Wszystkie te drobne małe sprawy, które dostrzegam na codzień, nie pozwalające mi przejść koło nich spokojnie. Co to znaczy 'absurd'? Mówiąc najprościej, 'coś nielogicznego'.

 

humanistyka dla inżynierów = wózek dla niepełnosprawnych

 

Przez przypadek dowiedziałem się od kolegi praktykanta, że współcześnie tzw. wyższa uczelnia techniczna w Gdańsku przyucza przyszłego inżyniera do życia m.in. za pomocą obowiązkowego przedmiotu pt. 'humanistyka dla inżynierów'. Jak zauważył mój interlokutor brzmi to trochę jak 'wózek dla niepełnosprawnych'. Nieprawdaż?

Jednymi z pierwszych przedmiotów, które pozwalały mi wiązać abstrakcyjny świat matematyki z czymś tak namacalnym, jak kartka papieru, były linijki i ekierki. Dzięki nim na osiach układów współrzędnych pojawiały się jednostki, odcinki i wektory nabierały sensu analitycznego. Tylko dlaczego ich podziałki nie rozpoczynały się od zera?

Z całym szacunkiem dla wszelkiego rodzaju gremiów propagujących m.in. w mediach konieczność oszczędzania energii, cała akcja trąci absurdem.

No i się doczekałem. Firma, w której pracuję ostatnimi czasy zabrała się za produkowanie procedur, formularzy i załączników. Ma to służyć usystematyzowaniu pewnych działań, określeniu odpowiedzialności itp. itd. Któryś z kolegów Murphy'ego podał zasadę, w myśl której każde biuro, w którym zatrudnionych jest więcej niż 200 pracowników staje się samowystarczalne, czyli samo sobie zapewnia pracę. Nie jest już więcej potrzebna interakcja ze środowiskiem zewnętrznym. Biuro, w którym pracuje, jeszcze nie jest tak duże, ale zaczęło produkować absurdy.

 

Pierwszy i mam nadzieję ostatni, jaki dostrzegłem to "zmiana nieistotna". Znalazłem go w formularzu służącym do opisania zmiany w oprogramowaniu. Dotychczas przy opisie zmiany nadawało jej się taki atrybuty, jak: "systemowa", "funkcjonalna", "konfiguracja". Każda zmiana jest dokumentowana, czytaj powstaje zapis, który ktoś wypełnia, ktoś czyta, a ktoś podpisuje. Wprowadzenie zmiany wiąże się z nadaniem oprogramowaniu uwzględniającemu daną zmianę nowego numeru, który użytkownik może odczytać. Wprowadzanie zmian wiąże się z określonymi reperkusjami. Są one szczególnie dotkliwe, jeżeli dane oprogramowanie podlega pod procedurę certyfikacyjną, bo wymaga sprawdzenia, co dodatkowo kosztuje, a procedurę przedłuża, czyli znowu kosztuje. I właśnie na potrzeby procedury certyfikacyjnej, jak mniemam, wymyślono w moim macierzystym Dziale Rozwoju "zmianę nieistotną".

 

Czyli do takiej zmiany też powstaje zapis, który ktoś wypełnia, ktoś go czyta, a ktoś podpisuje, chociaż jest to nieistotne. Potem oprogramowanie zyskuje kolejny numer, który jest zupełnie nieistotny. No i wreszcie panowie certyfikatorzy dostaną coś, co jest tak nieistotne, jak zmiana. Ot i mamy...

Polska język, trudna język...

 

... członek zarządu...

... wyłoniony z ramienia...

... wysunięty na czoło...

 

:-]