640 IMG 9275 Suwalszczyzna zm

Zapraszam do sprawozdania z majówki 2013. Tym razem odwiedziłem mało znany, ale niezwykle piękny rejon Suwalszczyzny.

Spis treści:
2013-04-29 Warszawa - Bakałarzewo
2013-04-30 majówka, dzień 1
2013-05-01 majówka, dzień 2
2013-05-02 majówka, dzień 3
2013-05-03 majówka, dzień 4
2013-05-04 majówka, dzień 5
Uwagi

 

2013-04-29 Warszawa - Bakałarzewo

Majówką umownie nazywam długi weekend, który powstaje na początku maja dzięki temu, że 1 i 3 maja to święta państwowe. W tym roku kalendarz był wyjątkowo łaskawy, bo biorąc zaledwie 3 dni urlopu można było uzyskać 9 dni wolnego (bez piątku), a nawet 9,5 licząc piątkowe popołudnie. Stąd decyzja o wyprawie wraz z całym sprzętem turystycznym w jakiejś nieco odleglejsze miejsce. Wybór padł na Suwalszczyznę. Zakupiłem mapę, przygotowałem samochód, wypisałem wniosek urlopowy i... dosłownie kilka dni przed wyjazdem z pracy przychodzi bardzo zła wiadomość: muszę w poniedziałek 29 kwietnia pojawić się w Warszawie. Tak oto szlag trafił przynajmniej 3 dni z długiego weekendu.Takich atrakcji ze strony pracodawcy zwyczajnie się nie zapomina.

Niestety nie mam żadnych traków z wyprawy, pomimo że miałem że sobą swój odbiornik GPS. Ogromne rozczarowanie. Przecież w odbiorniku mam kartę 2 GB. Niemożliwe, by skończyło się miejsce. Dopiero po kilku dniach i lekturze kilku artykułów doszedłem do przyczyny. Z założenia nie usuwałem traków z karty, tymczasem okazało się, że po osiągnięciu niewidocznej granicy 256 MB pliki przestają się zapisywać na karcie. Lipa polega przede wszystkim na tym, że odbiornik (Garmin 60CSx) w żaden sposób nie informuje o powstałym problemie. No nic, będę w przyszłości czujny.

Poniżej mapa przejechanych tras zrekonstruowana na podstawie mapy, zdjęć i ulotnej ludzkiej pamięci.

 

Mimo wszystko postanawiam trzymać się planu. W poniedziałek rano wyruszam samochodem wraz z rowerami na dachu w kierunku Warszawy. W samochodzie towarzyszy mi Sylwia. Na 11:00 muszę być w pewnym biurze. Zdejmuję swój rower z dachu i przypinam go do parkanu na jednym z parkingów w Warszawie. Sylwia wyrusza na rowerową przejażdżkę po stolicy, a ja idę spełnić swój obowiązek wobec pracodawcy.

Wyruszam z Warszawy w kierunku Suwałk około 13:30. Dojeżdżam do Bakałarzewa około 21:30. Jest już zupełnie ciemno. Jakimś cudem udaje mi się znaleźć właściwe miejsce. Mam wrażenie, że jest zaledwie 1-2 stopnie powyżej zera. Rozbijamy namiot około 200 m od brzegu Rospudy.

 

640 IMG 9275 Suwalszczyzna zm

Zapraszam do sprawozdania z majówki 2013. Tym razem odwiedziłem mało znany, ale niezwykle piękny rejon Suwalszczyzny.

Spis treści:
2013-04-29 Warszawa - Bakałarzewo
2013-04-30 majówka, dzień 1
2013-05-01 majówka, dzień 2
2013-05-02 majówka, dzień 3
2013-05-03 majówka, dzień 4
2013-05-04 majówka, dzień 5
Uwagi

 

2013-04-29 Warszawa - Bakałarzewo

Majówką umownie nazywam długi weekend, który powstaje na początku maja dzięki temu, że 1 i 3 maja to święta państwowe. W tym roku kalendarz był wyjątkowo łaskawy, bo biorąc zaledwie 3 dni urlopu można było uzyskać 9 dni wolnego (bez piątku), a nawet 9,5 licząc piątkowe popołudnie. Stąd decyzja o wyprawie wraz z całym sprzętem turystycznym w jakiejś nieco odleglejsze miejsce. Wybór padł na Suwalszczyznę. Zakupiłem mapę, przygotowałem samochód, wypisałem wniosek urlopowy i... dosłownie kilka dni przed wyjazdem z pracy przychodzi bardzo zła wiadomość: muszę w poniedziałek 29 kwietnia pojawić się w Warszawie. Tak oto szlag trafił przynajmniej 3 dni z długiego weekendu.Takich atrakcji ze strony pracodawcy zwyczajnie się nie zapomina.

Niestety nie mam żadnych traków z wyprawy, pomimo że miałem że sobą swój odbiornik GPS. Ogromne rozczarowanie. Przecież w odbiorniku mam kartę 2 GB. Niemożliwe, by skończyło się miejsce. Dopiero po kilku dniach i lekturze kilku artykułów doszedłem do przyczyny. Z założenia nie usuwałem traków z karty, tymczasem okazało się, że po osiągnięciu niewidocznej granicy 256 MB pliki przestają się zapisywać na karcie. Lipa polega przede wszystkim na tym, że odbiornik (Garmin 60CSx) w żaden sposób nie informuje o powstałym problemie. No nic, będę w przyszłości czujny.

Poniżej mapa przejechanych tras zrekonstruowana na podstawie mapy, zdjęć i ulotnej ludzkiej pamięci.

 

Mimo wszystko postanawiam trzymać się planu. W poniedziałek rano wyruszam samochodem wraz z rowerami na dachu w kierunku Warszawy. W samochodzie towarzyszy mi Sylwia. Na 11:00 muszę być w pewnym biurze. Zdejmuję swój rower z dachu i przypinam go do parkanu na jednym z parkingów w Warszawie. Sylwia wyrusza na rowerową przejażdżkę po stolicy, a ja idę spełnić swój obowiązek wobec pracodawcy.

Wyruszam z Warszawy w kierunku Suwałk około 13:30. Dojeżdżam do Bakałarzewa około 21:30. Jest już zupełnie ciemno. Jakimś cudem udaje mi się znaleźć właściwe miejsce. Mam wrażenie, że jest zaledwie 1-2 stopnie powyżej zera. Rozbijamy namiot około 200 m od brzegu Rospudy.

 

2013-04-30 majówka, dzień 1

2013-04-30 majówka, dzień 1

Miejsce, gdzie się zatrzymaliśmy posiada wszystkie niezbędne udogodnienia, ale za ciepły prysznic trzeba słono płacić. W kabinach zamontowano wrzutniki monet (!) na monety 2 pln. Za tę kwotę leci cienki strumyczek ciepłej wody przez zaledwie 3 min. Zdzierstwo to mało powiedziane. Po śniadaniu pakujemy dobytek na rowery. Umawiam się z właścicielem, że zostawię u niego samochód przed domem. Za tę usługę też muszę zapłacić, coś 6 pln za dobę. No nic, pomyślałem, taki kraj, ta Suwalszczyzna.

Ruszamy. Już kilka kilometrów za Bakałarzewem napotykamy resztki zimy w postaci znikającej zaspy śniegu. Jest chłodno, ale niebo jest niemal bezchmurne. Na mapie oznaczono liczne szlaki rowerowe, które prowadzą drogami asfaltowymi lub fragmentami szutrem.

Ruszamy na południe w kierunku Raczków. Nie zabieramy bagażu, bo nasz plan zakłada, że pierwszego dnia 'rozpoznamy teren', czyli m.in. sprawdzimy gęstość gospodarstw agroturystycznych, jakość dróg, wpływ niskiej temperatury na kondycję. Docieramy do Świętego Miejsca nad Jeziorem Jałowo. Tu zawracamy. Staramy się nie jechać tą samą drogą. Obiad jemy w Raczkach. Wracamy do Bakałarzewa może godzinę przed zmrokiem.

images/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9170_Sylwia_MostNaRospudzie_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9171_SuwalskaDroga_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9178_SuwalskiKrajobraz_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9181_SuwalskiKrajobraz_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9182_Kwiatki_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9184_Kwiatki_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9188_SylwiaBunkier_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9192_Rospuda_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9196_RuinyPalacu_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9198_AlejaPark_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9203_ZalewRospudy_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9205_NadRospuda_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9206_DrzewoBobr_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9209_Kwiatki_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9214_Rzeczka_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9217_Umocnienia_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9221_GruboscPancerza_zm.JPGimages/stories/20130430_Majowka_Dzien1/640_IMG_9225_Umocnienia_zm.JPG

dzien 1

 

2013-05-01 majówka, dzień 2

2013-05-01 majówka, dzień 2

Postanawiam ruszyć na północ. Pakowanie tradycyjnie zabiera nam około 2 h. Wyjeżdżamy około 10:00. Przez Filipów i Przerośl docieramy do mostów w Stańczykach. Następnie jedziemy samym skrajem Puszczy Rominckiej, aż do obelisku upamiętniającego 'wieś, której nie ma', a następnie czerwonym szlakiem rowerowym przez Orliniec i Hańczę do Bachanowa. Staramy się znaleźć jakiś nocleg. Nad jeziorem Hańcza jest całe mnóstwo gospodarstw agroturystycznych, ale tylko bardzo nieliczne są przygotowane na dwie osoby, które pragną przenocować we własnym namiocie. Na jednym ze skrzyżowań dostrzegamy kierunkowskaz sugerujący pole namiotowe. Tak docieramy do 'agroranczo', które znajduje się pomiędzy Bachanowem a Wodziłkami.

Znowu trafia się nam piękna pogoda. Początkowo dość często się zatrzymujemy oglądając kolejne bunkry. Część z nich została wysadzona w powietrze. Niektóre znajdują się na polach, do niektórych nie prowadzą nawet żadne drogi, a raczej tylko ścieżki. Łatwo mi sobie wyobrazić, że już wkrótce, gdy wszystkie drzewa i krzewy wypuszczą liście, część z bunkrów stanie się zwyczajnie niewidoczna.

Przejeżdżamy przez dużą wieś - Przerośl. W samym centrum znajduje się coś w rodzaju parku. Na okolicznych drzewach gniazda założyły gawrony. Za Przeroślą krajobraz zaczyna się znowu mocno fałdować.

Docieramy do Stańczyków. Pamiętam to miejsce z opowieści znajomych. Jeszcze kilka lat temu teren nie był ogrodzony, a z samych mostów można było swobodnie opuszczać się na linie. Teraz ktoś już się zgłosił gdzie trzeba i nawet za sam spacer po mostach trzeba uiścić opłatę. Bez sensu kompletnie. Zaczynam się czuć jak dojna krowa, na której każdy próbuje zarobić. Obiekty mostowe są bardzo wdzięcznym tematem fotografii. Mnóstwo ludzi. Parking pełen samochodów.

Przejazd skrajem Puszczy Rominckiej mocno utkwił mi w pamięci. Chciałoby się skręcić, wbić się w tę zieloną ścianę, podjechać pod samą granicę z Rosją. Trzymamy się jednak planu. Zresztą Sylwia nie lubi lasu, o czym często przypomina. No nic, może innym razem. Dojeżdżamy do obelisku upamiętniającego miejsce, gdzie jeszcze pod koniec II w.ś. znajdowała się wieś. Została zniszczona przez 'wyzwalającą' tę ziemię Armię Czerwoną.

Teren dosyć szybko opada. Mijamy kolejne miejsca zamieszkane przez bobry. Pomyślałem, że gryzoń czuje się tu dość pewnie, skoro buduje na dość eksponowanych stanowiskach swoje żeremia. Powoli zaczęło do mnie docierać, czemu ludzie z tej części kraju narzekają na bobry. Miejsca wokół ich siedzib wyglądają jak po pożarze. Z ziemi wystają tylko pojedyncze kikuty po pniach drzew, często pozbawione kory. Im bliżej żeremia, tym mniej krzaków, czy drzew. Teren poznaczony jest śladami bytności zwierzaków. A to zwalony duży pień drzewa, a tu wspomniane kępy kikutów równo przyciętych mniej więcej na wysokości pół metra.

Dojeżdżamy do wsi Hańcza. Jezioro robi wrażenie bardzo dużego. Jest to najgłębsze jezioro w naszym kraju. Wkrótce napotykamy reklamy szkół nurkowania. W Bachanowie z jeziora wypływa rzeka. Jej nurt jest w tym miejscu bardzo gwałtowny. Od jej wody bije zimno. I tak nie jest zbyt ciepło, ale najwyraźniej woda ma jeszcze niższą temperaturę. Pytamy się o nocleg na pobliskim polu namiotowym. Niestety w domu nie ma właściciela. Zostawił nr telefonu, na który dzwonię. Odmawia noclegu. Staramy się go znaleźć jadąc wschodnim brzegiem jeziora, ale niesety nikt nie chce się zgodzić na nasz nocleg w namiocie. Dziwna sytuacja.

Wracamy do wsi Bachanowo. Na skrzyżowaniu znajdujemy kierunkowskaz do agrorancza. To samo miejsce polecał właściciel pola namiotowego nad rzeką. Okazuje się, że to kawał drogi, jeszcze kilka kilometrów. Na miejscu okazuje się, że jesteśmy pierwszymi ludźmi w tym roku kalendarzowym, którzy chcą spać pod namiotem. Do naszej dyspozycji jest spora łączka, bieżąca woda, miejsce na ognisko. Czego chcieć więcej? Rozbijamy namiot, jemy posiłek i wkrótce robi się ciemno.

images/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9231_RuinyBunkrow_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9234_Rospuda_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9235_RuinyBunkra_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9242_RuinyBunkra_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9244_Bunkier_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9256_Kosciol_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9266_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9269_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9272_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9275_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9291_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9293_Suwalszczyzna_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9300_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9303_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9309_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9315_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9318_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9321_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9342_Stanczyki_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9347_SkrajPuszczy_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9351_Puszcza_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9360_DrogaPuszcza_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9363_SladPoWsi_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9372_Zeremia_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9386_Zeremia_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9390_Zeremia_zm.JPGimages/stories/20130501_Majowka_Dzien2/640_IMG_9393_Zeremia_zm.JPG

dzien 2

 

2013-05-02 majówka, dzień 3

2013-05-02 majówka, dzień 3

Zamierzamy dojechać do granicy polsko-litewskiej, a być może nawet ją przekroczyć.

Wyruszamy lokalnymi szlakami, najpierw zjeżdżając ostro w dół. Po chwili zatrzymujemy się na skrzyżowaniu we wsi Wodziłki. Wieś ma bardzo ciekawą historię. Została zamieszkana przez Rosjan, którzy byli prześladowani ze względu na swoje obyczaje religijne. Mowa o staroobrzędowcach, którzy swego czasu znaleźli schronienie w tolerancyjnej Polsce. Ich potomkowie podobno żyją tu do dziś. Wieś robi wrażenie bardzo zaniedbanej. Świątynia staroobrzędowców to molenna. Pozostało ich zaledwie kilka. Robimy pamiątkowe zdjęcia pokazujące tradycyjną, drewnianą zabudowę i ruszamy dalej.

Teren jest bardzo pofałdowany. Miejscami bardzo dobrze przypomina niektóre rejony Szwajcarii Kaszubskiej. Wspinamy się w górę, by po chwili ostro zjeżdżać w dół. Tego się nie spodziewałem. Między innymi przejeżdżamy przez rezerwaty geologiczne. Miejsce, gdzie przechodzący lodowiec pozostawił po sobie szczególnie dużo kamieni, nosi nazwę głazowiska. Z gospodarczego punktu widzenia na tych słabych ziemiach można co najwyżej wypasać zwierzęta, stąd najczęściej wykorzystywane są jako łąki.

Jedziemy dalej, prosto na północ. Przed nami otwierają się niesamowite krajobrazy. Z grzbietów gór rozciągają się widoki na wiele kilometrów: tu jezioro, tam las, gdzieś siłownie wiatrowe. Docieramy do wsi Wiżajny. Postanawiamy tu dokupić kilka podstawowych artykułów żywnościowych. Kurcze, dawno nie jadłem tak dobrego chleba. Doskonały, ciężki, ciemny chleb z Wiżajn. Serdecznie polecam!

Uważnie studiujemy mapę w poszukiwaniu dróg, które prowadziłyby na Litwę. Od czasu do czasu przez Wiżajny przejeżdżają samochody z litewską rejestracją. Mapa nie zdradza jednak żadnego przejścia granicznego. Najwyraźniej po litewskiej stronie znajduje się tylko park narodowy. Zaintrygowało nas Jezioro Dunajewo, przedzielone granicą. Ponieważ objazd Jeziora Wiżajny i tak wydawał się być dobrym pomysłem, postanawiamy poszukać drogi prowadzącej nad Jezioro Dunajewo. Udaje nam się zrealizować to zadanie. Obiad w postaci przygrzanych konserw i zupy z torebki jemy dokładnie na samej granicy, tuż przy słupach granicznych. Tafla Jeziora Dunajewo faktycznie przyozdobiona jest bojami granicznymi. Wygląda na to, że nie uda nam się tu przekroczyć granicy, wobec czego objeżdżamy Jezioro Wiżajny i kierujemy się na południe. Liczne podjazdy w pierwszej połowie naszej dzisiejszej trasy mocno wyczerpały Sylwię, dlatego postanawiamy w drodze powrotnej wykorzystywać tylko drogi asfaltowe. W drodze powrotnej nie wydarzyło się już nic ciekawego. Jeden bardzo ostry podjazd pod Górę Rowelską, na zboczach której ustawiono liczne siłownie wiatrowe. potem już cały czas z góry, przez dużą wieś Smolniki i lasy nad Jeziorem Hańcza. Planowaliśmy objechać jezioro samym brzegiem, którym prowadzi szlak pieszy. Nie nadaje się on dla rowerów, nawet górskich, co uświadamiam sobie już po kilkuset metrach. Grzecznie wracam na utwardzoną drogę. Droga asfaltowa wiedzie niby w pobliżu brzegu Jeziora Hańcza, ale niestety samego jeziora z niej nie widać, a szkoda.

Po chwili docieramy do namiotu. Wieczór spędzamy wspólnie z jeszcze jedną parą, która postanawia rozpalić ognisko. Jest okazja, by porozmawiać o życiu przy piwie i kiełbaskach.

images/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9395_TablicaInfoMolenna_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9399_SylwiaMolenna_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9402_SylwiaMolenna_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9405_WodzilkiCentrum_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9407_WodzilkiOznaczeniaSzlakow_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9413_WodzilkiMolenna_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9419_Tablica_UzrodelSzeszupy_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9428_Widoczek_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9434_Podjazd_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9437_Glazowisko_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9440_Podjazd_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9453_Glazowisko_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9459_NaSzlaku_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9462_StaryDom_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9470_ZieloneKwiatki_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9474_ResztkiSniegu_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9479_Jeziorko_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9482_Zeremia_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9485_Krajobraz_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9494_Krajobraz_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9502_TablicaRezerwat_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9521_Kwiatek_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9524_Kwiatki_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9530_Kwiatki_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9535_BojaGraniczna_zm.JPGimages/stories/20130502_Majowka_Dzien3/640_IMG_9538_ZjazdNadJezioremWizajny_zm.JPG

dzien 3

 

2013-05-03 majówka, dzień 4

2013-05-03 majówka, dzień 4

W nocy zrobiło się przeraźliwie zimno. Zaczął wiać wiatr i popadywać deszcz. Tak też wyglądał poranek. Sylwia odmawia wspólnej wycieczki i po śniadaniu wraca się grzać do namiotu. Biorę ze sobą ciuchy przeciwdeszczowe i wyruszam na samotne zwiedzanie okolicy.

Początkowo postanawiam pojeździć po okolicy. Ponownie staję na skrzyżowaniu w Bachanowie. Postanawiam przyjrzeć się z bliska jak wygląda przełom Czarnej Hańczy. Wkrótce natrafiam na tablice informujące mnie, że jestem na terenie prywatnym i mam się udać do jakiejś chałupy by zapłacić za możliwość zwiedzania. Kolejny raz poczułem się jak niechciany intruz, tudzież że ktoś znowu próbuje wyciągnąć mi pieniądze z kieszeni. Owszem, mógłbym po prostu zignorować ustawione przy drodze tablice i pojechać dalej, ale coś we mnie zazgrzytało. Pomyślałem sobie, że póki co za chodzenie po szlakach turystycznych w Polsce nikt nie chciał ode mnie pieniędzy i będę się starał, by ta sytuacja się nie zmieniła. Nikt nie wyjaśnia, czemu w ogóle chce ode mnie pieniędzy. Po prostu ustawiono takie tabliczki tyle. Zawracam, zawracam zniesmaczony całą sytuacją. Trudno, nie zobaczę przełomu Hańczy. Wybieram asfaltową drogę prowadzącą do Głazowiska Bachanowo. Oprócz mnie głazowisko ogląda jakaś liczna grupa, która przyjechała na miejsce autobusem. Siąpi deszcz. Fotografuję tablicę informacyjną, oglądam kolejne głazy. Wracam na drogę. Postanawiam dojechać do Dyrekcji Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Ponieważ rozpadało się na dobre, siadam na ganku przed jednym z budynków i niespiesznie spożywam swoje zapasy. Pomimo deszczu jakaś pora uparcie coś łowi z pobliskich strumieni. Domyślam się, że są to badacze ichtiofauny, czy jakoś tak. Oni dziwią się mi, że siedzę bez ruchu, ja im, że pomimo deszczu brodzą w zimnej wodzie.

W końcu przestaje padać. Jadę dalej do Szurpił, gdzie odbijam w kierunku Góry Zamkowej. Podjazd był dość wymagający kondycyjnie. Szlak wiedzie po prostu przez łąki, starannie podzielone palikami pomiędzy właścicieli. Sama Góra Zamkowa mnie nieco rozczarowuje. Nic tu nie ma. Ze względu na panującą aurę widoki też nie zachwycają. Dzwoni Sylwia prosząc o odwiedzenie sklepu. Rezygnuję z dalszej eksploracji. Wracam do Bachanowa, gdzie robię większe zakupy. Wieczór przeznaczamy na radosną konsumpcję oraz rozmowy z właścicielem agrorancza. Prognoza mówi, że pogoda powinna się wyraźnie poprawić.

Właściciel agrorancza sporą część życia mieszkał w niezbyt odległych Suwałkach nie zdając sobie sprawy, jak bardzo pofałdowany i piękny jednocześnie jest teren 15-20 km na północ od miasta. W pewnym momencie swojego życia zdecydował się z niego wyprowadzić. Kupił kawałek pięknie położonej ziemi wraz z siedliskiem, które z czasem znacznie rozbudował. Dzisiaj można tu przyjechać nawet zimą. Prawie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Infrastruktura jest przygotowana zarówno dla osób korzystających z namiotu jak i dla bardziej wymagających turystów są ogrzewane pokoje. Specjalności agrorancza to konie wierzchowe oraz znakomita domowa kuchnia. Szczerze to miejsce polecam.

images/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9546_TabInf_RezerwatBachanowo_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9547_WyplawekAlpejski_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9550_GlowaczBialopletwy_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9553_WdrodzeGoraZamkowa_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9560_Krajobraz_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9572_NadSzeszupa_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9593_WidokZgoryZakowej_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9596_WidokZgoryZamkowej_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9602_WidokZgoryZamkowej_zm.JPGimages/stories/20130503_Majowka_Dzien4/640_IMG_9605_WidokZgoryZamkowej_zm.JPG

dzien 4

 

2013-05-04 majówka, dzień 5

2013-05-04 majówka, dzień 5

Postanawiamy wrócić do Bakałarzewa, tam przenocować i następnego dnia rano rozpocząć powrót do domu.

Przed opuszczeniem gościnnego agrorancza postanawiam pierwszy raz w życiu dosiąść konia. Do tej pory jakoś nigdy nie było ku temu okazji. Takie czasy: nie muszę już umieć strzelać, zanikła też wydawałoby się podstawowa umiejętność, jaką jest jazda wierzchem. Nie mówię już nawet o oprawianiu zwierzyny. Strach pomyśleć, czego jeszcze nie będzie potrafiło kolejne męskie pokolenie. Wierzchowiec na szczęście cierpliwie zniósł moje jestestwo.

Jednak wolę rower, chociaż jazda konna to niewątpliwie ciekawe doświadczenie. W drodze powrotnej ponownie odwiedzamy ruiny dawnych umocnień. W pewnym momencie, gdzieś pomiędzy jednym bunkrem a drugim, napotykamy na pozostałości po kirkucie, czyli cmentarzu żydowskim. To już tylko resztki, zamienione na łąkę. Nagrobki już wkrótce zakryje bujna trawa. Swoją drogą to dziwne, że cmentarz nawet w takiej postaci dotrwał do naszych czasów.

W drodze powrotnej prawie się nie zatrzymujemy. Czerpię autentyczną przyjemność z samej jazdy. Wystarczyło zaledwie te kilka dni, bym porządnie się 'rozjeździł', czyli osiągnął stan, w którym mogę pokonywać nawet setki kilometrów bez specjalnego zmęczenia. Przepiękna okolica, dobre drogi. Czego chcieć więcej? Tym bardziej żałuję, że mój pobyt na tych ziemiach został skrócony przez obowiązki zawodowe.

Na miejsce docieramy o rozsądnej porze. Okazuje się, że zabudowania są pełne gości, którzy ściągnęli nad Rospudę na weekend.

Następnego dnia wstajemy jak zwykle około 7.00. Pakujemy nasz dobytek do samochodu, płacimy za miejsce postoju samochodu i ruszamy w drogę powrotną do Gdańska.

Moje osobiste odczucie względem kierowców z Mazur i Warmii jest takie, że być może nawet potrafią za kierownicą więcej, ale nie sprzyja to bezpieczeństwu. Kilkakrotnie byłem wyprzedzany na podwójnej ciągłej, pod górę, czy na zakręcie. No nic, taki kraj, pomyślałem. Inny, na pewno inny, pomyślałem znowu mijając żeremie w Rynie, w centrum miasta, na miejskim stawie.

images/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9640_WidokNaWodzilki_zm.JPGimages/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9657_NaBunkrze_zm.JPGimages/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9671_CmentarzZydowski_zm.JPGimages/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9674_CmentarzZydowski_zm.JPGimages/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9678_CmentarzZydowski_zm.JPGimages/stories/20130504_Majowka_Dzien5/640_IMG_9684_CmentarzZydowski_zm.JPG

dzien 5

 

Uwagi

Uwagi

Mapa: Suwalszczyzna, mapa turystyczna, 1 : 85 000 ExpressMap Spolska Sp. z o.o., www-e-map.pl, ISBN 978-83-7546-270-8; 12,90 pln. Mapa występuje też w postaci laminowanej. Niestety nie udało mi się jej kupić w takiej formie. Mimo tego mapa sprawdziła się doskonale.

Koszty:

- przygotowanie samochodu do jazdy: 335 pln (olej, filtry, klimatyzacja itp.),
- paliwo: 480 pln (w obie strony),
- jedzenie około 250 pln (dwie osoby),
- noclegi i inne opłaty: 60 pln.

Fantastyczny rejon Polski, idealny na przejażdżki na rowerze górskim. Zaskakujące, jak bardzo pofałdowane, czy też strome tereny mamy w północno-wschodniej Polsce. Ze względu na nieplanowane obowiązku służbowe wyjazd uległ dramatycznemu skróceniu. W związku z tym nie udało się nam odwiedzić Litwy. Początkowo zakładaliśmy przynajmniej jeden nocleg gdzieś u naszych litewskich sąsiadów.

Podobno Suwalszczyzna ma dwa oblicza: zachodnie, bardzo pofałdowane, z szybko toczącymi wodę strumieniami i głębokimi jeziorami oraz wschodnie, z dużymi, rozległymi jeziorami i płaskimi terenami wokół Sejn. Zupełnie nieświadomie przyszło nam oglądać to chyba ciekawsze oblicze Suwalszczyzny. Te kilka dni, które tu spędziłem, nie pozwoliły mi w pełni poczuć, na czym polega specyfika tej ziemi. Za rzadko przyszło nam rozmawiać z mieszkańcami. Chciałoby się dokładniej poznać te ziemie, przejechać je wszerz i wzdłuż. Mogę potwierdzić, że opowieści o dużych różnicach poziomów są jak najbardziej prawdziwe. Wydaje się, że te tereny mają przed sobą spory potencjał turystyczny, chociaż jest tu podobno wyraźnie zimniej, niż w innych rejonach Polski, a sezon wegetacyjny jest wyjątkowo krótki.

Na pewno te tereny będą mi się też kojarzyć z chciwością co niektórych mieszkańców oczekujących niemal za wszystko sowitej zapłaty. Pozostaje wierzyć, że były to tylko wyjątki i zwyczajnie źle trafiałem.

A tuż obok Suwalszczyzny, po sąsiedzku, ciągnie się Puszcza Romincka i dalej Mazury. Chciałoby się, chciałoby wyruszyć na dłuższą włóczęgę wzdłuż północnej i wschodniej granicy Polski. Póki co dane mi było zobaczyć Wiżajny i posmakować tamtejszego chleba, co poczytam sobie za dużą przyjemność.

Dodaj komentarz