W tym roku udało mi się osobiście spotkać Wiosnę. Na polach leżały jeszcze resztki śniegu. Po niebie przewalały się czarne chmury, z których co chwilę padał deszcz lub deszcz ze śniegiem. Aż się nie chciało wychodzić z domu...
640 img 8565 tecza02
Spotkałem Wiosnę...
 
Wyruszyliśmy w kierunku lasu znaną nam dobrze drogą. Rano pięknie świeciło słońce, ale mimo to założyliśmy obaj najcięższe zimowe ciuchy. Zimowe buty, nieprzemakalne kurtki, rękawiczki, czapki. Warstwy na warstwy. Łukasz ubrał nieprzemakalne spodnie. Ja swoich zapomniałem wziąć z domu.
 
Tym razem nie wzięliśmy psa. Trochę przez pośpiech, trochę przez wzgląd na pogodę, na którą żal go było wygonić. Ale my idziemy.
 
Błoto miejscami po kostki. Z drogi została jakaś taka maź rozlewająca się na pola. Głównie idziemy więc polami, tylko gdzieniegdzie wracając na drogę. Łukasz szuka śladów przymrozku, ja wypatruję skowronków i innych widomych znaków, że wiosna już tędy przechodziła. Ciągniemy noga za nogą, starając się jak najmniej utytłać.
 
W pewnym momencie lunęło. Na tyle mocno, że nawet kruki, które dotychczas kręciły się nad lasem, gdzieś zniknęły. Do tego jeszcze zaczęło wiać. Zatrzymałem się, by omówić zaistniałe okoliczności przyrody z Łukaszem. Zasugerowałem powrót do ciepłego domu. Fakt, obaj chcieliśmy zobaczyć, czy rzeka już się rozlała na okoliczne łąki. Ale w takim deszczu...
 
- Jak tak pada, to zaraz przestanie, zobaczysz. I wtedy zrobi się tęcza - powiedział Łukasz. 
 
Jakoś nie bardzo mi się widziała tęcza w takich warunkach. Za zimno na tęczę. Popatrzyłem na śnieg zalegający w bruzdach ziemi, poszukałem wzrokiem kresu czarnych chmur. Naciągnąłem na uszy czapkę i poszedłem przed siebie w kierunku zbliżającej się ściany lasu. Przynajmniej nie będzie tak wiało, gdy do niej dojdziemy.
 
Nagle przestało padać. Z prawej strony wyskoczył pod niebo skowronek. Błyskawicznie obejrzałem się za siebie i zobaczyłem przechodzącą akurat pobliskim polem Wiosnę. Akurat na kilka minut spuściła na pole swój kolorowy warkocz. W miejscu, gdzie dotknął ziemi, zajaśniało. Zamieniło się kolorami, świat się wyostrzył, zapiękniało. Tam, gdzie wiosna jeszcze nie doszła, widać mrok, mgłę, 'zgniły czas'. A przed nią Światło, kolory, czystość. Najwyraźniej skowronek poznał swoją panią i rozpoczął śpiew.
 
- Widzisz, widzisz, jest tęcza - oznajmił mi Łukasz.
 
Doszliśmy do krawędzi lasu. Łukasz zajął się poszukiwaniem 'kamieni bąbelkowych' w małym potoku odprowadzającym środkiem drogi nadmiar wody z topniejącego na polu śniegu. Próbuję wypatrzyć samca lerki śpiewającego gdzieś bardzo blisko. Po chwili jest już dwóch śpiewaków, obaj równie tajemniczy, bo niewidoczni. Skowronki śpiewają, czyli już wiosna.
 
images/stories/20080329_Tecza/640_img_8554_tecza01.jpgimages/stories/20080329_Tecza/640_img_8565_tecza02.jpg

 
Dodaj komentarz