Spanie w namiocie po osiągnięciu pewnego wieku zaczyna być wyzwaniem: może być twardo, bywa zimno, a czasem także mokro, nie jest zbyt wygodnie. W zamian dostajemy to, co zwykle: nieskrępowaną bliskość otoczenia, od którego jesteśmy oddzieleni tylko cienką tkaniną namiotu, możliwość spania w miejscu, które sami sobie wybierzemy.

Mając już upatrzony namiot stanąłem przed wyborem zestawu umożliwiającego w miarę wygodny i spokojny sen:

  1. śpiwora,
  2. czegoś pod śpiwór,
  3. czegoś pod głowę.

Zapraszam do lektury!

Śpiwór.

Wszystkie śpiwory, z których korzystałem do tej pory, miały pewne wady. Z tego względu postanowiłem kupić śpiwór nowy, a może nawet nowoczesny, cokolwiek miałoby to znaczyć. Przede wszystkim chciałem, by mój śpiwór był ciepły. W przeszłości użytkowałem śpiwory, które niby były ciepłe, bo zgodnie z etykietami naniesionymi przez producenta zapewniały komfort do temperatury +5 °C. Wielokrotnie okazywało się, że dla mnie to za mało. Dlatego postanowiłem pójść tym razem 'w minus'. Drugim wymaganiem, które postawiłem przed przyszłym śpiworem to kształt mumii. W przeszłości nie miałem nigdy takiego śpiwora i z pewną zazdrością obserwowałem znajomych szczelnie zanużających się w puchowym cieple, zostawiając sobie tylko niewielki otwór na potrzeby oddychania. Pozostałe wymagania są dość oczywiste: niska masa i możliwie mała objętość. Po przejrzeniu kilku forów internetowych okazało się, że istnieje wręcz zatrzęsienie firm i modeli śpiworów, a opinie użytkowników są jak zwykle obciążone sporą dawką subiektywizmu. Po opinię postanowiłem udać się do dużego sklepu turystycznego. Miałem już upatrzony model, ale sprzedawca szybko mnie uświadomił, że jest on drogi i trudno dostępny. Dowiedziałem się o polskiej marce Cumulus, poczytałem nieco opinii i zdecydowałem się na konkretny model, czyli Mysterious Traveller 700.

Musiałem na niego poczekać nieco ponad tydzień. W pierwszej chwili dużą niespodzianką była dla mnie objętość śpiwora. Wraz z samym śpiworem dostajemy bowiem dwa worki: worek podróżny, w którym śpiwór jest przechowywany przez stosunkowo krótki czas, podczas podróży oraz worek do przechowywania śpiwora, o znacznie większej objętości. W czasie, gdy śpiwór jest przechowywany, powinien mieć on możliwość rozprężenia się, stąd duży worek. Śpiwór zachowuje się trochę jak gąbka, z tą różnicą, że zamiast chłonąć wodę, chłonie powietrze. Wygląda to tak, jakby śpiwór sam się pompował. Wystarczy go wcisnąć ręką w dowolnym miejscu, by po krótkiej chwili odzyskał swój kształt. Jest to pewnego rodzaju wyzwaniem podczas jego pakowania.

images/stories/20130525_SpiworMaterac/640_IMG_7791_MasaSpiworu_v1.JPG

Producent na stronie www podał, że masa śpiwora to 1080 g. Moja domowa waga, do której mam spore zaufanie, pokazała około 100 g więcej. Uzyskana po spakowaniu do worka podróżnego objętość też raczej nie zachwyciła.

 

 

images/stories/20130525_SpiworMaterac/640_IMG_7792_ObjetoscPoZlozeniu_v1.JPG

Obrazowe porównanie objętości śpiwora po złożeniu.

Oprócz zwykłych worków służących do przechowywania śpiworów w czasie podróży są jeszcze tzw. worki kompresyjne. Jest to worek otoczony z zewnątrz zestawem pasków. Początkowo upychamy śpiwór w worku, a następnie za pomocą pasków i połączonych z nimi klamer mamy możliwość dalszego ścieśnienia śpiwora. Za radą sprzedawcy postanowiłem darować sobie takie rozwiązanie. Worek kompresyjny to dodatkowa masa pasków i klamer, a zysk, czyli osiągnięta redukcja objętości podobno nie przekracza 10%.

 

images/stories/20130525_SpiworMaterac/640_IMG_9730_Worek.JPG
Worek do przechowywania śpiwora. Przybliżone parametry walca: wysokość: 55 cm, średnica podstawy: 28 cm.

Wrażenia eksploatacyjne.

Wreszcie jest ciepło! Mogę wreszcie spać w zasadzie bez niczego i nie zmarznąć. Cel został więc osiągnięty. Nawet gdy temperatura spadała do zera stopni mi nadal było ciepło. Mam nieco zastrzeżeń do tego, jak śpiwór radzi sobie z wiatrem. W zasadzie ta uwaga nie powinna być zaskoczeniem.

Rozkładanie śpiwora, czyli wyjmowanie go z worka podróżnego, to kwestia sekund. Proces odwrotny, czyli pakowanie, to specyficzne ćwiczenie fizyczne. Wymaga wprawy, zwinności, cierpliwości. Początkowo w ogóle nie mogłem uwierzyć, że śpiwór da się zmieścić do tak małego worka. Ale dzięki sile wyobraźni wspomaganej mięśniami opanowałem tę sztukę. Ciekawi mnie, czy z takim zadaniem poradziłaby sobie kobieta.

Po powrocie z podróży producent zaleca rozwieszenie śpiwora w swobodnej pozycji i jego przewietrzenie. Stosuję się do tego zalecenia. Śpiwory w ogólności mają tendencję do przejmowania zapachów ciała ludzkiego, czytaj: zaczynają po pewnym czasie śmierdzieć. W czasie wypraw w części świata, gdzie ciepła woda nie pojawia się co wieczór przed snem po przekręceniu zaworu w ścianie, umyte ciało przed snem staje się wyzwaniem. Zresztą, chcąc nie chcąc, śpiąc w ciepłym śpiworze też się pocimy, a na to tylko czekają miliardy bakterii wydzielających nieprzyjemne wonie. Tak więc co jakiś czas śpiwór prać trzeba. Dodatkowym czynnikiem wymuszającym czynność prania jest sam puch, który w pewnym stopniu pobiera z otoczenia wilgoć, przez co się zbija. Śpiwór traci na objętości, a przez spada też jego izolacyjność. Mój śpiwór już po dwóch parodniowych wyprawach dawał się bez problemu zmieścić w worku podróżnym, co zapaliło mi w głowie stosowną żaróweczkę.

Prawie wszędzie można przeczytać, że pranie śpiworów puchowych to wyzwanie, należy to robić jak najrzadziej itp. itd. Jak dla mnie jest to główna wada śpiworów puchowych, ale... nie jest tak źle. Śpiwór puchowy można wyprać w domu bez widocznej utraty jakości. Od razu wyjaśniam, że mam tylko pralkę (bez funkcji suszenia) i nie korzystałem z wyspecjalizowanych pralni. Przede wszystkim musiałem sobie odpowiedzieć na pytanie 'czym prać'. Na forach polecano pranie w wannie i szarym mydle. Już sama definicja szarego mydła osobom nieobeznanym z chemią może sprawić nieco trudności. Polecam definicję znalezioną na polskiej Wikipedii. Znalezienie mydła potasowego (a nie sodowego) okazało się dosyć trudne, a ponadto cena takiego mydła jest porównywalna z ceną środka specjalnie przeznaczonego do prania puchu firmy Granger's. No to siup. Rozpiąłem zamek śpiwora, roztrzepałem puch i wsadziłem śpiwór do pralki. Wlałem półtora nakrętki wspomnianego środka i nastawiłem pranie ręczne. Nie mogłem wyłączyć wirowania, ale było to wirowanie z minimalną prędkością. Po wypraniu powiesiłem śpiwór na werandzie (zabudowanym balkonie). Pranie wypadło wieczorem, a kolejny dzień był bardzo słoneczny, co skutkuje nagrzewaniem się powietrza na werandzie do ponad 50 °C. Przed wyjściem do pracy starannie roztrzepałem puch. To samo zrobiłem po powrocie z pracy. Kolejna dobra również była dosyć słoneczna. Śpiwór wysechł już po dwóch dobach.

Zacząłem się zastanawiać, czy do śpiwora nie dokupić stosownej wkładki. W zależności od tego, z jakiego materiału jest ona wykonana, może ona albo podnosić komfort termiczny naszego ciała (bawełna), albo pełnić rolę higieniczną, oddzielając nasze ciało od bezpośredniego kontaktu z materiałem śpiwora (jedwab), albo obie role jednocześnie. Ceny takich wkładek wahają się od 100 pln do blisko 300 pln (2013). Warto przynajmniej wiedzieć, że taka możliwość istnieje. Ja obecnie rozważam zakup drugiego śpiwora 'letniego' wykonanego z materiałów syntetycznych.

 

Coś pod śpiwór.

Wybór jest całkiem spory. Zaczynając od różnego rodzaju mat po dmuchane materace. W swojej karierze turysty przez lata wykorzystywałem tzw. karimaty i... zniechęciłem się. Wprawdzie zawsze były bardzo lekkie, ale za to komfort spania na czymś takim był delikatnie mówiąc niewielki. Wszystko jedno, czy była to tylko gąbka, czy gąbka powleczona warstwą aluminium, było mi zwyczajnie zimno. Do tego jeszcze aluminium po pewnym czasie lubiło się odlepić. Karimaty nijak nie dawały się skompresować, a do tego zdarzało im się chłonąć wodę. Nie, dziękuję. Kolejnym rozwiązaniem, które mogłem kiedyś przetestować, był materac dmuchany. Duża objętość, duża masa i do tego niekończące się problemy z pompowaniem: a to zawory do siebie nie pasują, a to zawór przepuszcza, a to pompka się przedziurawiła. Poza tym bywało, że napompowanie jednego materaca to 15 min., a inni czekają... Owszem, przez lata udało się inżynierom niektóre z problemów przezwyciężyć, np. powstały pompki, które pompują przy obu ruchach tłoka: kompresującym i wyciągającym. Są też pompki elektryczne. Generalnie jednak takie duże, ciężkie materace nadają się co najwyżej na spływ kajakowy. Na koniec wspomnę, że gdy już materac został wreszcie napompowany, nie ma dziury, trzyma powietrze, to po położeniu się na nim i wykonaniu nawet niewielkiego ruchu wydaje dźwięki kojarzące się dosyć jednoznacznie. Wyposażony w taki bagaż doświadczeń udałem się po poradę do dużego sklepu turystycznego. A tu oświecenie, czyli materace Therm-a-rest.

Pomysł jest banalnie prosty: lekki materac. Z jednej strony komfort, bo spanie na poduszce powietrznej, dobrze izolującej i do tego niwelującej ewentualne nierówności podłoża, z drugiej niewielka masa i możliwość złożenia materaca do rozsądnych rozmiarów. Dowiedziałem się jeszcze o tzw. materacach samopompujących. Polega to na tym, że rozkładamy materac, odkręcamy zawór i czekamy, aż materac sam napełni się powietrzem. Jego wnętrze tworzy strukturę zbliżoną do gąbki, która w pewnym stopniu sama napełnia się powietrzem. Celowo napisałem 'w pewnym stopniu', bo nie należy oczekiwać zbyt wiele. Ja mimo wszystko po kilku chwilach jednak dopompowuję materac paszczą, czyli dodmuchuję go. Zawór stosowany w takich materacach jest dwukierunkowy, więc po osiągnięciu pewnego ciśnienia granicznego równoważnego wydolności moich płuc zakręcam zawór. Nie jest on nigdy twardy, ale osiągnięty stopień napompowania wystarczy do tego, by wygodnie spać.

Wybór materaców Therm-a-rest jest całkiem spory. Przyznam, że długo walczyłem z pokusą zakupu modelu NeoAir. Po tym, jak zobaczyłem w sklepie jak niewielką zajmuje objętość po spakowaniu opadła mi szczęka. W tym roku pojawił się model NeoAir XTherm, ważący 570 g (w wersji large), ale za to z izolacyjnością 5,7. Ostatecznie wybrałem model ProLite Plus w wersji Large ważący zdaniem producenta 805 g, przy izolacyjności 3,8 za który zapłaciłem 579 pln. Gdybym miał kupić materac raz jeszcze, nie zastanawiałbym się ani chwili i wybrał wspomniany model NeoAir XTherm.

images/stories/20130525_SpiworMaterac/640_IMG_7793_MateracPoZlozeniu_v1.JPG
 

Pomiar masy za pomocą tej samej wagi kuchennej wykazał masę nieco ponad 900 g. Objętość po złożeniu: walec o wysokości około 35 cm i średnicy podstawy 16,5 cm.

 

images/stories/20130525_SpiworMaterac/640_IMG_7796_ObjetoscMateraca_v1.JPG
Objętość materaca po złożeniu, obrazowo porównana z butelką złotego napoju.

Wrażenia eksploatacyjne.

Materac zajmuje niemal tyle samo miejsca, co śpiwór. Waży również niemal tyle samo, co śpiwór. Więcej, niż zadeklarował producent. Składanie nastręcza znowu sporo problemów. Worek, który został dostarczony wraz z materacem w zasadzie w ogóle nie ma luzu i trzeba się nieźle natrudzić, by zmieścić jedno w drugim. Początkowo oceniałem tę cechę jako wadę, ale to jednak zaleta. Im ciaśniej da się coś spakować, tym mniejszą przecież będzie zajmowało objętość. Materac bardzo szybko się pobrudził, czyli stracił barwę, którą miał w chwili rozpakowania. Ogólnie chętnie chłonie barwy otoczenia ;-) Jest też dosyć śliski, ale to może być subiektywne wrażenie spowodowane śliskością podłogi namiotu. To koniec jego wad. Poza tym ma same zalety. Wreszcie mogłem się wyspać. Nawet jeżeli pod podłogą namiotu trafiła się jakaś nierówność, np. szyszka lub korzeń, to materac nie daje mi ich odczuć. Czuję, że pomiędzy ziemią a ciałem mam coś, co wyraźnie izoluje. Mi to wystarczy.

 

Coś pod głowę.

W pewnym momencie swojego życia zdałem sobie sprawę, że spanie bez poduszki już mi nie smakuje. Muszę po prostu mieć coś pod głową, coś miękkiego. Nawet w namiocie. Branża turystyczna znowu wyczuła temat i do dyspozycji dostałem kilka różnych rozwiązań: 'pełne' poduszki dmuchane, dmuchane tzw. dmuchawki oraz tzw. poszewki.

Znam ludzi, którzy twardo podróżują z nieodłącznym 'jaśkiem'. Ja wypróbowałem organoleptycznie wszystkie z wymienionych rozwiązań: 'pełna' poduszka dmuchana, dmuchany zagłówek. Niestety, to nie to. Głowa mi spadała, ślizgała się, czy coś. W końcu stanęło na tym, że podróżuję z niewielką poszewką turystyczną (Trekker Pilow Case) do której wpycham, co uznam za stosowne, w myśl zasady 'jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz'. Prawdę mówiąc zakup poszewki to pewnego rodzaju ekstrawagancja podyktowana faktem, że nie miałem w domu tak niedużej poszewki.

Wrażenia eksploatacyjne.

+65 g do spokojnego snu.

Dodaj komentarz