800_IMG_3017_OkularyOdTylu

Korzystanie z roweru to wielka frajda, a bywa, jak to w życiu, że i nuta szaleństwa, gdy na wyścigi z wiatrem mknę w dół stromego zbocza, zostawiając za sobą przestrzeń, uśmiechając się do całego świata... Przez całe lata wstrzymywałem się przed agresywną jazdą w obawie przed zgubieniem okularów. Należę bowiem do tej licznej grupy ludzi, którzy bez okularów stają się niepełnosprawni, nie widząc dalej niż na 30 cm, a i to niekoniecznie ostro. Nie potrafiłem się mentalnie przestawić na szkła kontaktowe. Nie leży mi sam pomysł, a do tego obserwacja koleżanek pchających sobie paluchy, a bywa że i pazury, prosto w gałkę... Brrr. Pozostałem przy okularach. Do tego miałem swoją ulubioną parę, z którą się nie rozstawałem. Po latach oprawki straciły oryginalną geometrię, szkła zyskały nieco rys. Nie trzymały się już na nosie tak, jak kiedyś. W konsekwencji z dużą nieśmiałością zabierałem je ze sobą na rower, jeżdżąc, jak to się ładnie mówi, zachowawczo. Strach przed pozostaniem chociaż kilka dni bez szkieł był zbyt duży.

Pomocne rozwiązanie zaproponował mi kolega okularnik grający w koszykówkę. Jest to rodzaj specjalnych gogli z wkładką na szkła korekcyjne. Niestety takie rozwiązanie okazało się jak dla mnie koszmarnie drogie. Aż wreszcie, po latach, na rynku pojawiły się okulary Accent Onyx. Jakość, za rozsądną cenę.

Zapraszam do lektury!

Okulary bardzo ciasno przylegają do głowy, a do tego bardzo dokładnie zasłaniają nie tylko same oczy, czy oczodoły, ale także ich okolice, kryjąc w zasadzie 1/5 jak nie 1/4 twarzy. Traci się przez to nieco na wyglądzie i rozpoznawalności, ale co kto lubi. Nieraz byłem zaczepiany pytaniem, co mam na nosie. Podwójne szkła powodują bowiem, że wyglądamy trochę jak przerośnięty owad.

W komplecie z okularami dostajemy niewielką, plastikową wkładkę korekcyjną, futerał, dwa komplety wymiennych szybek zewnętrznych i szmatkę do czyszczenia. A wszystko to za 90 pln (2009). Jednym słowem jest to jedna z podstawowych inwestycji stojąca przed okularnikiem - rowerzystą. Szczególnie, że w takich okularach można uprawiać wiele innych form aktywności, w których przydarza się kontakt z otoczeniem, jak wszelakie zabawy z latającą kulą. Co prawda futerał jest dosyć duży i nie jest sztywny, przez co nie zabezpieczy okularów przed zgnieceniem, ale lepsze to, niż nic. Nie zabieram go ze sobą na przejażdżki. Służy mi jako rodzaj pudełka do przechowywania okularów po powrocie z rowerowych wypadów.

Producentowi należy się ogromny plus za wymienne szybki zewnętrzne. Można je dobrać w wielu odcieniach. Osobiście nie zadowoliłem się dostarczonymi w komplecie szkłami żółtymi i ciemno zielonymi. Te akurat barwy znacznie zakłócają odbiór kolorów. Do tego stopnia, że patrząc przez żółte szkła na zielone światło sygnalizatorów świetlnych widzimy... kolor niebieski. Jeżeli jeździmy na rowerze i od czasu do czasu robimy zdjęcie, warto wyposażyć się w szkła, które nie zmieniają widzenia barw. Ja wyposażyłem się w dwa komplety, które staram się mieć zawsze przy sobie: przyciemniane, do jazdy przy słonecznej pogodzie oraz zwyczajne przeźroczyste, do jazdy wieczorem.

Tym, co czyni te okulary ważnymi dla okularników jest oczywiście wkładka korekcyjna. W centralnej części wkładki znajduje się plastikowy wypust pasujący do właściwych ramek okularów. Oba elementy są łączone 'na wcisk'. Pozostaje już teraz tylko udać się do dobrego (podkreślam) zakładu optycznego, zapłacić i odczekać na realizację marzenia. Jak rozpoznać dobrego optyka? Bardzo prosto: jeżeli podejmie się wykonania takich szkieł, to znaczy, że jest dobry, bo zależy mu na kliencie. Uspokajam: moja wada wzroku jest wyzwaniem dla przeciętnego optyka, a dobranie szkieł nigdy nie było zadaniem prostym. Nie zdradzę dokładnych wartości mojej wady wzroku, ale powiem, że jestem krótkowidzem znacznym i do tego mam astygmatyzm.

Do optyka udajemy się z ostatnim orzeczeniem wady wzroku stwierdzonym przez okulistę oraz, co raczej oczywiste, ale wspomnę i o tym, aktualnie noszonymi szkłami korekcyjnymi. Optyk, do którego się udałem, zadanie wpasowania szkieł do dostarczonych ramek potraktował jako wyzwanie zawodowe. Dokładnie zmierzył aktualnie wykorzystywane przeze mnie szkła. Pod nosem mamrotał coś o dobrych plastikach, czy jakoś tak. Rzeczywiście, wykonane ramki są bardzo lekkie (7 g). Wraz z okularami i wspomnianą dalej gumą daje to 38 g. Dla porównania okulary korekcyjne, które noszę, gdy nie jeżdżę rowerem ważą 13 g. Ile mnie to kosztowało: plastikowe szkła to 130 pln (2009), a sama usługa 20 pln (2009). Dodatkowo dokupiłem specjalną szeroką gumę dopasowaną do zauszników okularów, która przytrzymuje okulary z tyłu głowy, co zwiększyło wartość całej inwestycji o kolejne 5 pln.

Podsumowując, koszt szkieł korekcyjnych przerósł koszt samych okularów. Ale warto, pewnie że warto. Poczucie większej pewności siebie, za cenę, która jest ułamkiem tego, co trzeba zapłacić za inne okulary 'sportowe'. Owszem, musiałem się początkowo przyzwyczaić. Mam tak zawsze, gdy zmienię okulary, lub gdy moje pierwotne ulegną odkształceniu mechanicznemu. Zakupione rozwiązanie wymaga większej dbałości o higienę. Zdarza się, że zachodzą mgłą od spotniałej twarzy. Ale to ze szczęścia :-)

images/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3012_OkularyWfuterale.JPGimages/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3016_OkularyOdPrzodu.JPGimages/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3017_OkularyOdTylu.JPGimages/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3019_OkularyZguma.JPGimages/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3022_OkularyWkladkaKorekcyjna.JPGimages/stories/20110815_OkularyNaRower/800_IMG_3024_WymienneSzklaZewnetrzne.JPG

Dodaj komentarz