W trakcie pracy wyszedłem na chwilę na zewnątrz biura. Przenikające zimno listopada, przelotny śnieg z deszczem. I nagle słyszę znajomy dźwięk trąbek rowerowych, takich metalowych, z gumową gruszką do tłoczenia powietrza. Natychmiast zadzieram głowę do góry. Są, cały klucz, może nawet trzydziestu sztuk wielkich białych ptaków. To łabędzie krzykliwe, znak, że nadchodzi zima. 
Widywałem je już nie raz, najczęściej w locie. Jeżeli w locie, to późną jesienią, tak jak dzisiaj. Przeleciały na stosunkowo niskim pułapie, trąbiąc na swój niepowtarzalny sposób. Są nieco mniejsze od łabędzi niemych. Nie wiem, skąd przydomek 'krzykliwe'. Ja bym je raczej nazwał trąbiącymi. Na dziobie mają charakakterystyczą żółtą plamę, dzięki której łatwo zidentyfikować ten gatunek.
 
Dwa lata temu, podczas najcięższej zimy, jaką przyszło mi przeżyć, spotkałem spore skupisko łabędzi krzykliwych w niezamarzniętym oczku na zatoce puckiej. Otoczone ze wszystkich stron lodem pływały w kółko na północ od Rewy. Jak okiem sięgnąć lód. Rozglądałem się za drapieżnikami. Po chwili dostrzegłem dwa bieliki majestatycznie zbliżające się na sporej wysokości do ujścia Redy...
 
Być może powtórzy się ciężka zima. Póki co pierwsze zwiastuny właśnie przeleciały mi nad głową... 
Dodaj komentarz