Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

Do zespołu witryny mslonik.pl w tym tygodniu dołączyli: DD i MM. Powodzenia :-)

 

Będą sie głównie zajmować stroną techniczną obsługi witryny, chociaż marzy mi się, by odważyli się także od czasu do czasu coś napisać...

Jest taki zwyczaj, że przed świętami Bożego Narodzenia wysyła się kartki. Z czym Tobie kojarzy się taka kartka? Mi kojarzy się przede wszystkim z samymi świętami i łączy z ich symboliką. Jak nazwa głosi, są to święta Narodzenia Boga: malutki Jezus w kołysce, otoczony lub nie. Może Trzej Królowie, może tylko rodzice, może zwierzęta, co to przy żłobie. Dalej, wersja bardziej świecka. Jakaś choinka, z bardziej lub mniej akcentowanym elementem śniegu, lampek, prezentów. Może kolorowe pudełka prezentów wokół choinki? Coś w tych klimatach.

Z roku na rok coraz mniej jest elementów religijnych, a coraz więcej tych świeckich. Oczyma wyobraźni za lat parę już widzę kartkę z wielkim napisem 'PROMOCJA ŚWIĄTECZNA, kup prezent i wygraj'. Póki co organizacja, w której pracuję wydała na świat coś jakże trafionego w... No właśnie.

Na dobry początek kartka jest... ciemnobrązowa. Ciemno, ciemnobrązowa. No czarna nie, ale ciemno jest. Zamiast spoglądającego na mnie dzieciątka czy innego osła znad żłobu patrzy na mnie głupkowato uśmiechnięty... łeb renifera raz. W deseń śnieżnych gwiazdeczek. Oczęta renifera to dwa szkiełka szlifowane, wypukłe, misternie wklejone, przez co kartka zyskuje pozory kolejnego wymiaru.

Nie zniechęcony tym początkiem otwieram kartkę, a w zasadzie stronę pierwszą. Po lewej wspomniany brąz ciemny, po prawej papieru biel. Ni słowa, kropeczki, nic. Hm... To atakuję dalej, przewracam drugą stronę. Tu tekst życzeń, logo organizacji i podpisy głównych bohaterów zarządzających. O dziwo znajduję też słowa kojarzące święta z narodzeniem boga i od razu przed oczami automatycznie staje mi głupiutki pysk renifera z okładeczki, co oczka ma przenikiliwe. I na koniec niespodzianka. Życzenia składają 'zarząd i współpracownicy firmy'. Z lekka zdziwiony próbuję siebie tu odnaleźć. Czyli jestem współpracownikiem zarządu. Początkowo poczułem się wyróżniony. Zaglądam w słownik, a tu jedno ze znaczeń o współpracy mówi niezbyt chlubnie: 'działalność prowadzona na czyjeś zlecenie, wiążąca się ze zdradą lub z działaniem na czyjąś niekorzyść'. Hm... współpracownik zarządu. Czy to aby o mnie?

Pracownik, w odróżnieniu od współpracownika negatywnych konotacji nie niesie, czytaj 'osoba zatrudniona w jakimś zakładzie pracy', z jakiś nieznanych powodów wydał się zarządowi widać nie na miejscu.

Nic to. Więcej w kartce wiadomości już nie ma. Pozostaje mi się z formą oswoić. Ale siebie ani wśród życzeń, ani tym bardziej w otoczeniu prasłowiańskiego (zapewne!) renifera nie odnajduję.

Przez wrodzoną wrażliwość, tudzież powodowany strachem przed panującym prawem autorskim, reprodukcji kartki nie zamieszczę.

Podróż służbowa służy różnym celom, celom pracodawcy. Jedni lubią podróżować bardziej, drudzy mniej. Podróż służbowa to zawsze nieudany mariaż pracy z podróżą. Nie jedziemy dla swojej przyjemności, a jednak za spędzony w podróżny czas nikt nam nie płaci.  Nie płaci za utratę czasu, jaki pozostaje nam do dyspozycji od chwili opuszczenia zakładu pracy do chwili powrotu do zajęć obowiązkowych. Nasze prawo pracy daje pracodawcy możliwość wysłania pracownika w podróż służbową w zasadzie zawsze. Jako rekompensatę za utracony czas dostajemy nieco ponad 20 pln (2008) tzw. diety plus zwrot kosztów poniesionych w czasie podróży służbowej. Cudnie. Tylko że czas podróży nie jest wliczany do czasu pracy. W ten prosty sposób może się zdarzyć, że jedziemy przez 8 godzin na miejsce podróży służbowej, następnie przez kolejne 8 godzin wykonujemy zwane obowiązki, a przez kolejne 8 godzin wracamy z podróży służbowej. Pracowaliśmy tylko 8 godzin. Reszta to podróż, a podróż z punktu widzenia ustawodawcy to nie praca. To nie jest koszt. Hm... coś straciłem? I z tej prostej przyczyny pracownikom nie opłaca się jeździć w delegacje. Bo delegacja, to koniec 8 godzin odpoczynku, a bywa że i 8 godzin snu.

 

 

 

Wyjście? Skoro musimy jeździć w delegacje, to uprzyjemnijmy sobie ten czas tak bardzo, jak to tylko możliwe. To nasz czas, nasze życie.

Co to jest szczęście?

 

SZCZĘŚCIE = OKAZJA + PRZYGOTOWANIA

 

(Z angielska: Luck = opportunity + preparation). Na tę maksymę natrafiłem na stronie PHAM Minh Tri. Pozdrawiam!

Co to jest odpowiedzialność? Co to znaczy, że ktoś jest odpowiedzialny? Jakimi słowami z języka potocznego możemy przybliżyć to pojęcie?
Zapraszam do lektury!