Przystąpiłem do remontu piwnicy. Kamienica przedwojenna, śmieci z trzech pokoleń. Do tego nieco wilgoci. Jednym słowem pełen rozkład. Wciórności! Przystąpiłem do działań w stosownym uniformie, rękawicach i determinacją. O ile wywalenie tzw. rzeczy luzem było dosyć proste, usunięcia starej drewnianej wanny i pieca kaflowego wymagało przygotowań. Piec okazał się być w fatalnym stanie technicznym. Nawet nie musiałem używać młotka. Rozłożyłem go rękami. Na środku pomieszczenia zebrała się spora góra odpadów. No i co z tym zrobić? Tak po prostu do śmietnika? Nie wolno, to raz. Co prawda słowiański nasz naród często gęsto niewiele sobie z tego robi i pracowicie, raz w tygodniu, 'rozcieńczając' do objętości reklamówki zwykł dorzucać do różnych zbiorczych pojemników. To i tak pół biedy. Cała bieda, gdy uruchamia stareńkie, pukane swe auto i wyrusza ze śmieciem wszelakim w kierunku lasu lub innych odludzi, z zamiarem wyrzucenia.

 

A przecież można inaczej. Na przykład każdy mieszkaniec gdańska może wyrzucić prawie za darmo odpady na wysypisku komunalnym w Szadółkach, o ile nie jest to masa większa niż bodajże 400 kg rocznie. A gdy jest większa? Bierzemy ze sobą zameldowanego w tej samej gminie kumpla, względnie niestroniącą od przykrych zapachów w imię ekologii koleżankę. Dzięki temu zabiegowi ilość wywiezionych za darmo śmieci rośnie o kolejne 400 kg. Dojazd prosty. Na miejscu waga sprawdzająca masę pojazdu wraz ze śmieciem. Panienka z okienka zadaje pytania dotyczące natury odpadu i kieruje w stosowne miejsce. Jeżeli nie mamy tego więcej niż naczepę, to warto udać się do wielkich kontenerów, a nie na hałdy śmieci. Wyrzucamy, co tam mieliśmy, segregując odpad zgodnie z czytelnymi etykietami umieszczonymi przy rampach. Ciskamy, łamiemy wyrzucamy. W drodze powrotnej ponowne ważenie. Dostajemy kartkę A4 z autografem niewiasty. Kosztowało mnie to 0,96 pln + VAT, co dało złoty i groszy cztery. Czysta piwnica i zasadniczo poczucie, że można.

Dodaj komentarz