Jednym z podstawowych grzechów kapitalizmu jest zaniechanie zasady dzielenia się z innymi. Jeżeli miłujesz bliźniego swego jak siebie samego, to czy się z nim podzielisz?
 
Małe dzieci od piaskownicy zachęca się do dzielenia z innymi, do pożyczania, dawania za darmo. To samo przez kolejne etapy szkoły. Ci, którzy nie dzielą się z innymi ostatnim cukierkiem czy czekoladką (własność przedmiotowa), często są piętnowani, wykluczani ze społeczności. Ci, którzy nie dają odpisywać prac domowych lub nie dają ściągać (własność intelektualna), otrzymują przezwisko kujonów.
 
Pracując we współczesnej kapitalistycznej firmie zostajemy pozbawieni elementarnego prawa, jakim jest dzielenie się. Firma żyje ze sprzedaży naszych umiejętności, naszej wiedzy. Pracując w firmie, dla firmy, zostajemy pozbawiani własności intelektualnej. Rezygnujemy z części praw do naszych dokonań na rzecz firmy.
 
Idąc dalej, państwo solidarne zasadza się na zmuszaniu jednostki, czytaj obywatela, do dzielenia się z innymi jednostkami (obywatelami). Sposobem na dzielenie, podział, stały się podatki. A podatki to kolejne pojęcie abstrakcyjne. Dzielimy się zasobami,  ale nie dobrowolnie. Jest to raczej zabór mienia w imię wspólnej zasady nazywanej państwem. Czyli dzielimy się, bo musimy. Ponieważ wiemy, że płacimy podatki, z których finansowane są różne szczytne inicjatywy typu utrzymywanie służb państwa. A przy okazji nasze zasoby są wyrzuce w błoto. Podatnika traktuje się jak bezmózga, który nie jest w stanie samodzielnie zarządzać swoimi zasobami. Bo być może by się nie podzielił? Podatki przeznaczane są na często abstrakcyjne, trudne do ogarnięcia umysłem jednostki cele. Wybierane nie przez nas, nie na zasadzie demokratycznej. Wybierane przez anonimowych ludzi, anonimowych jak nasze pieniądze.
Zasada działania firmy kapitalistycznej zasadza się na wykorzystaniu i realizacji pomysłu, którego inni nie mają. Prowadzi to do ukrywania przed innymi wiedzy, informacji i umiejętności. Przenosi się to również na pracowników, na ludzi, na ich wzajemne relacje. Efektem jest powstanie kultury ukrywania.
 
Przykładowo kapitalizm zakłada ukrywanie płac pracowników. Z punktu widzenia firmy są one przecież stratą. Ukrywanie prowadzi do sprzeczności, która musi w końcu rodzić frustrację. Z jednej strony pracodawcy zależy na dobrej atmosferze w pracy, zaufaniu pomiędzy pracownikami. Z drugiej strony nie ujawnia on płac. Dlaczego? Może pracodawca ma coś do ukrycia? Boi się ujawnienia sposobu podziału? Pokazania niesprawiedliwości? Pokazania, że zyskuje na najsłabszych?
 
Kapitalizm zakłada ukrywanie niedociągnięć, błędów. Za nie przecież nikt nie zapłaci. Przez takie zasady bardzo rzadko opinia publiczna dowiaduje się o złym zarządzaniu w firmach, o przewałach zdarzających się w takich kapitalistycznych firmach, jak banki. Z zewnątrz wszystko opływa lukrem i stale dąży do doskonałości.
 
Kultura ukrywania przechodzi do języka potocznego. Załóżmy dla przykładu, że mamy dwie firmy. Małą firmę świadczącą długookresowe usługi dla innej dużej firmy. W interesie małej firmy jest przywiązanie do siebie dużej firmy. Przy tym mała firma stara się jawić światu, a przede wszystkim firmie, dla któej pracuje, jako nieomylna, cudowna, wspaniała. By osiągnąć te założenia przede wszystkim nie o wszystkim mówi, nie wszystko pokazuje. Czyli ukrywa.
 
Reklama pokazuje, uwypukla tylko niektóre informacje. Nie jest obiektywna. Ukrywa braki, niedociągnięcia. Reklama to wszak jedna z dźwigni kapitalizmu. 

Myślę, że to stąd bierze się wielka frustracja wielu ludzi starających się funkcjonować w świecie opartym na kapitalizmie, własności, pieniądzu. Zasada dzielenia się z innymi dobrami stoi w sprzeczności z zasadami kapitalizmu. Od małego jesteśmy wychowywani w imię zasad dzielenia się, by w świecie dorosłym dostrzec, że by zdobyć środki do życia, musimy tym zasadom zaprzeczyć.
 
W kapitalizmie praca nie służy rozwijaniu umiejętności, podnoszeniu kwalifikacji czy osiąganiu satysfakcji. Można te przymioty osiągnąć dodatkowo, ale nie one są celem. Celem jest osiąganie zysku. Dalszym celem, po osiągnięciu zysku, jest optymalizacja działań w celu powiększenia zysku.
W pracy spotykamy się z innymi pracownikami nie dlatego, że ich lubimy, że łączy nas z nimi wspólna wizja świata, chęć zrealizowania wspólnego dążenia. Raczej jest to chęć zysku, a może elementarna potrzeba zaspokajania potrzeb.

Kolejna cecha kultury kapitalizmu to rywalizacja. Przetrwają najsilniejsi. W skali firm tylko te, które będą w stanie ukryć najwięcej swoich niedociągnięć i najlepiej wyeksponować zalety. Te, które będą w stanie sprzedać pomysły. W skali pracownika oznacza to rezygnację z siebie na rzecz utożsamienia się z Firmą.
 
Bez sensu jest uczenie dzieci od podstawówki zasad pomagania słabszym, pomocy mniej rozwiniętym tylko po to, by w dorosłym świecie dowiedzieć się, że do dobrze płatnej pracy zostaną przyjęci nie Ci, którzy spędzali godziny jako wolontariusze i korepetytorzy, tylko najzdolniejsi. Ba, żeby chociaż najzdolniejsi. Niestety raczej Ci z najszerszymi łokciami. Bo promowany jest szybszy, skaczący dalej, większy. I nie po to, by mógł pomóc innym, tylko by móc zgromadzić więcej zasobów na rzecz Firmy oraz siebie. Tylko po co w takim razie ma się on z kimś dzielić?
 
Wybór należy do Was. Wybierzcie życie. Podzielmy się naszym światem.
Dodaj komentarz