Z całym szacunkiem dla wszelkiego rodzaju gremiów propagujących m.in. w mediach konieczność oszczędzania energii, cała akcja trąci absurdem.

Niech mnie ktoś poprawi, jeżeli się mylę, ale nie ma chyba nic bardziej kłócącego się z ideą oszczędzania energii niż oświetlenie ulic nocą. Po kiego grzyba oświetlamy całe noce prawie całą cywilizację? Ile to kosztuje? Czemu za to płacimy?

 

Ktoś nawet ukuł termin 'skażenie światłem'. Uzasadniony moim zdaniem. Kiedyś, by popatrzeć w rozgwieżdżone niebo wystarczyło przenieść się kawałek za miasto. Dzisiaj podejrzewam, że takich miejsc jest niewiele. A przecież ludzki wzrok jest przygotowany do działania w nocnych ciemnościach. Do dzisiaj pamiętam, jakie emocje towarzyszyły mi jako dziecku podczas nocnych spacerów z rodzicami.

 

Czemu na przykład oświetlamy większość Wyspy Sobieszewskiej i to przez całą noc? Na pewno tego typu przykłady można mnożyć. To jakaś mania, by oświetlać każdą gminę, każdą drogę. I to bez względu na to, czy daną drogą coś jeździ. Gdyby chociaż oświetlenie było załączane tylko na czas, gdy faktycznie pojawia się jakiś użytkownik drogi. Ale nie, światła świecą się całą noc.

 

Tym bardziej trudno mi przekonać samego siebie do idei żarówki energooszczędnej, wyciągania z gniazdka kolejnego zasilacza transformatorowego czy używania żarówek o mniejszej mocy (jasności), skoro w moje okno przez całą noc świeci uliczna lampa...

Dodaj komentarz