Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

640 img 5231 ListopadowyCzas
Gdzieś pomiędzy 'polską złotą jesienią', a 'surową zimą' rozciąga się nieraz kilkumiesięczna kraina zgniłego czasu. Bez słońca, z rzadkimi opadami i wszechobecną wilgocią w przeróżnych postaciach. Dni stają się krótsze i krótsze. Zresztą czy aby są to dni? Po prostu robi się nieco jaśniej. A potem nagle robi się zupełnie ciemno i zaczynam tęsknić nawet za tym 'jaśniej'. Zresztą to 'jaśniej' zaczyna być tak krótkie, że poza weekendami nie mam okazji poczuć, że gdzieś tam za tymi wszystkimi chmurami jest jakieś słońce, jakaś jasna energia.
Od czasu do czasu Firma organizuje coś, co w zależności od humoru Zarządu, koniunktury lub doraźnej potrzeby zostaje nazwane szkoleniem, spotkaniem integracyjnym, czy zwyczajnie spotkaniem. Obecność pseudoobowiązkowa. W programie liczne atrakcje: jedzenie do oporu, picie ile da się i jeszcze więcej, ewentualnie tańce i inne atrakcje.
 
Nigdy więcej nie pojadę.
 
W trakcie pracy wyszedłem na chwilę na zewnątrz biura. Przenikające zimno listopada, przelotny śnieg z deszczem. I nagle słyszę znajomy dźwięk trąbek rowerowych, takich metalowych, z gumową gruszką do tłoczenia powietrza. Natychmiast zadzieram głowę do góry. Są, cały klucz, może nawet trzydziestu sztuk wielkich białych ptaków. To łabędzie krzykliwe, znak, że nadchodzi zima. 
640 img 7236 KrzyzNaDroge v1
Poniższa historia ma coś wspólnego z rzeczywistością. 
 
Pracują w torach. Spieszą się, bo dosyć szybko zapadają ciemności. Wszyscy mają świadomość, że praca w torach po zmroku jest zabroniona przepisami i zwyczajnie niebezpieczna. Nie bardzo mogą jednak przerwać. Powierzone im zadanie znajduje się bowiem w takiej fazie, że niedokończenie oznaczałoby zniweczenie kilku godzin pracy, a do zakończenia zadania wydaje się, że pozostało zaledwie kilka czynności, kilka chwil.
 
W pewnym momencie słyszą odgłos syreny zbliżającego się pociągu, który wypada z łuku odległego o niecały kilometr zakrętu.
'Tchu mi brak, tchu mi braknie', jak mówią słowa piosenki 'Pustki'. I tak ciągle, na codzień i w święta. Wreszcie, gdy nadchodzi czas względnego spokoju, gdy mogę usiąść, względnie się położyć, odsunąć zwyczajne natręctwa i pomyśleć o czymś, nachodzi mnie czasem ochota poszperania w sieci, poczytania, a nieraz nawet napisania czegoś o czymś. Okazuje się wtedy, że nie mam dostępu do komputera, jest już późno, a komputer stoi w innym pomieszczeniu, jestem na delegacji i znowu jest późno, albo jest wcześnie a ja jestem nadal na delegacji... Dlatego wreszcie zdecydowałem się kupić własnego notebooka.