Była swego czasu w świecie rozwiniętym tendencja, by stawiać robota wszędzie tam, gdzie tylko się dało nim zastąpić człowieka. Bo robot nie męczy się, nie robi sobie przerw na papierosa. Ponadto jest powtarzalny, nie myli się. Co prawda kosztuje oszałamiające sumy, ale w dłuższej perspektywie czasu i przy stabilnym profilu produkcji jednak się zwraca. A gdyby jednak profil produkcji się zmienił, można i robota przestawić. Szybko podniosły się jednak głosy, że takie podejście jest złe z punktu widzenia społeczeństwa. Traci tak jednostka, jak i cała zbiorowość, nie mówiąc o idei humanitaryzmu. Bo praca jest człowiekowi potrzebna, by czuł się potrzebny, poza tym nic przecież człowieka nie zastąpi. Od lewicy, do Kościoła, że źle. (Ziew całą paszczą).

 

 

Okazało się potem, że człowiek przy taśmie stać nie lubi za bardzo, a nic tak nie kosztuje, jak błędy poczynione na etapie produkcji. Wymyślono więc najpierw różne systemy testu końcowego produktu, już często bez udziału czkłowieka, które temu to człowiekowi wypominały a to za krótki spaw, a to źle zamknięte pudełko z produktem końcowym, a to krzywo naklejoną etykietę. Ale tego było mało. Krok następny, to sprawdzanie, czy aby na pewno człowiek ten stosuje się do wyuczonych procedur, produkuje dokładnie tak, jak założono. Czyli na przykład, czy bierze do ręki stosowny klucz i dokręca stosowną śrubę.

 

Pokazano nam taki oto obrazek. Linia produkcyjna w fabryce dajmy na to silników samochodowych. Przy taśmie atrakcyjnie z twarzy wyglądająca dziewczyna, bo całość trudno ocenić ze względu na granatowe ogrodniczki, takie same, niezależnie od płci i wyznania, wśród wszystkich pracowników. Wywija dziarsko jakimś wielgachnym kluczem. Na tym kluczu elektroniczny znacznik, który drogą radiową informuje zakład, w którym dziewczyna pracuje, o położeniu klucza w czasie i przestrzeni. Dzięki temu zakład wie, czy klucz w ogóle został podniesiony, ile razy, jaki przemierzył dystans. Z tak zwanego tyłu dziewczyna ma drugi znacznik, który informuje zakład, dzie jest sama dziewczyna. Czy jest przy tym stanowisku pracy, przy którym się jej zakład spodziewa, czy może jest w sąsiednim pomieszczeniu przy pisuarze i to tyłem (?!). Wreszcie nad piersią lewą dziewczyna miała trzeci czujnikoznacznik, który pozwalał tej samej dziewczynie na swobodny dostęp do niektórych pomieszczeń, do niektórych warunkowy, a do niektórych w ogóle jej wstępu bronił. Tym oto sposobem uzyskano możliwość sprawdzania nie tylko gdzie jest ta dziewczyna ale też ile razy machnęła kluczem, jak długo przebywa poza halą, gdzie przebywa. A precyzja owych znaczników jest niesamowita, pozwala stwierdzić już dzisiaj z dokładnością około 30 centymetrową gdzie jest taki znacznik w przestrzeni. Bo nakleić go można prawie na wszystkim.

 

Konkludując wywód, czy przypadkiem nie zastąpiliśmy samego korpusu robota korpusem człowieka? Obwieszamy człowieka masą czujników, znaczników, wszelakiej techniki po to, by człowiek jednak jak najbardziej upodobnił się do maszyny, czyli wykonywał pracę pewnie, powtarzalnie, bez przerw. Dokręcał śrubę, jednym słowem, od rana do wieczora. Co na to lewica, co powie Kościół? Praca czyni wolnym?

 

Dodaj komentarz