Jeszcze ciągle są w Gdańsku enklawy, gdzie Przyroda ma szanse pokazać nam swoje piękno. Nie potrzeba jej wiele do szczęścia. Ot, nieco spokoju, brak płotów. Pomimo, że w koło żyją tysiące ludzi, pomimo że co weekend te tysiące ludzi przechadzają się przez środek tej enklawy, to jednak to tu żyje sowa uszata, wieczorami słychać derkanie derkacza, a w czasie przelotów zatrzymują się czajki.
Image
Fot. 1. Sowa uszata (Asio otus), podlot
 
 
Jednym z takich miejsc jest 'pas nieużytków' ciągnący się wzdłuż brzegu morskiego od ulicy Piastowskiej do ulicy Hallera. W lipcu 2005 sowa uszata z sukcesem wyprowadziła lęg aż 5 młodych. Już od 18 można było obserwować bezszelestny lot matki znoszącej młodym upolowane gryzonie. W lipcu młode były już wypierzone i na tyle dojarzałe, by wykonywać krótkie przeloty pomiędzy kępami krzaków. Zupełnie nie kryły swojej obecności, głośno oznajmiając co kilkanaście sekund swoją obecność.
 
Przeważnie siedziały pojedynczo, zajmując stosunkowo niewielki obszar. Co jakiś czas jednak się skupiały na jednym drzewie. Udało mi się uchwycić takie zgromadzenie. Łącznie na tym samym drzewie usiadły 4 podloty, ale gdy się zbliżyłem na tyle, by uzyskać ostre zdjęcie, jeden z nich odleciał.
Image
Fot. 2. Na co się tak patrzysz? Uszatki nie widziałeś?
Podloty wykazywały brak płochliwości. Obawiałem się, że stanie się to przyczyną ich zguby. Odwiedziłem trzykrotnie miejsce ich pobytu i za każdym razem był komplet rodzinnego składu. Mam nadzieję, że przynajmniej części z nich udało się przeżyć krytyczny pierwszy rok...
 
Siadywały nawet kilkanaście centymetrów nad ziemią, przeważnie w gęstwinie. Gdy się do nich zbliżałem, zdawały mi się uważnie przyglądać. Co jakiś czas obracały głowy badawczo omiatając okolicę lub strosząc swoje 'uszy'. 
Image
Fot. 3. Rodzina prawie w komplecie
Będę się musiał wybrać w tym roku na wieczorny spacer. Wydaje mi się, że wiem, które miejsce ich matka wybrała sobie na gniazdo... 
Dodaj komentarz