Po co nam tabu tajemnicy wysokości zarobków? Czy nasza cywilizacja nie jest w stanie znieść takiego wyzwania, jakim będzie powszechna jawność? Nie dorośliśmy? Co dzieje się ze stosunkami między ludźmi a firmami, pracownikiem a jego przełożonym, pracownikiem a firmą, skoro opierają się one na tajnym porozumieniu? Dlaczego dajemy się tak izolować?

Dawno temu natknąłem się na felieton RMS, który rozpoczyna się opowieścią o dzieciach bawiących się w piaskownicy. Matki obserwują każdy ruch swoich dzieci. Dbają o to, by się wzajemnie nie krzywdziły, by umiały się dzielić zabawkami. Nie wiem, czy wszyscy mamy w pamięci takie obrazy z dzieciństwa, czy wczesnej młodości, kiedy każda czekolada, każdy worek chipsów, każda butelka napoju wędruje po szkolnym autokarze i każdy, kto chce, może spróbować. Kwitnie swobodna wymiana dóbr materialnych. Podobnie naturalnym wydaje się, że część z nas chce posłuchać muzyki, której słuchają inni. Pożyczaliśmy sobie komiksy, potem książki. W ten sposób mniej więcej rośliśmy wspólnie, mając dostęp mniej więcej do tych samych zasobów. Mogliśmy po raz pierwszy i ostatni poczuć wspólnotę.

Potem, pod koniec szkoły, ale przed studiami, ten czas zaczyna się kończyć. Nadchodzi czas dorosły.

Żyjemy w kręgu cywilizacji zachodniej. Co to znaczy? Dla mnie oznacza to cywilizację pełną pośpiechu, stresu. Nastawienie na cele, które muszą być wymierne, czyli mieć określoną wartość. Przy tym powinny być ambitne, mierzalne, do osiągnięcia koniecznie w założonym czasie, no i opłacalne. I rusza machina, która odbiera dążeniu do celu piękno, poszukiwaniom możliwość poznawania nas samych. Miejsce pozostaje na optymalizację, oszczędności, walkę o zasoby. Za cele płacimy straszliwą cenę, która jest niewymierna. Jest nią rezygnacja z sycenia się życiem, czyli czasem, naszym czasem, najsprawiedliwiej rozdzielonym dobrem.

Cele osiągamy rzadko. Nie mamy czasu na ich świętowanie. Przecież zaraz pojawiają się kolejne cele, kolejne ambicje, kolejne oceny opłacalności.

Wschód proponuje skupienie, poszukiwanie prawdy o losie każdego z nas w codzienności, w poszukiwaniach doskonałości każdego z nas z osobna. Powoli, wytrwale, z celem gdzieś na linii horyzontu, ale bez przymusu dążenia do niego według harmonogramów.

Cywilizacja zachodnia buduje wokół człowieka szereg barier. Znikają różnego rodzaju tabu religijne, zwyczajowe. Stajemy się wyzwoleni, wolni światopoglądowo. Tymczasem od tabu nie można uciec. Nierozerwalnie wiąże się z każdą kulturą, społeczeństwem. Niestety w przypadku cywilizacji zachodniej tym tabu stała się tajemnica informacji. Zaufanie staje się zjawiskiem bardzo rzadkim. Całą cywilizację budujemy na zasadzie ukrywania przed sobą nawzajem informacji. Najpierw posyłamy dzieci do szkoły. Nie chcę teraz opisywać, jak negatywny wpływ ma to na kreatywność, która kiedyś była najsilniejszą cechą naszej cywilizacji. Jak wiele szkód powoduje dzisiejsza edukacja. Bardziej chcę się skupić na obiektywnym działaniu walca edukacyjnego, który powoduje równanie światopoglądu, wtłaczanie tych samych przesłanek, tego samego, krytycznego sposobu patrzenia na świat. Oprócz krytycyzmu, który każe błyskawicznie wychwytywać każdy objaw inności i sprowadzać go do śmieszności, każe ukrywać nowe, obiektywnie przydatne informacje. Doszło do tego, że próbuje się nas uczyć, że ukrywanie informacji mamy w zwyczaju. Zapisane zwyczaje stanowią cechę rzeczywistości, którą nazywamy prawem. Mówię o prawie patentowym.

Prawo patentowe działa mniej więcej tak. Jeżeli wpadniesz na jakiś pomysł, staje się on twoją własnością. Możesz go ochronić. Przed kim? Przed innymi ludźmi. Tymi samymi, z którymi bawiłeś się w piaskownicy. Ochrona będzie polegała na tym, że jeżeli ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł, co ty, będziesz mógł go powstrzymać od czerpania korzyści z tego pomysłu. Będziesz mógł mu zakazać rozprzestrzeniania pomysłu. Czy można pozwolić na patentowanie genów? Przecież są one zastaną cechą świata ożywionego. A czy można pozwolić na patentowanie algorytmów? Przecież to tak, jakby opatentować matematykę, prawa fizyczne.

A jednak rozwój nauki nie spowodował przełomu. Niby zdobycze naukowe są powszechnie dostępne. A teraz proszę spróbować wydobyć jakąś istotną wiedzę z publikacji naukowych. Zdecydowana większość z nich jest płatna. Te naprawdę istotne są w posiadaniu firm, które celowo ukrywają informacje, by się wzbogacić. Motorem do rozwoju jest chciwość jednostek. Niekiedy ambicja. Chcieć, dla siebie. Zaspokoić swoje potrzeby. Rosnące zawsze szybciej, niż dostępne zasoby. W pojedynkę dzisiaj zdziałać można niewiele, tworzy się więc twory nazywane firmami, wymyśla strategie. Ale to gra stara jak świat. Niewiele się zmieniło.

Na czym polega kapitalizm? Dzisiaj przede wszystkim na niepełnym dostępie do informacji. Na ukrywaniu cen, kosztów, rozwiązań. Polega na ciągłym poszukiwaniu popytu, który następnie optymalnie jest zaspokajany przy wykorzystaniu dostępnych zasobów. I tych zasobów potrzeba coraz więcej i więcej.

Nie będzie końca. Nie ma żadnej odpowiedzi na naprawdę ważne pytania: jak żyć, po co żyjemy, jak wykorzystać nasz czas. W zamian jest konsumpcja, nowa podaż, nowy popyt. Kolejny cel.

 

Ale zejdźmy na poziom, który dotyczy nas wszystkich na co dzień. Przychodzi do podpisania umowy o pracę. Jest ona tym namacalnym tabu, które dotyczy każdego z nas.

Z jednej strony mówi się nam o potrzebie zaufania, lojalności, graniu w jednej drużynie, a z drugiej o konieczności zachowania poufności. Dotyczyć ma ona naszych zarobków, a często także zakazu dzielenia się informacją o działalności firmy z innymi firmami, czyli ludźmi z innych firm. I żegnaj radości z dzielenia się doświadczeniem, wiedzą. Często bywa tak, że mamy nie opowiadać, co się dzieje przez codzienne osiem godzin naszego życia.

Stajemy się anonimowi. Często staje się tak, że nasza praca zaczyna definiować to, kim jesteśmy. Nie możemy przy tym opowiedzieć, czym się zajmujemy, bo nasz świat codziennego wysiłku okrywa machina tajemnicy, poufności. Handlowej, czy jakiejś innej, zależnie od sytuacji.

Po co nam tabu tajemnicy wysokości zarobków? Czy nasza cywilizacja nie jest w stanie znieść takiego wyzwania, jakim będzie powszechna jawność? Nie dorośliśmy? Co dzieje się ze stosunkami między ludźmi a firmami, pracownikiem a jego przełożonym, pracownikiem a firmą, skoro opierają się one na tajnym porozumieniu? Dlaczego dajemy się tak izolować?

Skoro nie dzielimy się informacjami, tworzymy absurdalne pojęcia, nie mające prawnej ani logicznej racji bytu, jak „własność intelektualna”, to czy dane nam będzie zbudować świat oparty na równości, otwartości, zrozumieniu?

Nie wiem, czy takie przemyślenia motywowały RMS do założenia FSF (Free Software Foundation), ale idea wydaje się być wspólna. Coś wiesz, coś potrafisz, ma to jakiś sens, to się podziel. Podziel się swoim światem, skrawkiem myśli, dostrzeżonym obrazem. Przy okazji zastanów się, co wnosisz do tego świata. Czy dzięki tobie ten świat staje się lepszy? Co to znaczy? Czy masz czas, by przekazać coś od siebie? Komu przekazać? Kiedy? W jaki sposób?

W naszym społeczeństwie istnieje wielka potrzeba dzielenia się wiedzą, umiejętnościami. Newsgroupy, wikipedia, stowarzyszenia. Przykłady można oczywiście mnożyć. Czemu chodzimy do kina? Czemu wiele rzeczy robimy jednak wspólnie? Jednocześnie chyba coraz częściej zbiorowość nam przeszkadza. Może dlatego, że jest nijaka. Może czas dostrzec bezpowrotną ucieczkę czasu i całkowite zagubienie nas samych, skoro nie potrafimy wnieść nic do zbiorowości? Możesz to zmienić. Właśnie ty. Już dzisiaj.

 

Czy to możliwe, by zastąpić chciwość i pożądanie dzieleniem się z innymi?

 

Nie dzielimy się zasobami. Nie dzielimy się bezpośrednio z innymi. Konieczność dzielenia schowaliśmy za pojęciem państwa, które w sposób daleki od zasad humanizmu opodatkowuje nas wszystkich, często nierówno, by potem oddawać na trudnych do pojęcia zasadach. Także potrzebującym. Ale czy to jest to samo dzielenie, które zapamiętałem ze szkolnego autobusu?

Dodaj komentarz