Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

submitter 800px

"Polska język, trudna język", jak mówi porzekadło. Niemniej trudne okazuje się przejście z języka polskiego, na angielski... I nie pomaga stosowanie np. narzędzi wspomagających tłumaczenie, jak np. Google Translator.

Artykuł został przejrzany i odświeżony po ostatnich doświadczeniach własnych autora.

Zapraszam do lektury!

640 IMG 7952 KaluznicaCzarnozielona

Czasami mam pecha, czasami szczęście. Podczas wizyty w Poznaniu pod koniec września u moich stóp wylądował taki oto chrząszcz. Samodzielnie zidentyfikowałem go jako kałużnicę czarnozieloną (Hydrophilus piceus), chociaż pewny nie jestem, bo do rysopisu nie pasuje mi nieco jaśniejszy, żółtawy odcień na brzegach pancerza i środkowych odnóży.

Jadę ostatnio autem osobowym. Przede mną ciężarówka. Kolorowa, że aż wzrok przyciąga. Korzystnie kolorowa. Litery kolorowe. Piśmienny jestem, sylabizuję:

 

"Piekarnia (...)"

"Chleb o smaku chleba"

 

Dożyłem!

 

Nie myślałem, że kiedyś na tej stronie napiszę coś dobrego o Poczcie Polskiej. A jednak... coś drgnęło. W ofercie molocha pojawiła się nowa usługa o nazwie "e-przesyłka". Działa i to bardzo dobrze. Przesyłka nadana za pomocą tej usługi dociera do adresata w czasie krótszym niż 24 h. Przykłady: byłem odbiorcą (Trójmiasto), a przesyłkę nadano z Sycowa (Dolny Śląsk); byłem nadawcą (Trójmiasto), a przesyłka dotarła do Szczecinka (zachodniopomorskie). Co prawda usługa nie jest tak wygodna, jak paczkomaty Inpost, ale przy cenie 7 pln i takiej prędkości dostarczania przesyłek wracam na listę klientów wspomnianej firmy.

Planowanie to stan umysłu. W korporacjach stanowi element kultury. Tak jest też i w mojej. Planowanie wymaga wysiłku, przede wszystkim intelektualnego. Jest procesem, który raz rozpoczęty, powinien już trwać. Procesy trzeba monitorować, kontrolować, reagować... Powstaje więc pytanie: po co.

Przyszedł Kierownik i zarządził, że czas, by pracownicy zaczęli Planować (przez duże P) czas praktykantów (przez małe p). Po prostu, bo skoro czas pracowników (przez zwykłe p) jest planowany i już opanowaliśmy (?!) ten proces, to tak samo powinno się stać z czasem praktykantów. Niestety nie znane jest nam dobre narzędzie, które pozwoliłoby wygodnie, drogą elektroniczną nadzorować pracę praktykantów. Co wobec tego? Na szczęście mamy korporację, w której zarządza się 'miękko', a więc nienakazowo. Skoro nie mamy dobrego narzędzia, to... sami możemy go poszukać, sami zainstalować i dzięki temu zostanie osiągnięty cel: planowanie. Dzięki temu menedżerowie będą mogli powiedzieć, że wdrożyli proces wykorzystując inicjatywę samych pracowników. Chwała bohaterom.

Po co...

Bo planowanie podobno się sprawdza. W zamian za to powoduje utratę spontaniczności, zmniejsza elastyczność. Wymaga wysiłku i trudno jest cały ten proces uzasadnić komuś młodemu, kto przede wszystkim jeszcze coś chce.

Planowanie przekłada się najprościej mówiąc na konieczność konsekwentnego działania. Skoro zaplanowałeś, to teraz zrób. Na poziomie sterowania, czytaj: zarządzania wyraża się to w słowach - życzeniach. W chwili, gdy do słów dołącza termin 'planowanie' menedżerowie zaczynają używać słowa-archetypu: odpowiedzialności. Nie bardzo wiadomo, co ono oznacza i niechętnie się ten termin objaśnia przyjmując, że działa jak aksjomat. Najprościej mówiąc odpowiedzialność polega w tym kontekście na realizacji planu: powiedziałeś, że zrobisz, to teraz zrób.

Planowanie jest częścią rozpowszechnionej w korporacjach filozofii 'projektowej' w myśl której nie ma nic piękniejszego, niż realizacja projektu. Tym, co jeszcze nie bardzo w tym języku się wyznają wyjaśniam, że 'projektowanie' oznacza ni mniej, ni więcej, tylko robienie pewnych rzeczy kosztem innych. Tworzenie hierarchii zadań w taki sposób, by czynności związane z projektem były na pierwszym miejscu, a cała reszta zadań... gdzie indziej. Teoretycznie powinno to pozwolić na skupienie sił i środków na realizacji zakładanego celu. Kosztem innych działań.

Wszystko być może byłoby dobrze, gdyby nie konieczność realizacji różnych projektów w tym samym czasie, czyli życie samo.

Piątek po pracy. Swoim zwyczajem odwiedzam w drodze powrotnej z pracy 'spożywczak'. Mój wybór w takich okolicznościach pada na Lidla. Jakość za rozsądną cenę i jeszcze kartą można zapłacić. Ponadto widoczna przy kolejnej wizycie pewna kultura handlu. No właśnie...

Zapraszam do lektury!