Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

Kolejny program unijy, kapitał ludzki. Zapisy, długi proces rekrutacji. Wreszie telefon w środku tygodnia, że zostałem zakwalifikowany. Hm... Kryteriami był wiek i płeć. Preferowane były kobiety po 45 roku życia, względnie przedstawiciela obojga płci powyżej 45 roku życia. Od razu zaczęły się żarty, że Unia preferuje stare, chore (ślepe?), niepracujące kobiety, więc nie miałem szansy przedrzeć się przez parytet, będąc w miarę zdrowym samcem w nieodpowiednim do wsparcia ze strony czynników ogólnoeuropejskich wieku. Szkoda, że o przyjęciu do programu Akademia Realnych Kompetencji dowiedziałem się na 4 dni przed rozpoczęciem zajęć, co pokrzyżowało mi plany weekendowe i naraziło na stratę pewnej sumy pieniędzy. Nic to, pomyślałem. A był to dopiero początek niespodzianek.

 

Skończyłem studia podyplomowe pt. 'Sterowniki programowalne i systemy wizualizacji' prowadzone w weekendy na Akademii Morskiej  (AM) 2009 / 2010, czyli dwusemestralne. Skończyłem i bardzo sobie chwalę. Tematem były nie tylko same PLC, czyli, ang. Programmable Logic Controllers, programowalne sterowniki logiczne, ale także systemy wizualizacji oraz wymiana informacji pomiędzy sterownikami poprzez sieci.

 

Trudno powiedzieć, czego się spodziewałem. Po 5 letnich technicznych studiach magisterskich na Politechnice Gdańskiej (PG), wydział ETI, specjalność Automatyka i Robotyka, chciałem pogłębić swoją wiedzę z zakresu PLC oraz przypomnieć sobie, jak to jest na studiach. Gdy byłem na 5 roku mieliśmy chyba 3 zajęcia (w sumie 6 godzin?) ze sterownikami logicznymi produkcji polskiej. Był to wytwór rodzimej myśli technicznej, zresztą absolwentów wydziału. Wtedy zaledwie liznąłem temat, ale wydawał mi się właściwym, ciekawym kierunkiem, bo za pomocą stosunkowo prostych środków technicznych można było uzyskać całkiem sympatyczne efekty, jak sterowanie windą.

 

Nienawidzę świąt... Bo po cóż są święta?

 

Zapraszam do lektury!

 

W kulturze kapitalistycznej, a szczególnie w jej wersji dorobkiewiczowskiej, czytaj centralnosłowiańskiej, święto dopiero zaczyna być czysto cywilne, anonimowe i świeckie. Święto na ogół nie powstaje wskutek zakończenia ważnego etapu, na skutek konieczności skonsumowania emocji. Ne. Wiadomo wszak, że nasza kultura nakierowana jest na ciągłe dążenie do celu, a ich osiągnięcie nie powinno powodować satysfakcji czy innych uczuć pozytywnych, a raczej konieczność dalszego dążenia, wyznaczania kolejnych celów. Dalej, więcej, szybciej...

 

Święto jest więc wyznaczane biegiem czasu. Nie ważne, że akurat jest nam źle, nie mamy najmniejszych powodów do radości, a nawet wręcz przeciwnie. Teraz nadchodzi właśnie czas świętowania i teraz powinniśmy świętować! Dlaczego? Bo tak! Bo jest święta CZAS...

Jechałem dzisiaj z ulubionym siedmiolatkiem przez pomorską krainę moim czerwonym Oktawianem. Jak to się zdarza czasami w życiu, zapaliła się nam kontrolka sygnalizująca pogłębiającą się pustkę w baku. Zajechaliśmy na najbliższą, przypadkową stację benzynową przy trasie nr 20. Prozaicznie było. Wlałem, zapłaciłem. Już miałem odjeżdżać, gdy rozejrzałem się szerzej po parkingu za stacją. Tymczasem  na zapleczu budynku stacji stały wozy opancerzone. Takie z armatami (chyba), pomalowane na zielono, na ogromnych kołach. W ogóle ogromne. Trochę w nieładzie, 5 sztuk.

źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:POL_KTO_Rosomak.jpg

Dziwne. no to ja pokazuję Łukaszowi to zjawisko, a on do mnie, że to przecież 'bewupe', co ja, Discovery nie oglądam?

Podróż to zmiana. Czasami tkwi w nas potrzeba zmiany 'wszystkiego', którą właśnie podróż zaspokaja. Podróże bywają jednak różne. Zdecydowana większość z nich jest realizowana dla osiągnięcia bardziej lub mniej ściśle zdefiniowanych celów. Najczęściej sprecyzowane są chociaż miejsce zakończenia lub przerwy w podróży oraz czas osiągnięcia tego miejsca. Dochodzą do tego koszty podróży, liczone w cenie biletów oraz czasie spędzonym na samym 'podróżowaniu'. Robi się z tego projekt, dochodzi metodologia, nośniki kosztów i po chwili sami stajemy się liczbą w czyimś arkuszu.