Podróże, hej podróże, te służbowe... Tym razem tak się złożyło, że przyszło mi wracać do 3m nocnym pociągiem z Wrocławia. Planowy odjazd pociągu ze stacji Wrocław Główny coś 23:40. Przerwa w podróży wyszła mi coś mniej więcej 5 godzin.

 
 

Wrocław piękny jest już od dworca. Dworce w naszym kraju to temat generalnie do narzekań, ale do Wrocławia mam słabość. Wliczając dworzec. Wpadam do holu i jest jak zwykle w dużych miastach: nieco bezdomnych, kilku pijaków. To oni tworzą swoisty klimat. Przynajmniej jest jasno i przestronnie. Zaczynam systematyczny przegląd oferty gastronomicznej. W zasadzie jest to co wszędzie, czyli szybka kawa z szybką kanapką za niebanalną cenę, markowe, czy raczej markowane udko kurczaka, firmowana znanym logo bułka z kotletem. Odbijam się w niektórych tylko szybach. Inne są zbyt brudne i raczej pochłaniają padające na nie światło.

 

W samym rogu dworca, tuż przy bocznym wyjściu z głównego holu, znajduję bar 'Regio Smak'. Nieśmiało zaglądam do środka. Tylko kilka stolików. Za ladą sympatycznie wyglądający facet. Skupiam uwagę na ofercie. 'Regio to regionalne danie'... Czyli wreszcie coś innego, coś lokalnego. Zachęca informacja o błyskawicznej obsłudze. W środku przyjemnie ciepło i jasno. Na każdym ze stolików kolorowa prasa. Skłonny do eksperymentu zamawiam regio z kiełbasą. Zgadzam się na sugerowany barszczyk.

 

Mówiąc w skrócie: rewelacja. Rzeczywiście: nie zdążyłem się obejrzeć, a przede mną już pachniało. Regio przypomina nieco placek wypełniony drobno posiekanym farszem. Danie jest bardzo sycące pomimo niewielkiej objętości.  W barszczyku wyczułem smak grzybów. Uczta za dziewięć złotych.

 

Rzadko mam okazję poczuć się gdzieś wyjątkowo, jak odkrywca miejsca, które stanie się kultowe. Znam kilka takich miejsc, gdzie lubię zajść tylko po to, by jeszcze raz się przekonać, że wciąż mają to 'coś'. Jakąś tajemnicę czasu zaklętą w niezmienionym rytmie kolejnych, dających się przewidzieć, niespiesznych czynności. Uśmiechu człowieka, który wypełnia swoje powołanie. Tym razem też się tak poczułem. Być może to miejsce dopiero czeka na swoją historię, na swoich stałych bywalców. Na podróżnych opowiadających o swoich podróżach, podróżnym pośpiechu, głodzie, chłodzie. Jakoś tak czuję przez skórę, że Zbyszek Cybulski lubiłby się tutaj zatrzymać, ściągnąć na chwilę okulary, przeczesać dłonią włosy i zamówić regio, by chwię później pobiec na któryś z peronów...

 

Idąc na całość zamówiłem jeszcze butelkę (szklaną!) litewskiego kwasu chlebowego. Podany na chłodno w szerokim kieliszku dopełnił me szczęście.

 

Jakoś nie wpadłem na to, by wyciągnąć aparat i uwiecznić tak miejsce, jak i autora tego smaku. Może będzie okazja, by już wkrótce nadrobić ten niewątpliwy brak. Po powrocie do domu szukałem informacji na temat niezwykłego baru 'regio' w internecie. Najwyraźniej jeszcze nie ma swojej strony.

 

Chciałoby się, żeby na innych dworcach, i nie tylko dworcach, zagościła cała sieć z czymś smacznym i oryginalnym za rozsądną cenę.

 

AKTUALIZACJA, 2009-09-08

Zdarzyło się, znowu odwiedziłem Wrocław, znowu byłem na dworcu. Niestety tym razem bar był zamknięty. Nie wiem, czemu. Oby nie oznaczało to, że zakończył działalność. A było tu tak ciepło, w wielu znaczeniach tego słowa...

images/stories/20090908_Tworkow/640_img_8472_RegioSmak.jpgimages/stories/20090908_Tworkow/640_img_8474_RegioSmak.jpg

Dodaj komentarz