Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

Wreszcie, po kilku miesiącach ciszy, wracam do trochę zarzuconego zajęcia, jakim jest prowadzenie własnej strony. Przyczyn było jak zwykle co niemiara, a wszystkie banalne.

Z ważniejszych wydarzeń o doniosłej ciężkości, zmieniłem silnik strony. Przesiadka nastąpiła stopniowo: Joomla! ver. 1.0.13 -> 1.0.15 -> 1.5.8. Wydaje się, że większość treści przetrwała tę zmianę. Niestety nie wszystkie komponenty współpracują z nową wersją. W szczególności uwaga ta dotyczy niestety Akismet w wersji 1.5.3.

Co dalej? Eksperymentowałem ostatnio z bardzo fajnym pluginem: mimetex, który służy do wyświetlania w treści strony prostych wzorów matematycznych. Przyda się już wkrótce!

Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda raj? Ja to wiem...
Tak się jakoś złożyło na znanym mi świecie, że większość moich bliskich i znajomych już związała się węzłem małżeńskim. Odtąd są dla siebie mężami i żonami. Nasz język, może przez przypadek, a może celowo, zwraca moją uwagę dosłownością pewnych sformułowań dotyczących wzajemnych relacji między wydawałoby się najbliższymi osobami.
 
Oto żonę (czy też męża) się 'ma', czyli posiada. I po prostu się z nią jest. Po zawarciu małżeństwa dotychczasowi partnerzy nazywani w rozmowach po imieniu stają się anonimowymi żonami czy mężami. Takie sformułowania jak 'muszę porozmawiać z żoną', czy 'spytam się żony' brzmią jak dla mnie podobnie do opisów czynności adresowanych względem np. psa. 'Ja i moja żona'. Czyli kto? No żona właśnie. Ta bezpłciowa, anonimowa, która zwyczajnie jest, więc po co ją nazywać? Już niepotrzebne jej imie, bo oto jest żoną. Zwykłą żoną, Twoją.
 
Spróbuj przywołać do siebie psa komendą 'pies chodź tu', a raczej po prostu 'pies'. Raczej nie przyjdzie, skoro ma imię. Nieraz już słyszałem, gdy mąż wołał najbliższą mu kobitę per 'żono'. Pogratulować.
 
Dlatego nie chę 'mieć' żony. Wolę 'być'. Z konkretnym człowiekiem, chociaż o pospolitym imieniu, zamiast społecznej etykiety.
Trwa 'Euro 2008'. Organizują je jedne z najbogatszych krajów w Europie, Szwajcaria i Austria. Póki co uwaga jest skupiona przede wszystkim na grze poszczególnych reprezentacj, z naciskiem oczywiście na 'naszą'. Wkrótce Euro się skończy i tematem dyżurnym, przynajmniej w mediach, będzie znowu pytanie 'czy zdążymy z budową stadionów na Euro 2012'.
 
Jakoś nie znalazłem w żadnej z nawet szanujących się gazet (cokolwiek to znaczy) uczciwej analizy próbującej odpowiedzieć na proste pytanie: na co nas stać, drodzy Polacy? Podobno stać nas na budowę nowych stadionów. A czy stać nas na budowę tylu samych nowych szpitali? Ilu nowych szpitali nam potrzeba? Ile kosztuje utrzymanie szpitala? A ile będzie kosztowało utrzymanie stadionu?
 
Ci, którzy czytają lub czytali horoskopy, pewnie nie raz się spotkali z wieszczeniem, że oto czeka nas niezaplanowana i przypadkowa podróż. Czasami znajdziemy bardziej radykalne i precyzyjne określenie, że cel podróży nie jest znany, podobnie jak jej początek. Już dawno nie czytałem żadnego horoskopu, a jednak zdarzyła mi się przypadkowa podróż w nieznane. Pewnego zimowego dnia Ewa z tajemniczą miną  poprosiła mnie, bym zarezerwował sobie ponad tydzień wolnego w maju. Dodałem do wskazanego terminu jeden dzień z przodu, jeden z tyłu. Nie wiedziałem, gdzie jadę. Powiedziano mi, że to będzie kilka godzin lotu od domu i że będzie tam ciepło. Do ręki dostałem bilet lotniczy do Monachium. Dopiero tam na miejscu miałem się dowiedzieć, gdzie jest cel wycieczki.
640 Fot163 IMG 3324 PlazaPatong 1
Zapraszam do lektury najpiękniejszej wyprawy mojego krótkiego życia, na którą zabrała mnie Ewa, fundując niesamowitą niespodziankę. Do pobrania są tracki z GPS, które później można obejrzeć np. w programie GoogleEarth. Sprawozdanie jest bogato ilustrowane fotografiami.