Nie myślałem, że ucieszy mnie kiedyś odebranie świadectwa ukończenia studiów. Format A5, z orłem u góry. Świadectwo ukończenia studiów podyplomowych wydane przez Akademię Leona Koźmińskiego. Tym oto sposobem znowu jestem absolwentem, tym razem dwusemestralnych studiów w zakresie Zarządzania Projektami.

 

A skąd ta radość? Bo to nie był stracony czas. Przynajmniej tak podsumowuję cały ten czas po trudach rannego wstawania i wypisywania mazaków na ogromnych arkuszach papieru. Ciekawie prowadzone wykłady, ludzie o otwartych umysłach. Miałem wrażenie, że solidnie przepracowałem ten czas. Co prawda tak z perspektywy czasu trochę zabrakło mi jeszcze słów w kilku tematach, zwłaszcza tych związanych z rachunkowością, ale skoro na każdy z tematów były tylko dwa, maksymalnie trzy dni, to nie mogę wymagać za dużo. Dostałem podstawy, dostałem wykaz literatury, wiem gdzie dalej szukać. Wyniosłem chyba mocne podstawy, nieco anegdot. Większość wykładowców umocniła moje pozytywne nastawienie do świata.

 

Tak powinna wyglądać szkoła. Zajęcia w małych grupach, ułatwiających indywidualny kontakt wyładowcy z każdym uczestnikiem zajęć. Działający rzutnik, większość materiałów dostępna w postaci elektronicznej. Każdy miał swój stół, na nim kubeczek i butelki z napojami, co sobie poczytałem za miłą niespodziankę. Przerwa na kawę, przerwa na obiad. Wszystko to w cenie nauki. Niby nic, tylko uzupełnienie zajęć. A jednak to było coś miłego  w tej krainie nadwiślańskiej. Pomimo że obiad wypadał w środku dnia, w porze, która przestawiała mój zegar biologiczny zachęcając do drzemki na popołudniowych zajęciach.

 

Na minus zaliczę na pewno tolerancję dla spóźnialskich. A spóźniali się wszyscy. I wykładowcy i uczniowie. Dzień w dzień, piątek sobota czy niedziela. Do tego istniała przedziwna tolerancja dla opuszczających zajęcia. Wystarczyło danego dnia pojawić się na ostatniej godzinie zajęć sobie zaliczyć obecność za cały dzień. Kolejny duży minus wystawiam za podejście do prac dyplomowych. Przez bardzo długi czas nie dostawałem informacji o tym, co się dzieje z moją pracą. Nie dostałem absolutnie żadnych uwag, a informacje o ocenie otrzymałem dopiero na swoje wyraźne życzenie. Tak jakby oczywistym było, że napisana przeze mnie praca jest cudowna. Oczywiście, tak jest łatwiej i wygodniej dla obu stron biorących udział w ocenie, ale taki układ niesie ze sobą wszystkie wady układu bez zamkniętego sprzężenia zwrotnego.

 

Po każdych zajęciach do wypełnienia dostawałem krótką ankietę, w której mogłem zawrzeć swoją ocenę sytuacji. Dziwię się tylko, że takiej samej ankiety nie otrzymałem po zakończeniu studiów. Chętnie bym się uzewnętrznił podsumowując całość.

 

Jeśli miałbym skrótowo podsumować całe studia, to powiem tak: na pewno warto. Po ośmioletniej przerwie od aktywnej, zorganizowanej nauki było to doświadczenie bardzo stymulujące. Zajrzałem do paru książek, przemyślałem parę spraw. Znowu czułem, że się rozwijam. Chyba po raz pierwszy od czasów ogólniaka. Rzeczywiście coś wynosiłem, czułem się bogatszy. Zaporą może być niewątpliwie cena. Gdybym miał wydać z własnej kieszeni 7 900 pln, to bardzo ale to bardzo bym się zastanawiał. Całe dwa semestry.

Dodaj komentarz