzi i wciąż przybywali kolejni. Kościół jak na nasze polskie standardy był mocno zapuszczony, przynajmniej z zewnątrz.

Późny obiad. Znowu jemy pizzę, tym razem w Kamiennej Górze. Spore miasto, ale jakoś tak mocno zaniedbane. Nawet wokół rynku nie wszystkie kamienice zostały odnowione. W oknach niektórych witryn zieje pustką. Podobno pod miastem w okresie ostatniej wojny zbudowano całą sieć  korytarzy i sal, w których hitlerowcy, rękami więźniów, produkowali różne swoje militarne zabawki. Nic to, na nas już czas. Zostawiamy za sobą Kamienną Górę wraz z jej podziemnymi tajemnicami i zaczynamy szukać noclegu. Piękna okolica, ale zaczyna się robić późno, a my wciąż nie mamy gdzie spać. Wreszcie, w Pisarzowicach, kolejnej z ogromnych dolnośląskich wsi, natrafiamy na sąsiadujące ze sobą gospodarstwa agroturystyczne. Wybieramy parterowy dom otoczony starannie przyciętym trawnikiem. Kolejny raz spotykamy się z ogromną gościnnością (www.zklimatem.pl). Po zapadnięciu zmroku gospodarze zapraszają nas na poczęstunek przy ognisku. Jest szansa posłuchać o realiach życia w tej części kraju. W zasadzie po sąsiedzku znajduje się las, który aktualnie jest przeczesywany przez saperów w poszukiwaniu pozostałości po ostatniej wojnie. Podobno wciąż jest tego sporo. Niedaleko znajduje się też kopalnia dolomitu, który jest ważny półproduktem przy produkcji np. magnezu. W okolicy jest tak pospolity, że służy jako materiał budulcowy.

Noce w Pisarzowicach podobno niemal zawsze są bardzo zimne ze sprawą bliskości Śnieżki. Panująca tu cyrkulacja powietrza powoduje, że zimne powietrze z nad Śnieżki trafia właśnie do Pisarzowic. Muszę przyznać, że mogę potwierdzić. Pomimo lipca odczułem 'śnieżkowy' chłód na własnej skórze.

images/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0605_Swiatynia_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0611_Figura_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0612_SwiatyniaPodejscie_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0613_GrotaSwRozalii_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0615_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0616_Oltarz_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0617_Sufit_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0619_SwietaRozalia_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0621_Uzdrowienia_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0623_Ikony_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0625_Ikona_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0626_Ikony_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0627_Ikony_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0628_Obrazki_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0630_Sufit_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0631_Schody_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0632_Wambierzyce_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0633_Czechy_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0634_Czechy_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0635_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0638_KosciolSwJakuba_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0639_WnetrzeKosciola_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0641_Oltarz_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0643_Detale_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0645_KompleksPocysterski_v1.JPGimages/stories/20130706_Urlop_Wambierzyce/640_IMG_0647_KompleksPocysterski_v1.JPG

 

2013-07-07 W podróży

2013-07-07 W podróży

Do pobrania trak.

20130707 Wpodrozy Statistics

images/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_20130707_Wpodrozy_ProfileDistance.png

Zachęceni opowieściami naszych gospodarzy postanawiamy wybrać się do tzw. kolorowych jeziorek. Podobno niezapomniany widok itd. Tak się składa, że ja już je obejrzałem coś ze dwa lata temu. Sylwia dała się skusić. Modyfikujemy trasę wycieczki. Droga z Pisarzowic do znajdujących się nieopodal Marciszowa jeziorek początkowo prowadzi przez cały czas ostro pod górę. Podjazd zajmuje nam nieco ponad półtorej godziny. Muszę przyznać, że by go pokonać, musiałem sięgnąć do swoich osobistych rezerw. Sporą część drogi zygzakowałem, jadąc od jednej krawędzi asfaltu do drugiej, by w ten sposób wydłużyć sobie drogę podjazdu i jednocześnie chociaż trochę zmniejszyć nachylenie. W miejscu, gdzie droga osiągnęła grzbiet, nieopodal szczytu Wielkiej Kopy, rozpościerał się niezwykle szeroki widok, aż po Śnieżkę. Po chwili zjeżdżamy ostro w dół, by w Wieściszowicach odbić w kierunku kolorowych jeziorek. Kto był, ten wie, że jeziorka powstały w miejscu dawnych kopalni minerałów. Woda, która wypełniła wyrobiska, uzyskała różne barwy dzięki zróżnicowanemu składowi chemicznemu otaczających skał, obfitujących w związki miedzi i żelaza. Jeziorka są cztery: zielone, purpurowe, błękitne i zielony stawek. Sylwia nazwała je 'największym rozczarowaniem całej wyprawy'. Cóż, bez właściwej oprawy jeziorka faktycznie wypadają słabo. Za to do maksimum wyeksploatowała ich sławę gmina Marciszów przygotowując w pobliżu płatny parking, stanowiska z pamiątkami, z kiełbaskami i innymi hot-dogami, cały teren starannie oznaczając i wytyczając trasę urozmaiconą m.in. platformami widokowymi.

Mkniemy dalej. Aż do samej Jeleniej Góry jedziemy przez cały czas w dół doliną Bobru. Bóbr mnie osobiście zaskoczył wielkością. Potężna, szeroka rzeka o bardzo żywym nurcie. Aż chciałoby się wskoczyć do kajaka i spróbować spłynąć. Dokładnie na taki sam pomysł najwyraźniej wpada sporo ludzi, spływając dosłownie na byle czym, np. w starej dętce od tylnego koła ciągnika rolniczego, co mieliśmy szansę obserwować.

Nieco przed Jelenią Górą leży 'dolina pałaców i ogrodów kotliny jeleniogórskiej'. Niesamowite miejsce. Dosłownie co 2-3 kilometry można napotkać ogromne pałace, często stylizowane na zamczyska. Świadectwa potęgi i bogactwa poprzednich właścicieli. By je chociaż pobieżnie obejrzeć należałoby zarezerwować kilka dni. My zaledwie przejeżdżamy w pobliżu. Im bliżej znajdujemy się Jeleniej Góry, tym mijamy więcej ludzi na rowerach. Podczas przejazdu przez tereny przygraniczne Czech odniosłem subiektywne wrażenie, że bardzo wiele ludzi wybrało na swój środek transportu rower. Dopiero niedaleko Jeleniej Góry uznałem, że nie jest tak źle i również w naszym kraju rower na szczęście przynajmniej gdzieniegdzie jest  popularny.

Jelenie Góra to duże miasto, ale ma przepiękną starówkę, starannie odnowioną. Zdecydowanie polecam. Zatrzymujemy się na posiłek w Pizza Hut. Udaje nam się też kupić mapy.

Wkrótce za Jelenią Górą zaczynamy się rozglądać za noclegiem. Lektura map daje nadzieję, że znajdziemy nocleg we Wleniu. Niestety, nic z tego. Zaznaczone na mapie pole namiotowe przestało działać.

Na rynku we Wleniu obserwujemy nietypowe już dzisiaj zjawisko. Niedziela, około 18, a pod jednym ze sklepów spożywczych ustawiła się długa kolejka. Akurat kończą się nam zapasy pieczywa, więc proszę Sylwię o dokupienie chociaż kilku bułek na jutrzejsze śniadanie. Sylwia pyta, czy to nie jedyny spożywczy, bo nie chce jej się stać w długiej kolejce. Oczywiście w pobliżu jest więcej sklepów. Wchodzi do pierwszego i słyszy, jak ekspedientka pospiesza klienta, bo chce wyjść kupić bułki. Kolejny sklep spożywyczy miał już na drzwiach wywieszoną kartkę 'zaraz wracam'. Najwyraźniej wszyscy mieszkańcy ustawili się pokornie we wspomnianej kolejce. Warto było w niej stanąć. Tak wspaniałego pieczywa dawno nie jadłem. Smak bułek przyprawionych cynamonem pamiętam do dzisiaj.

Co prawda nad Bobrem do naszej dyspozycji została ogromna łąka, przy nieczynnej stanicy kajakowej, ale nie ma mowy o ciepłej wodzie. Zasięgamy języka u miejscowych, którzy wskazują nam drogę do Modrzewiów, gdzie podobno na pewno są ze trzy gospodarstwa agroturystyczne. Faktycznie, wkrótce napotykamy na znaki potwierdzające istnienie gospodarstw. Droga prowadzi ostro pod górę, co mie już trochę osłabia. Niestety wszystkie trzy już zakończyły działalność. Robi się późno. Kolejna chwila skupienia nad mapą. Wydrukowano na niej adresy kolejnych gospodarstw agroturystycznych. Jedziemy do Kleczy - tak, tu było miejsce z noclegiem, ale już go nie ma. Jedziemy do kolejnej miejscowości - znowu nic. Straszne góry i doliny - duże różnice wysokości, a robi się coraz ciemniej. Jadę z włączonym oświetleniem. Wreszcie ktoś nam daje złotą radę, że na 100% znajdziemy nocleg w Marczowie. Kawał drogi, ale jedziemy. Rzeczywiście, w pobliżu Marczowa natrafiamy na ośrodek specjalizujący się w rekreacji w siodle.

Podjeżdżam w okolice bramy wjazdowej. Znowu jest stromo. Jestem spocony i zmęczony, a komary dolnośląskie już wyczuły łatwy cel. Wysyłam Sylwię, by rozpoznała, co i jak, za ile itd. chociaż akurat zgodziłbym się już na każde warunki. Po chwili Sylwia wraca żywo gestykulując. Zrozumiałem, że napotkała na problemy komunikacyjne. Okazało się, że nie ma właścicieli, a pracownicy ośrodka nie mówią po polsku. Przechodzę na angielski. Są rodowitymi Holendrami, którzy przyjechali do Polski do pracy, bo nie mogli jej znaleźć w swojej ojczyźnie. Ich opowieść jest na tyle niesamowita, że postanawiam porozmawiać nieco dłużej. Otóż są małżeństwem, które mniej więcej rok temu przyjechało do Polski w ramach urlopu. Oboje kochają jazdę konną. Ogłoszenie znaleźli w Internecie. Bardzo im się u nas spodobało. Po powrocie z urlopu do domu on wkrótce traci pracę. Po upływie około miesiąca pracę traci jego żona. Przez pół roku bezskutecznie poszukują pracy w Holandii. Popadają w desperację. Pewnego wieczoru ona podpowiada mu, by zadzwonił do Polski, w miejsce, gdzie spędzali ostatni urlop i spytał o pracę. Tak zrobił. Usłyszał, że może zaczynać w zasadzie od zaraz. Nie czekali długo. Spakowali nieco dóbr i wyruszyli w drogę do naszego kraju. Na miejsce przybyli w marcu, czyli w środku ciężkiej zimy. Teraz on zajmuje się oporządzaniem zwierząt, ona dba m.in. o sanitariaty. Mieszkają w dużej przyczepie kempingowej i chwalą sobie panujące u nas warunki. Uczą się polskiego, chociaż z tym zadaniem idzie im nie najlepiej. Taka śląska historia.

Pole namiotowe jest przygotowane z dużym zapasem, kompletnie uzbrojone. W pomieszczeniu z prysznicami obowiązują automaty na monety dawkujące ciepłą wodę, ale tym razem cena jest przyzwoita (2 pln) i czas pracy urządzenia również (10 min.). Oprócz nas na tym samym polu namiotowym czas spędza spora grupa holenderskiej młodzieży. Następnego dnia rano mamy okazję obserwować, jak objeżdżają wierzchem okolicę. Oprócz mnóstwa koni w obejściu zobaczyłem jeszcze alpaki i chyba wikunie. Ciekawe miejsce, godne zapamiętania.

images/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0650_Gory_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0651_PrawieSzczyt_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0654_Zjazd_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0656_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0657_KoloroweJeziorko_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0665_KoloroweJeziorka_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0668_WiaduktNadBobrem_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0669_Ratusz_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0672_Wlen_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0675_Kwiaciarnia_v1.JPGimages/stories/20130707_Urlop_Wpodrozy/640_IMG_0676_CafeBar_v1.JPG

 

 

2013-07-08 Zamek Czocha

2013-07-08 Zamek Czocha

Do pobrania trak.

20130708 ZamekCzocha Statistics

images/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_20130708_ZamekCzocha_ProfileDistance.png


Plan na dziś to odwiedzenie Zamku Czocha. Ponieważ jednak w linii prostej jest to dosyć niewielki dystans, więc postanawiamy nadłożyć drogi. Drugim powodem jest chęć uniknięcia dużych różnic wysokości. Staramy się jechać dolinami. Niejako przy okazji decydujemy się odwiedzić Lwówek Śląski oraz Gryfów Śląski.

Lwówek Śląski nie kojarzył mi się zupełnie z niczym. Tymczasem to tutaj m.in. ma swą siedzibę najstarszy polski browar pochodzący z czasów panowania Henryka Brodatego. Cóż, muszę przyznać, że smak ważonego w Lwówku piwa nie przypadł mi do gustu. Miasteczko jest przesadnie zatłoczone. Akurat trwały przygotowania do święta agatów. Okolice ratusza niestety zatraciły swój pierwotny charakter. Robię Sylwii zdjęcie w pobliżu miejsca, gdzie wg tradycji zatrzymał się Napoleon. Jedziemy dalej, bez żalu opuszczając to miejsce.

Jakże zupełnie inna atmosfera przywitała nas w Gryfowie. W porównaniu do Lwówka miasteczko ma bardziej kameralny charakter. Czas coś zjeść. Przy rynku znajduje się chyba jedyna w mieście restauracja. Przeglądamy menu i ceny. Jesteśmy zgodni: dość pizzy. Zamawiam najprostsze danie z możliwych: sałatkę z kurczaka i udaję się na krótki spacer wokół ratusza, który akurat nie zachwyca. Wracam, a na talerzu smakowicie wyglądająca kompozycja, starannie udekorowana. Rewelacja. Doskonały smak, a przy tym danie zostało ciekawie podane. Oprócz samej sałatki dostałem do pogryzania rodzaj placka. Również znakomity. Porcja była na tyle obfita, że pomimo głodu nie zdołałem zjeść wszystkiego. A wszystko to za bardzo, powtarzam: bardzo rozsądną cenę. Jestem zachwycony. Restauracja Trevi to największe odkrycie kulinarne całej wycieczki, by nie powiedzieć całego Dolnego Śląska. Kimkolwiek jesteś czytelniku, polecam (www.restauracjatrevi.pl)!

Ciekawe, że gdy wcześniej opowiadaliśmy naszym przypadkowym rozmówcom, co jeszcze zamierzamy zobaczyć, ci często kontestowali nasze wybory, proponując odwiedzenie innych miejsc. Nikt jednak nie kwestionował wyboru Zamku Czocha. Wkrótce sam zrozumiałem, dlaczego. Budowla jest niesamowita. Nie wiem, jakim cudem, ale przetrwał do naszych czasów w zupełnie niezłym stanie. Z jakiś tajemniczych powodów wojna go oszczędziła. Dzisiaj jest to dość ekskluzywny hotel. Nawet za samo oglądanie z bliska murów budowli pobierana jest opłata. No trudno. Przybyliśmy zbyt późno, by zwiedzić wnętrze. Muszę przyznać, że architektura na ogół nie wywołuje we mnie specjalnych emocji. Tym razem było inaczej. Zdałem sobie sprawę, że dokładnie tak wyobrażałem sobie pałace z powieści fantasy. Mnóstwo zakamarków, starannie wykończone detale fasady, sekretne przejścia. Pałac robi niezapomniane wrażenie, a w jego pobliżu znajdują się jeszcze dwie atrakcje. Pierwszą jest zapora wodna na rzece Kwisie, a drugą powstały Zalew Leśniański. Nad wodą znajduje się pole kempingowe, gdzie spędzamy kolejną noc (www.czocha.pl).

images/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0677_Kosciol_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0680_Swiety_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0683_Swiety_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0685_Swieta_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0687_Kapliczka_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0688_Kapliczka_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0690_GlowaPoganina_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0693_WnetrzeKosciola_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0698_DrogaWdol_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0700_SylwiaNapoleon_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0705_MurDetal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0714_DzieciPrzyFontannie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0716_ZabudowaRynku_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0719_PrzyRestauracji_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0721_Ksiegarnia_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0723_BoleslawWysoki_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0725_OkoliceRynku_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0728_Kosciol_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0729_JednaZuliczek_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0730_GrafvonMoltke_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0733_Ratusz_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0734_Brama_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0738_Neptun_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0742_DzieciNaFontannie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0747_GoryIzerskie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0750_Laka_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0753_Zamek_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0755_Zamek_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0760_Wejscie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0763_HerbNadWejsciem_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0769_BrylaZamku_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0771_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0772_Sciana_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0773_Zaulek_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0775_Detale_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0776_Mury_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0777_Sciana_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0779_Dziedziniec_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0783_Sciany_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0785_Rzygacz_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0787_Rynna_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0788_Brama_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0789_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0790_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0792_Przejscie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0794_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0795_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0797_Wieza_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0799_Poidlo_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0802_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0804_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0806_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0807_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0808_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0809_Okno_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0810_Drzwi_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0811_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0812_Konkurs_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0813_Mury_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0814_Wejscie_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0815_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0816_Zegar_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0817_Dach_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0819_Detal_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0820_BramaStajni_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0823_StajniaCien_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0826_RzutOkaZzapory_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0838_Zapora_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0840_BudynekPrzyZaporze_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0842_ScianaZapory_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0845_Zalew_v1.JPGimages/stories/20130708_Urlop_ZamekCzocha/640_IMG_0846_ZaporaInformacje_v1.JPG

 

2013-07-09 Leśna

2013-07-09 Leśna

Do pobrania trak.

20130709 Wegliniec Statistics

images/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_20130709_Wegliniec_ProfileDistance.png

Na dzisiaj możliwości są dwie. Pierwsza to kolejna wizyta w Czechach i zwiedzanie zamku we Frydlantcie. Druga, to realizacja pierwotnego planu i osiągnięcie południowych granic Borów Dolnośląskich. Po dłuższej dyskusji postanawiamy trzymać się planu i wyruszamy w kierunku Węglińca. Jednym z głównych argumentów jest zmęczenie górami. Czas odpocząć w trochę niższych rejonach Śląska.

Ponieważ nie mamy nic do jedzenia, dzień rozpoczynamy od zakupów w najbliższym mieście, czyli w Leśnej. Miasteczko mnie oczarowuje spokojem, swoistym zagubieniem pośród tych ciekawych czasów. Nie ma tłoku, życie toczy się na tyle leniwie, że nawet na rynku śpią psy. Chyba niewiele już zostało miejsc, gdzie napis nad sklepem informuje, że to po prostu warzywniak. Skromnie, ale godnie. Wyobrażam sobie, że poza sezonem letnim nie ma tu zbyt wielu gości. Zresztą nawet my jesteśmy pewną atrakcją. W ciągu kilku minut dwukrotnie opowiadam skąd przyjechaliśmy i dokąd zmierzamy.

Droga do Węglińca wiedzie prawie przez cały czas na północ. Początkowo jedziemy mało uczęszczaną, wąską drogą asfaltową prowadzącą wzdłuż Kwisy. Przejeżdżamy tylko przez jedno miasto - Lubań. Postanawiamy przeczekać najgorętszą cześć dnia w pobliżu rynku. Zapamiętałem niezłe lody, które zjadłem z zakupionymi na jednym ze straganów dojrzałymi malinami.

Po drodze mijamy roboty drogowe. Dzięki temu pomimo bliskości autostrady A4 ruch samochodów jest minimalny. Sylwii narzucają się wszelkie stworzenia latające i gryzące. Co chwilę natryskuje na siebie kolejne warstwy repelentów, co nie bardzo pomaga. Fakt, że tylu gzów i komarów nie widziałem nawet nad Biebrzą.

Tym razem zarówno mapa jak i świadectwa ustne składane przez autochtonów są zgodne: w okolicach Węglińca jest tylko jeden kemping w Czerwonej Wodzie, nad niewielkim zalewem. Nie mając wielkiego wyboru właśnie tam się zatrzymujemy. Miejsce jest całkiem przyjemne, ale za dostęp do płytkiej sadzawki pobierane są osobne opłaty, co uważam za upokarzające.

Do zmroku zostało jeszcze sporo czasu. Zamierzam go poświęcić na zrealizowanie jednego ze swoich marzeń. Chcę odwiedzić te same miejsca, które odwiedziłem już kilka lat temu przy okazji jednego ze służbowych wyjazdów. Było to zimą. Podczas drogi powrotnej do domu przejeżdżałem przez las mijając jeden ze stawów pod Węglińcem. Płoszę bielika, który siedział tuż przy drodze. Wysiadam z samochodu. Nad tym samym stawem kołują już trzy inne bieliki. Po raz pierwszy w życiu widzę cztery ptaki tego gatunku w tak niewielkiej odległości od siebie. Zapamiętałem jeszcze, że lasy ciągną się przez wiele kilometrów. Dodatkową zachętą do powtórnych odwiedzin tych terenów były opowieści Piotra, kolegi z pracy, który sporą część życia spędził w samym Węglińcu. W tych lasach ponownie zamieszkał wilk, trwają prace zmierzające do restytucji głuszca. Lasy mają charakter boru, ale są poprzecinane licznymi rzekami i kanałami, a do tego ludzie założyli w wielu miejscach duże stawy. Część z nich zdziczała, część jest wykorzystywana gospodarczo do dnia dzisiejszego.

Postanawiam zrobić możliwie dużą pętlę. Mój drugi cel to znalezienie gospodarstw agroturystycznych, bo w mojej głowie już rodzi się pragnienie lepszego poznania tych terenów podczas jednego z kolejnych urlopów. Sylwia kategorycznie odmówiła zagłębiania się w lasy. Cóż, przyjdzie mi  samotnie sprawdzić przejezdność ubitych dróg leśnych, których tu nie brakuje. Zdałem sobie sprawę, że Bory Dolnośląskie to jeden z wciąż turystycznie nieodkrytych rejonów Polski. Nawet gdy szukałem mapy tych okolic w samym Lubaniu, ludzie otwarcie stwierdzali, że 'nic tam nie ma'. W ogóle niewiele osób kojarzyło, gdzie jest ten cały Węgliniec. A przecież Węgliniec to był do niedawna czwarty co do wielkości węzeł kolejowy w Polsce. Dzisiaj faktycznie jest to malutkie miasteczko, do którego trudno trafić przez przypadek. Objechałem je z ciekawości dość dokładnie.

W drodze powrotnej z mojej leśnej wycieczki boleśnie się przewracam. Podróżowanie z przyczepką rowerową spowodowało, że wyrobiłem w sobie odruch korzystania z hamulca przedniego zawsze i wszędzie, nawet podczas ostrych zjazdów w dół. Gubię się i tak samo reaguję jadąc bez przyczepki. Przeleciałem przez kierownicę i mocno się poobcierałem. Wracam na pole namiotowe trochę przed dwudziestą wywołując małą sensację: jestem mocno wymazany czarnym pyłem, gdzieniegdzie sączy się krew. Dokładnie się myję, oblewam wodą utlenioną. Na szczęście obrażenia są dość powierzchowne i będę mógł kontynuować urlop na siodełku.

images/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0850_Lesna_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0851_LesnaRatusz_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0854_LesnaRynek_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0856_LesnaRynek_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0858_LesnaRynek_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0861_SklepWani_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0863_DamaKameliowa_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0864_Warzywniak_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0866_Rynek_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0871_TablicaPamiatkowa_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0874_RatuszFlaga_v1.JPGimages/stories/20130709_Urlop_Lesna/640_IMG_0876_WegliniecObelisk_v1.JPG

 

2013-07-10 Görlitz / Zgorzelec

2013-07-10 Görlitz / Zgorzelec

Do pobrania trak.

20130710 Gorlitz Statistics

images/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_20130711_Gorlitz_ProfileDistance.png

Dzwonię rano do Piotrka. Umawiamy się na spotkanie wieczorem. Plan uległ kolejnym zmianom. Postanawiamy jechać na rowerach do Görlitz, a następnie w Zgorzelcu wsiąść do pociągu jadącego do Wrocławia. Tam zamierzamy rozbić wieczorem namiot i przenocować.

Droga do Zgorzelca jest mało uczęszczana przez samochody. Mniej więcej od Jędrzychowic otwiera się przed nami szeroka perspektywa na Odrę i  oba miasta rozdzielone rzeką. Przez Zgorzelec przejeżdżamy bez zatrzymania. Jedną z największych zalet Unii Europejskiej jest zanik granic. Tylko dzięki czujności udaje mi się dostrzec oznaczenia na moście informujące o zmianie kraju. Dość szybko dojeżdżamy do starego miasta w sąsiednim Görlitz. Ogromne pozytywne zaskoczenie: wszystko odrestaurowane, odmalowane. Każdy detal, każdy krawężnik. Wszystko równiutkie, nowiutkie. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego przepychu, takiej ilości zdobień, fontann, tak dużej starówki. Przez myśl by mi nie przyszło, że taki  architektoniczny cukiereczek znajduje się tuż przy granicy z Polską. Chodzę i trzaskam zdjęcia, a przy tym cieszę się, że tyle osób jeździ na rowerach. Muszę uczciwie przyznać, że ratusz i dom ceł są wielkością porównywalne z tymi w Gdańsku, ale znacznie staranniej odnowione. Również pod względem wielkości starówki oba miasta są ze sobą co najmniej porównywalne. Jeszcze coś: to w Görlitz jem najsmaczniejsze lody w tym roku. Przepyszne, podane z pomysłem, kolorowe, niezapomniane. Nie udało mi się znaleźć nawet po części podobnych lodów w pobliskim Wrocławiu, a próbowałem.

Zgorzelec niestety jest pełen hałasu i pośpiechu. Największy dysonans tworzy budynek dworca kolejowego, który się zwyczajnie rozpada. Co prawda na budynku dworca wisi wyraźna tablica, że nie należy on do PKP, ale co z tego. To kolejny dowód istnienia 'polskiego piekiełka'. Najwyraźniej ktoś z kimś przez wiele lat nie mógł się dogadać. Nie ważne, kto jest winny. Dla mnie, czyli dla przygodnego turysty, przekaz jest jasny: tu nie potrafią ze sobą rozmawiać.

Sylwia kupuje bilet na przejazd Kolejami Dolnośląskimi. Jest to swego rodzaju eksperyment: prywatny przewoźnik. Pociąg w relacji Jelenia Góra - Wrocław. Spodziewałem się nowego składu, być może nawet Pesy. Skład rzeczywiście jest w miarę nowy, ale jest to spalinowy szynobus mikroskopijnych rozmiarów. Upycham sakwy i przyczepkę w różnych częściach składu. Całą drogę stoję przestawiając rowery od drzwi do drzwi, bo nie przewidziano miejsc do przewozu rowerów, a drzwi otwierają się raz z jednej, raz z drugiej strony składu.

Po drodze mamy prawie półgodzinny postój w Węglińcu. Na stacji czeka na nas  Piotrek - żywa encyklopedia wiedzy o całym regionie. Już po kilku jego słowach zachciało mi się wysiąść z ciasnego pociągu jadącego do wielkiego miasta i ponownie zanurzyć się w całym ogromie zieloności i dzikości otaczających nas w tym momencie lasów, ruszyć wraz z nim na grzyby, poszukać wilczych tropów.

Dobre kilka stacji przed Wrocławiem robi się nieznośnie ciasno, gdy do składu dosiadają się jeszcze kolejni rowerzyści. Pociąg zatrzymuje się we Wrocławiu bodajże na peronie 6. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłem kilka lat temu budynek dworca we Wrocławiu, jeszcze przed remontem. Było to dla mnie spore zaskoczenie: wszystkie perony pod jednym, wspólnym, ogromnym dachem. Tymczasem peron 6 został wybudowany nieco na uboczu. Nie ma nawet połączenia pieszego, jakiejś kładki czy nawet przejścia po torach z pozostałymi peronami i budynkiem dworca. Nie tylko dla mnie jest to zaskoczenie. Na jedną z pasażerek naszego pociągu czekał na peronie prof. Jan Miodek. Niechcący słyszę wypowiedź profesora tłumaczącego się ze spóźnienia. Nie przypuszczał, że będzie musiał obejść dość w końcu duży budynek dworca by dostać się na peron 6.

Nic to. Wysiedliśmy, dobytek w całości. Czas znaleźć pole namiotowe. Internet podpowiedział, że takowe znajduje się stosunkowo blisko od dworca, coś niecałe 3 kilometry. Jedziemy i wkrótce jesteśmy na miejscu, ale... pola namiotowego brak. Okazało się, że już kilka lat temu zostało zlikwidowane, ale w Internecie niestety przez cały czas znajdują się jeszcze nieaktualne informacje. W granicach miasta jest jeszcze jedno pole namiotowe, przy tzw. stadionie olimpijskim i ono na pewno jest czynne. Niestety znajduje się po przeciwnej stronie miasta. Zrobiło się już zupełnie ciemno. W końcu docieramy na miejsce. Faktycznie, duży kemping. Płacę za miejsce, wysłuchuję wskazówek dotyczących zasad korzystania z prysznica. Nie zdążyłem rozstawić namiotu, gdy lunął deszcz.

images/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0879_Ratusz_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0880_Zegary_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0883_ZlotyLew_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0885_Lodziarnia_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0887_ZlotaBrama_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0892_Detal_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0893_Neptun_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0896_Pregiez_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0898_Pregierz_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0906_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0907_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0911_Obracadla_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0913_Fontanna_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0915_Parking_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0916_StareKamienice_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0920_Muzeum_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0921_Plac_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0922_Wieza_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0925_Zwienczenie_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0926_Wieza_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0927_Detal_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0928_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0929_Wystawa_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0932_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0935_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0936_Detal_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0937_Detal_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0938_SzczytBramy_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0941_ZgorzelecDworzec_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0942_ZgorzelecDworzec_v1.JPGimages/stories/20130710_Urlop_GorlitzZgorzelec/640_IMG_0946_ZgorzelecMiasto_v1.JPG

 

2013-07-11 Wrocław

2013-07-11 Wrocław

Kolejny dzień rozpoczynam od uważnego sprawdzenia prognozy pogody. Rozglądam się też po kempingu, na którym wczoraj tak pospiesznie rozbiliśmy namiot. Kemping jest bardzo duży, ale w tej chwili być może na jednej czwartej całego terenu stoją namioty, przyczepy kempingowe i samochody-domy. Goście z szeroko pojętej Europy. Rozmawiam chwilę z małżeństwem Holendrów. Przyjechali do Polski by poznać kraj, o którym bardzo dużo usłyszeli od synowej.

Okazuje się, że w ciągu dnia może co prawda jeszcze przelotnie popadać, ale generalnie wraz z upływem czasu pogoda powinna się systematycznie poprawiać. Postanawiamy po śniadaniu kupić dwa całodobowe bilety uprawniające do przejazdu wszelkimi liniami komunikacji publicznej i ruszyć w miasto. Zanim zjedliśmy śniadanie udało mi się poznać rowerzystę, który, tak jak my, postanowił wyruszyć w świat z sakwami. To był jego absolutny debiut, pierwszy nocleg poza domem. Właśnie się zastanawiał nad tym, jaki kierunek obrać. Mam nadzieję, że udało się Panu spełnić swoje marzenia!

Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że by zobaczyć Wrocław wystarczy jeden dzień, ale przynajmniej kilka atrakcji powinno udać się zobaczyć. Zaczynamy od spaceru po starym mieście. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie Wrocław dokładnie dziesięć lat temu. Dzisiaj, po wizycie w Görlitz, stolica Dolnego Śląska wypadła co najwyżej poprawnie.

Wyszukujemy małą kawiarnię francuską, gdzie jemy skromną przekąskę. Jak to zwykle bywa mieszkańcy dużych miast słabo znają ich atrakcje turystyczne. Przykładowo właścicielka lokalu nie potrafiła wskazać, na którą z wież licznych wrocławskich kościołów można wjechać windą. Po krótkim spacerze po Ostrowie Tumskim udajemy się na spacer po Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak dla mnie jest to jedna z największych atrakcji miasta. Oto w ścisłym centrum przetrwała nie tylko oaza zieleni, ale miejsce tajemnicze, żywe, piękne. Kolejne rośliny aż same się proszą, by kolejny raz uruchomić migawkę aparatu.

Poza ogrodem botanicznym oglądamy jeszcze Ogród Japoński, który jest niemal po sąsiedzku ze Stadionem Olimpijskim i z zoo. Ogród Japoński nadal robi wrażenie dzięki oryginalnej realizacji i przesyceniu ideami. Wydaje się, że niemal każdy kamień i każdy liść ma tu swoje miejsce przewidziane przez japońską filozofię życia.

Jednym z ostatnich miejsc, które odwiedzamy, jest browar Spiż. Piwo jest tak dobre, że chciałoby się je zabrać do Gdańska, by móc podzielić się nim z innymi.

Wiele słyszałem o Wrocławiu jako mieście, które bardzo dużo zrobiło dla upowszechnienia i wsparcia komunikacji rowerowej. Rzeczywiście, nawet na ogromnym skrzyżowaniu nieopodal rynku wyznaczone były pasy, dzięki którym powinno dać się pokonać ten teren na rowerze. Największe wrażenie zrobiły jednak na mnie wypożyczalnie rowerów miejskich. Wygląda na to, że mieszkańcy zaczynają korzystać z takich rowerów. Mimo wszystko postanowiłem nie korzystać z roweru podczas zwiedzania miasta. Pierwszy powód jest prozaiczny - brak zamknięcia rowerowego, a jak wiadomo skuteczne są tylko u-locki, które niestety sporo ważą. Drugi powód jest także dość przyziemny - rower turystyczny powinien dać się łatwo naprawić, więc sporo zespołów części jest połączonych za pomocą szybkozamykaczy, a jak wiadomo to okazja czyni złodzieja.

Na kemping wracamy już dobrze po zmroku. Nie ma to jak prysznic z ciepłą wodą po całym dniu łażenia.

images/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0949_LaSardine_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0954_ArbuzRogale_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0955_Ratusz_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0956_Megafon_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0957_WroclawskiRowerMiejski_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0958_WroclawskiRowerMiejski_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0959_WroclawskiRowerMiejski_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0961_WroclawskiRowerMiejski_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0963_Smoku_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0964_Smoku_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0965_Wykopaliska_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0968_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0974_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0975_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0977_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0979_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0981_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0983_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0984_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0986_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0990_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0995_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_0999_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1002_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1004_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1005_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1006_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1009_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1010_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1011_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1013_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1015_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1016_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1019_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1023_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1037_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1040_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1043_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1045_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1047_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1049_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1050_OgrodBotaniczny_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1055_RoslinyMiesozerne_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1068_OgrodJaponski_v1.JPGimages/stories/20130711_Urlop_Wroclaw/640_IMG_1074_OgrodJaponski_v1.JPG

 

2013-07-12 Kłodzko

2013-07-12 Kłodzko

Założyłem, że trasę z Wrocławia do Kłodzka przejedziemy na rowerach po drodze wjeżdżając na Ślężę. Z nieba ponowie zaczęła kapać woda. Wobec tego decydujemy się na powrót pociągiem. Pomni doświadczeń, jakich dostarczyła nam przejażdżka Kolejami Dolnośląskimi starannie wybieramy z rozkładu jazdy pociąg obsługiwany przez Przewozy Regionalne. Stary skład EZT zapewnił nam przynajmniej dużo miejsca na rowery.

Na miejsce dojeżdżamy po południu. Szybko rozbijamy namiot i udajemy się na zwiedzanie twierdzy. Szkoda, że tak niewielki fragment całego kompleksu jest udostępniony do zwiedzania.

Samo miasto niestety nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Starówka jest bardzo nieduża, a w dodatku zaniedbana. Ja niestety zapamiętałem lokalnego żula, który bez żenady załatwiał swoją potrzebę fizjologiczną nie tylko na oczach przechodniów, ale niemal przy wejściu do jednego z lokali gastronomicznych. Kto wie, czy w tym samym czasie strażnicy miejscy nie wypisywali mandatów turystom, którzy niefrasobliwie zaparkowali swoje pojazdy. Żuli zresztą było w okolicy dużo więcej. Można było wręcz odnieść wrażenie, że na starym mieście czuli się pewnie i bezpiecznie. No nic, takie miasto.

Skromny rozmiar starówki oraz swoisty bałagan architektoniczny panujący w starszej części miasta wynika z uwarunkowań historycznych: podnóże wzgórza zajmowanego obecnie przez twierdzę było zabudowywane przez kolejne dzielnice przez kilkaset lat. Kolejne budynki były nadbudowywane na piwnicach poprzednich. W efekcie po II w.św. nowe, ciężkie, wysokie budynki niespodziewanie zaczęły osiadać, pękać, rozpadać się. Wkrótce odkryto przyczynę: pod miastem ciągnie się cały labirynt starych piwnic i kanałów, słowem pustych przestrzeni. Teoretycznie możliwość zobaczenia tej podziemnej części miasta powinna być kolejną atrakcją turystyczną miasta. Środek sezonu, a podziemny szlak zamknięty na cztery spusty i nikt nie potrafi powiedzieć, czy zostanie otwarty.

Kłodzko to także bardzo fajny park ze zrekonstruowaną altaną, w której znajduje się lodziarnia oraz pijalnia wody. Powstało bardzo urokliwe miejsce, w którym można przysiąść na ławeczce i chwilę odpocząć. Chciałoby się, by tak wyglądały wszystkie części Kłodzka: subtelnie nawiązując do dawnej historii oferować coś dla ciała i coś dla ducha.

images/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1082_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1083_WidokNaTwierdze_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1084_KlodzkoZgory_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1085_MostNaNysie_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1087_RatuszIglica_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1090_StareKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1095_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1096_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1097_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1103_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1105_TwierdzaKlodzko_v1.JPGimages/stories/20130712_Urlop_Klodzko/640_IMG_1108_TwierdzaKlodzko_v1.JPG

 

2013-07-13 Ząbkowice Śląskie

2013-07-13 Ząbkowice Śląskie

Dzień powrotu do domu. Pogoda znowu się poprawiła. Ja optuję za powrotem do domu w niedzielę, ale Sylwia upiera się, by wrócić dzień wcześniej, już w sobotę. Postanawiamy po drodze obejrzeć jeszcze jedno śląskie miasto. Podczas podróży do Kłodzka samochodem duże wrażenie zrobiła na nas Niemcza. Po krótkiej konsultacji telefonicznej z Łukaszem jedziemy jednak do Ząbkowic Śląskich.

Akurat trwa święto krzywej wieży. Pierwsze wrażenie jest słabiutkie: nie ma gdzie zaparkować. Miasto zadbało o staranne wyrysowanie miejsc parkingowych, ustawiło setki znaków zakazu postoju i drugie tyle znaków objaśniających jedyny słuszny sposób parkowania. Gdzieś jednak zatracono zdrowy rozsądek. Jak bowiem w tym wszystkim ma się odnaleźć turysta? A przecież, jak już nieraz sprawdziłem, turysta jest na Dolnym Śląsku towarem dość rzadkim, by nie powiedzieć deficytowym.

Drugie wrażenie jest jeszcze gorsze: oddano ścisłe centrum miasteczka samochodom: zaplanowano dla nich parking nawet przy samym rynku. Musimy się o nie ocierać próbując przejść z jednego miejsca do drugiego.

Miasto przed wojną nazywało się Frankenstein. Dzisiejsi mieszkańcy nieudolnie próbują zrobić interes na skojarzeniu dawnej nazwy miasta z hollywoodzkimi mitami.

Krzywa wieża rzeczywiście krzywa jest, ale jak dla mnie jest mocno przereklamowana. Ot wieża: ani specjalnie wysoka, ani specjalnie okazała. W świecie, w którym zarobić można niemal na wszystkim, każde większe miasto ma dziś swą krzywą budowlę.

Jak dla mnie słabo. Przereklamowane atrakcje, pozbawione uroku, zatłoczone miasto o nieustalonej koncepcji na przyszłość. Zestawienie go np. z  Gryfowem Śląskim zdecydowanie wypada na korzyść tego przecież dużo mniejszego miasta. Żeby chociaż smak lokalnych lodów był godny zapamiętania... Dni krzywej wieży to tak na prawdę byle jaki jarmark, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Podsumowując, akurat Ząbkowic nie polecam.

Postanawiamy obiad zjeść gdzie indziej. Ruszamy na północny wschód w kierunku Wielkopolski. Wyjeżdżamy o 11:35. Żegnaj, gościnna śląska ziemio! Do domu docieramy o 22:00.

images/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1134_Pleszka_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1138_Pleszka_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1143_Pleszka_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1146_Pleszka_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1149_Drzwi_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1150_SkrzynkaElektryczna_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1152_ZabkowiceRynek_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1157_ZabkowiceWieza_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1159_Fontanna_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1160_TablicaInformacyjna_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1161_Detal_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1162_Detal_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1164_KrzywaWieza_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1166_RatuszDetal_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1168_RatuszWieza_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1171_FrankensteinEiscafe_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1172_Ulica_v1.JPGimages/stories/20130713_Urlop_ZabkowiceSlaskie/640_IMG_1173_Kosciol_v1.JPG

 

Podsumowanie

Podsumowanie

Przede wszystkim ogromne plusy: przestrzeń, mnóstwo tajemniczych budowli, ogromnych kościołów, jeszcze większych pałaców. Duże zróżnicowanie terenu, wspaniałe lasy. Gościnni ludzie, otwarci, chętni do pomocy. Za każdym razem, gdy pytałem o drogę lub możliwość przenocowania wyczuwałem w rozmówcach autentyczną bezinteresowną chęć pomocy. Serdecznie dziękuję!

Dolny Śląsk to kraina niegdyś mlekiem i miodem płynąca. W ziemi do dzisiaj znajdują się ogromne skarby w postaci tzw. bogactw naturalnych. Chyba w Złotym Stoku na jednym z budynków wisi tablica poświęcona 'królowej nauk - geologii'. Być może coś w tym jest. Umiejętność odnalezienia skarbów ukrytych w ziemi decydowała o powodzeniu, a często wręcz ogromnych fortunach powstałych w konsekwencji ich eksploatacji. Dobra naturalne Dolnego Śląska mają przy tym to do siebie, że często obszar ich występowania jest bardzo ograniczony. To powodowało, że właściciel danych dóbr po wzbogaceniu zaczynał obawiać się sąsiadów. Stawiał więc najpierw zamek, wokół którego powstawało z biegiem czasu miasto. Tak oto w poszczególnych dolinach i kotlinach zamieszkiwali przez setki lat kolejni książęta i księciunie bogacąc się, napadając na sąsiadów, wzniecając małe wojenki.

Dolny Śląsk to także ilustracja niemocy i zagubienia naszego narodu. Oto po II w. św. naszą własnością stają się bardzo bogate ziemie, na które przybywa 'kto chce', często ludzie o znacznie niższej kulturze technicznej, czy też kulturze w ogóle. Nowi kolonizatorzy stoją więc na niższym poziomie rozwoju, niż dotychczasowi mieszkańcy. Niestety często dochodzi do zniszczenia dorobku często wielu pokoleń poprzednich mieszkańców. Dzisiaj coraz trudniej znaleźć usprawiedliwienie np. dla rozbiórki całych kompleksów pałacowych podyktowanych potrzebą pozyskania cegieł potrzebnych np. do odbudowy zrujnowanej stolicy. Kolonizacja ziem odzyskanych oznaczała przede wszystkim pospieszną eksploatację pozostawionych dóbr, bo kto wie, czy ktoś nas z nich za chwilę nie przepędzi. Być może, ale jeżeli ktoś przez 70 lat od zakończenia ostatniej wojny nie wyremontował domu, który otrzymał za darmo, to zwyczajnie popełnił grzech zaniechania.

Podczas podróży wielokrotnie zastanawiałem się gdzie podziali się ludzie w moim wieku i młodsi. Wydaje się, że całe pokolenie zniknęło. Owszem, od czasu do czasu widać kogoś w tym przedziale wiekowym, ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę. Pytany o przyczynę takiego stanu rzeczy Łukasz, mój rówieśnik, jasno wskazuje na problemy ekonomiczne. Bbardziej opłaca się wyjechać do pobliskich Niemiec, niż użerać się z rodakami i urzędnikami w szczególności. Dolny Śląsk traktowany jest jako przystań na czas emerytury. Podobno wielu ludzi remontuje stare domy, ale na stałe mieszka i pracuje w Europie Zachodniej. Dziwi też duże bogactwo kontrastujące z niechlujstwem i potoczną szarzyzną: wiele domów to wręcz całe rezydencje. Tak było np. w Paczkowie, tak było w Srebrnej Górze. Powody są dokładnie te same. Właścicielami tych posiadłości są ci, którzy zaryzykowali wyjazd i dzięki pracowitości osiągnęli względne powodzenie ekonomiczne.

Przeciętna wieś na Dolnym Śląsku to ponad 100 budynków. Spora część z tych osad to ulicówki. Drogi, wzdłuż których ciągnie się zabudowa, często pną się w górę. Nieraz się zastanawiałem, jak wielkie trzeba ponosić koszty, by utrzymać liczne mosty i wiadukty, naprawić osuwające się drogi. A jednak najwyraźniej to się opłaca. Z jakiś powodów ludzie wciąż przecież mieszkają nawet w wysokich górach. Łatwo mi sobie przy tym wyobrazić, że zimą w wyżej położonych wsiach śnieg nieraz stanowi istotną przeszkodę.

Na minus zapamiętam na pewno liczne punkty informacji turystycznej. W zasadzie w każdym mieście i nawet większej miejscowości turystycznej umieszczono takie przybytki. Nie udało mi się ustalić z czyjej kasy są one utrzymywane. Po pierwsze są otwarte w jakiś śmiesznych godzinach, np. od 8 do 16. Po drugie, gdy już udało mi się dostać do jednego z takich punktów w godzinach jego otwarcia (Lubań), okazało się, że pracują tam niekompetentni ludzie, nie mający pojęcia ani o bazie turystycznej, ani nie posiadający nawet map okolicy. Jaki do ciężkiej cholery jest sens utrzymywania dziesiątek etatów w takich punktach?

Pozostaje jeszcze do odpowiedzi pytanie, czemu miała służyć ta wyprawa sakwiarska? Dzisiaj nie umiej jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony chciałem pokonywać duże dystanse. W górach, z dużą ilością bagażu, jest to jednak spore wyzwanie. Nie miałem jasno określonych celów, może z wyjątkiem okolic Węglińca, które koniecznie chciałem jeszcze raz zobaczyć. Z drugiej strony pojawiła się dość chyba naturalna pokusa, by zaglądać do mijanych po drodze przepięknych śląskich miasteczek. Często okazywało się, że pomimo wszystkich zniszczeń wciąż posiadają one niesamowity klimat. Może wreszcie należało się skupić na przejechaniu dłuższego odcinka jednego ze szlaków? Być może. Woleliśmy jednak planować na gorąco, z dnia na dzień, co jeszcze spróbujemy zobaczyć. Być może można było trasę lepiej zaplanować, wcześniej przewidzieć, które miejsca zamierzamy odwiedzić. Nie wyszło jednak źle. Jedyne, czego żałuję, to zbyt krótki czas wyprawy. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało.

Pozostają marzenia na przyszłość. Kuszą Góry Izerskie, kuszą niemieckie Łużyce. Wreszcie chciałoby się sprawdzić opowieści o znakomicie przygotowanej infrastrukturze turystycznej Czech.

Dziękuję Sylwii za udział w wyprawie, a czytelników zapraszam do samodzielnego odwiedzenia chociaż niektórych miejsc Dolnego Śląska.

 

Mapy

Mapy

Pogrubioną czcionką zaznaczyłem mapy, które oceniam jako szczególnie przydatne.

  1. Mapa turystyczno-przyrodnicza, Bory Dolnośląskie, Przemkowski Park Krajobrazowy, skala 1 : 75 000, Wydawnictwo Turystyczne PLAN, www.plan.pl, wydanie I lato 2004, ISBN 83-088049-83-6, 6 pln.
  2. Pogórze Izerskie, Izery od nowa, skala  1 : 70 000, ISBN 978-83-61719-91-5, wydawnictwo turystyczne "PLAN", www.plan.jgora.pl.
  3. Mapa turystyczna, Ziemia Kłodzka, wygodna w składaniu, laminowana, skala 1 : 60 000, ExpressMap Polska Sp. z o.o., wwwe-map.pl, Warszawa 2012, 21,90 pln.
  4. Mapa turystyczna, Sudety, wygodna w składaniu, laminowana, skala 1 : 120 000, ExpressMap Polska Sp. z o.o., www.e-map.pl, Warszawa 2010, 21,90 pln.
  5. Mapa turystyczna, skala 1 : 50 000, Stowarzyszenie LGD Kwiat Lnu, Brama Sudetów Środkowych, ISBN 978-83-62917-75-4, www.kwiatlnu.eu.
  6. Mapa produktu lokalnego, Ziemia Kamiennogórska, smak regionu, wydanie I, ISBN 978-83-922436-7-0, www.kwiatlnu.eu.
  7. Bliskie okolice Wrocławia, część południowo-zachodnia, skala 1 : 50 000, sudio wydawnicze PLAN.
  8. Landkarte Niederschlesien, Dolny Śląsk, skala 1: 285 000, Radtourismus, www.turystyka.dolnyslask.pl.
  9. Ilustrowany przewodnik z mapami, Góry Stołowe i Adrspassko-Teplicke Skaly, skala 1 : 27 500, www.galileos.pl, wydawnictwo turystyczne PLAN, www.plan.jgora.pl.
  10. Mapa turystyczna, Góry Izerskie i pogórze, skala 1 : 50 000, www.galileos.pl, Wydawnictwo turystyczne PLAN, www.plan.jgora.pl, 9,50 pln.
Dodaj komentarz