W miejscu, w którym pracuję, spotykam studentów kierunków związanych z techniką. Celowo nie napisałem kierunków technicznych, by pod kategorię studentów, o których piszę, załapali się też studenci z uniwerku, chociażby z kierunku informatyka. W tym tygodniu pojawił się kolejny student - praktykant. Piąty rok, uśmiech na twarzy. Przejrzyste, krótkie CV z zabawnym błędem. Powoli kończy studia, zaczyna się rozglądać.
 
Prawdopodobnie dobrze się uczył, nawet polubił kierunek, który przyszło mu studiować, chociaż wyboru dokonywał jak to często bywa na ślepo, bo czego można się spodziewać po kierunku 'sterowanie obiektów przemysłowych' w odróżnieniu od kierunku 'interfejsy pomiarowe'? Wiadomo tylko który mniej więcej u którego profesora przyjdzie pisać dyplom, lub jakie kto daje tematy magisterek.
 
Zastanawiają mnie szczególnie pilni studenci. Poświęcają piękne lata na wysiłki opanowania jakiś teoretycznych zagadnień. Czytają być może więcej, starają się zrozumieć, potworzyć w swoich głowach więzy między wykładanymi pojęciami. Zamiast chodzić na dyskoteki, obijać się tudzież cieszyć tak zwaną beztroską, robią to, czego ktoś być może się od nich oczekuje. Dobre oceny, dodatkowo jeszcze praca. Uczą się w weekendy i popołudniami. Świątek piątek nad książkami. Nadchodzi moment wyboru pracy magisterskiej. Niedawno kolejny raz byłem świadkiem rozmowy, która niezmiennie przebiega według tego samego schematu: 'Co by Pan chciał robić? Co Pana interesuje?'. W odpowiedzi: 'Nie wiem. Może bazy danych? Może coś, co ma jakiś praktyczny wymiar?'. Tyle, że te odpowiedzi nie są zdaniami twierdzącymi, tylko pytaniami, z których przeziera wątpliwość 'Quo vadis'.
 
Ciąg dalszy przebiega podobnie. Przypadkowy wybór, bo skąd niby wiadomo, co się wiąże z danym tematem pracy magisterskiej. Potem być może wzorowo przygotowana i bardzo dobrze obroniona praca magisterska. A dalej czarna dziura w postaci początku dorosłego życia. Znowu nie bardzo wiadomo, co dalej. Pół biedy, jeżeli dotychczasowy pracodawca wyraża zainteresowanie podpisaniem umowy o opracę. Wtedy łaskawie daje podwyżkę 10% i proza życia zaczyna dominować przez 5 dni w tygodniu zamiast dotychczasowych 2 do 3.
 
Młody człowiek nadal pozostaje małym chłopcem bez pomysłu na siebie. Bierze ot to, co przynosi dzień kolejny. Zamiast ludzi świadomych, gotowych by sprostać wyzwaniom, dostajemy konformistów. Może to i lepiej dla tego coraz bardziej poprawnego politycznie świata, ale jakoś tak mdło 'się robi'.  Hasło 'młodości, dodaj mi skrzydła' zajmują pragmatyczne obliczenia procentu składanego od kredytu hipotecznego.
Dodaj komentarz