Artykuł pt. 'Zabijanie klina' został pierwotnie opublikowany w marcu 2008. Wzbudził sporo kontrowersji i liczne komentarze. W ramach procesów samodoskonalenia witryny mslonik.pl oraz materiału na niej zgromadzonego przedstawiam poniżej poprawioną 'instrukcję' wybijania klina oraz pierwotny tekst artykułu z nielicznymi poprawkami.

800_img_9926_UderzenieMlotkiem_v1

Zapraszam do lektury!

 

Aktualizacja: 2011-10-25.

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9905_NiezbedneWyposazenie_v2.jpg

Zacząłem od zgromadzenia niezbędnego wyposażenia, czyli stabilnej podstawy pod ramiona korby, klucza, który pozwoli na odkręcenie nakrętki blokującej klin, odrdzewiacza oraz młotka.

 

Kilka słów o wspomnianej stabilnej podstawie pod ramiona korby. Może to być cokolwiek, np. drewniany klocek. Ja uznałem, że znacznie lepiej do tego celu nadawać się będzie metalowa rura o odpowiednio dużej średnicy. Po rurę udałem się na miejscowy 'złomowiec'. Nabyłem ją za kilka złoty, czyli wielokrotność ceny złomu. Po powrocie do domu oznaczyłem właściwą długość rury - nieco więcej niż odległość pomiędzy środkiem osi suportu a ziemią. Następnie przyciąłem rurę za pomocą szlifierki kątowej, która posłużyła mi także do wyrównania krawędzi rury.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9910_OdkrecenieNakretkiKontrujacej_v1.jpg
Pierwszy krok na drodze do wybicia klina to odkręcenie nakrętki zabezpieczającej klin przed wysunięciem się z otworu korby. Posłużyłem się kluczem oczkowym, w tym wypadku o rozmiarze 11 mm.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9911_DuzaPodkladka_v1.jpg
Pomiędzy nakrętką a korbą znajduje się podkładka. Istotny jest jej rozmiar zewnętrzny oraz twardość. Średnica powinna być większa od otworu w korbie, w którym tkwi klin. Twardość powinna być na tyle duża, by podczas dokręcania nakrętka nie odkształciła podkładki.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9916_Odrdzewiacz_v1.jpg
Po zdjęciu nakrętki warto spryskać klin i wnętrze korby jakimś specyfikiem, który przynajmniej teoretycznie powodowałby rozluźnienie zespolonych elementów. Po takim zabiegu warto odczekać powiedzmy 15 minut.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9921_NakrecamNakretke_v1.jpg
Na kilka górnych zwojów gwintu klina nakręciłem nakrętkę. To w nią będę za chwilę uderzać młotkiem. Tym samym nakrętka będzie chronić początkowe zwoje gwintu przed uszkodzeniem. Warto nakrętkę nakręcić możliwie głęboko, by uderzenie młotka nie spowodowało zerwania gwintu naniesionego na klinie.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9923_Podpora_v1.jpg
Ustawiłem korbę na kawałku rury pełniącym rolę podstawy pod korbę. Warto ułożyć korbę w taki sposób, by była sztywno podparta przez rurę w dwóch miejscach. Podstawa służy do usztywnienia korby względem podłoża, dzięki czemu przyjmie możliwie dużo energii z uderzenia młotkiem.

 

images/stories/20100204_zabijanie_klina/800_img_9926_UderzenieMlotkiem_v1.jpg
Ostatni etap to właściwe wybicie klina. Dokładnie przymierzam, biorę zamach i mocno, pewnie uderzam. Zbyt lekkie uderzenie spowoduje rozklepanie nakrętki. Zbyt mocne uderzenie może uszkodzić gwint. Klin powinien poluzować się po pierwszym uderzeniu. Nie wypadnie od razu, bo jest przecież przytrzymywany przez nakrętkę. Po pierwszym uderzeniu nakrętka powinna dać się odkręcić, a klin dać się wybić tym razem delikatnym puknięciem.


Oryginalny artykuł z 2008-03-22.
'O Holender', jak to się onegdaj klęło. Zachciało mi się mieć poważną, motocyklową nóżkę w rowerze holenderskim, w stylowym kolorze czarnym. Nabyłem stosowny kawał metalu, zamocowałem. Niestety, czas jakiś potem, przy okazji kolejnego kopa w nóżkę, odpadła wraz z blaszką, do której była przykręcona. A blaszka była przyspawana, a raczej może przylutowana, bezpośrednio do ramy. By porządnie przyspawać ową unikalną blaszkę, musiałem między innymi rozmontować suport. By zaś rozmontować suport, musiałem bliżej zapoznać się z operacjami wybijania oraz zabijania klina.

 

 
W rowerze tak starym jak mój holender (ponad 30 wiosen) ta część napędu, którą z 'polskawa' chętnie nazywa się suportem, jest skręcana, a korba mocowana 'na klin'. Po kolei. Po pierwsze suportem nazywa się łożyska i ośkę obrotu pedałów. Są to te niewidoczne elementy 'maszynerii' schowane wewnątrz ramy rowerowej. Do ośki są przymocowane dwa metalowe 'ramiona' zakończone pedałami. Te 'ramiona' nazywa się niekiedy 'korbą', chociaż ja osobiście tę nazwę zarezerwowałbym dla dużej zębatki, względnie zębatek, zamocowanych z jednej strony ośki obrotu pedałów. Pedały mamy w rowerze dwa ;-) Dla ustalenia uwagi stańmy względem roweru tak, jakbyśmy na nim jechali. Przy prawym pedale jest duże koło łańcuchowe (z zębami), względnie koła. Lewy, wraz ze swoim 'ramieniem', mocowany jest do osi obrotu za pomocą klina.
rys01_img_8140_naped_suport_1
Rys. 1. Suport, korba i pedały
W myśl starej chińskiej zasady 'jeden obraz, tysiąc słów', posłużę się Fot. 1. Na fotce rowerek spoczywa sobie 'do góry kołami'. W centrum kadru mamy rzeczoną część ramy, w której środku jest suport, czyli ośka obrotu pedałów z ukrytą pozostałą maszynerią. Z lewej strony suportu widzimy duże koło łańcuchowe. Dalej jest 'ramię' połączone z jednej strony z ośką obrotu pedałów, a z drugiej strony zakończony pedałem. Oddajmy się teraz obserwacji prawej części kadru. Mamy tutaj widok na drugi koniec ośki suportu. W szczególności widać jeden z końców klina, zamocowany nakrętką. Klin mocuje drugie 'ramię' wraz z pedałem.
 
 
 
Skoro już dotarłem do klina, o nim samym słów kilka. Klin wchodzi w otwór na końcu ramienia korby, przechodzi w pobliżu końca ośki, która w dwóch miejscach ma wyżłobienia pasujące do płaskiej powierzchni klina i wychodzi drugim otworem korby.
rys02_img_7688_klin_leb
Fot. 2. Łeb klina
rys03_img_7690_klin_nakretka
Fot. 3. Gwintowany koniec klina
Jeden koniec klina, nazwijmy go łbem, jest lekko zaokrąglony, przystosowany do walenia w niego młotkiem (Fot. 2). Drugi koniec jest gwintowany. Na gwintowany koniec jest nakręcona nakrętka (pod nakrętką jest jeszcze podkładka), która blokuje klin przed opuszczeniem powierzonej mu pozycji (Fot. 3).
 
 
rys04_img_7026_kliny_porownanie2
Fot. 4. Klin klinowi nie równy
Klin klinowi nie równy. Przekonałem się o tym boleśnie. Oryginalny klin niestety zniszczyłem nieumiejętnie go wybijając. Zniszczyłem gwint, spłaszczając młotkiem gwintowany koniec. Okazało się, że niektóre kliny są wytwarzane dosyć złośliwie, tzn. mają niestandardowe gwinty. Niestandardowe, czyli ich skok jest nieco mniejszy, niż w śrubach metrycznych. W efekcie próba wkręcenia 'zwykłej' (standardowej) nakrętki może się skończyć zniszczeniem gwintu na takim klinie lub we wnętrzu nakrętki. Co za tym idzie nakrętki klinów tworzą z nimi komplet. Idąc dalej o jakości klinu decyduje długość spłaszczenia 'klinowego' oraz... jakość materiału, z jakiego wykonana jest podkładka. Zbyt miękka podkładka, o zbyt małej średnicy, ulegnie zgnieceniu. Długość spłaszczenia 'klinowego' decyduje o tym, jak głęboko możemy wbić klin. Wbity za płytko wkrótce się poluzuje dając efekt 'przeskakiwania' w trakcie pedałowania.
 
 
 
Dla przykładu poniżej porównanie dwóch klinów (Fot. 4). Z prawej strony klin oryginalny, z lewej dostępny w polskich placówkach handlowych. Całe szczęście, że chociaż ich średnice są jednakowe.
 
Zmierzyłem oba kliny. Wyniki porównania przedstawiam na Fot. 5.
rys05_img_7024_1_pl_svg
Fot. 5. Porównanie rozmiarów klinów
 
1. Skąd brać kliny?
rys06_img_7672_klin_przerobiony2
Fot. 6. Niemal identyczne po szlifowaniu
W sklepie metalowym wyrazili ogólną niemoc na widok rowerowego klina. W sklepach rowerowych różnie bywa. Scenka rodzajowa z odwiedzonego sklepu 'MK Bike' w Sopocie. Starszy ze sprzedawców uśmiechnął się wyrażając zrozumienie dla pytania. Młodszy wybałuszył gały i głośno dał wyraz swojemu zdziwieniu i tym samym niewiedzy. Pytanie o klin może więc posłużyć jako sprawdzian wiedzy  sprzedawców ze sklepów rowerowych.
 
 
 
Kliny dostępne w sklepach rowerowych kosztują od 50 gr. do 1 zł., czyli tyle, co nic (2008 r.). Niestety materiał, z jakiego są wykonane, też jest niewiele warty. Na pewno nie jest to stal hartowana, jak w przypadku oryginalnego klina.
 
 
 
Skoro nabycie klina o wymaganych rozmiarach okazało się niemożliwe, musiałem przerobić jeden z klinów dostępnych w lokalnych sklepach. Ze względu na miękkość materiału, z jakiego są wykonane, okazało się to dosyć proste. Wystarczyło włożyć klin w szczęki imadła i następnie posługując się pilnikiem 'iglakiem' spiłować nieco materiału aż do uzyskania odpowiedniej krzywizny. Wyniki takiego działania przedstawiam na Fot. 6.

 

2. Wybijanie klina.
rys07_img_8146_wybijanie_klina2
Rys. 7. Wybijanie klina bez sztywnej podstawy to nie jest dobry pomysł...
Wybijanie klina wymaga nieco wprawy i wiedzy. Zadaniem klina jest sztywne i trwałe zamocowanie (zaklinowanie) ramienia wraz z pedałem do ośki suportu. By wyjąć klin z ramienia  należy go wypchnąć lub wybić. Wybicie wiąże się z użyciem młotka. Czasami możliwe jest wybicie klina bez uszkodzenia gwintu. Jeżeli uda nam się taka sztuka, to możemy ponownie zastosować ten sam klin. Warto więc przynajmniej spróbować.
 
 
Pierwszy etap to odkręcenie nakrętki i zdjęcie podkładki. Być może trzeba ją będzie czymś podważyć, np. ostrzem scyzoryka. Następnie w otwór, w którym tkwi klin, warto wpuścić nieco odrdzewiacza (np. WD40) i odczekać jakieś 10-15 min.Zaopatrujemy się w kolejną nakrętkę, która pasuje na gwint naniesiony na klinie. Nakrętkę, która oryginalnie tkwiła na klinie odkładamy na bok, jeszcze się nam przyda. przy ponownym mocowaniu klina. Nakręcamy nakrętkę w taki sposób, by wystawała ona około 1 mm powyżej krawędzi klina. Możemy teraz śmiało przywalić młotkiem w nakrętkę. Nakrętka chroni gwint klina przed uszkodzeniem podczas walenia młotkiem.

 

3. Zabijanie klina.
Zabijanie klina, czyli operacja odwrotna do jego wybijania, również wymaga nieco wprawy, ale moim zdaniem jest prostsza, niż wybijanie. Klin pasuje do główki ramienia korby tylko w jednym położeniu tak, by po założeniu oba ramiona korby tworzyły kąt półpełny.
rys08_img_7674_glowka1
Fot. 8. Główka 'ramienia' pedału, ujęcie 'z boku'
rys09_img_7676_glowka2
Fot. 9. Główka 'ramienia' pedału, ujęcie 'przez otwór'
Pierwszy etap to oczyszczenie główki 'ramienia' pedału (Fot. 8, Fot. 9). Dalej nakładamy na klin niewielką ilość smaru rowerowego. To samo możemy zrobić z końcem ośki, w który musi wpasować się klin (Fot. 10).
rys10_img_7678_oska
Fot. 10. Koniec ośki suportu
Zakładamy 'ramię'. W widoczny otwór wkładamy klin. Młotkiem lekko (z naciskiem na 'lekko') kilkakrotnie pukamy w główkę klina. W efekcie naszych działań po drugiej stronie otworu powinien wyjść gwint klina. Zakładamy podkładkę. Warto, by nakładka była wykonana z solidnego materiału i o na tyle dużej średnicy zewnętrznej, by w pełni pokryć otwór wokół gwintu klina. Zakładamy nakrętkę. Lekko dociągamy nakrętkę kluczem. Warto zastosować klucz płaski oczkowy lub nasadowy, bo takie klucze nie niszczą zewnętrznych krawędzi nakrętki. Jeżeli wszystko idzie gładko, to podczas dociągania nakrętki powinniśmy zobaczyć, że klin zagłębia się coraz bardziej. W pewnym momencie poczujemy rosnący opór. To znak, że klin jest już na swoim miejscu. Możemy się o tym upewnić ponownie lekko pukając młotkiem w łeb klina. Dociągamy nakrętkę. Gotowe.

 

Uwagi, spostrzeżenia, przemyślenia...
 
Nie należy liczyć na pomoc w tzw. serwisach rowerowych. Umiejętność naprawy starych rowerów zanika. Próbowałem zlecić naprawę swojego roweru w jednym z serwisów we Wrzeszczu. W pierwszym punkcie za szybą zastałem kartkę informującą szanownego klienta, że w lutym zakład jest nieczynny z powodu choroby. Cóż z tego, że stałem przed nim w marcu. W drugim serwisie odmówiono mi naprawy mówiąc, że 'takich wynalazków' już się dzisiaj nie produkuje. W trzecim mechanik nie podjął się naprawy, bo właśnie szedł od następnego dnia 'na chorobowe'. Czwarty tego dnia był nieczynny. W piątym... Dałem sobie spokój. 'Polska: piękny kraj, ciekawi ludzie'. Chcesz mieć rower holenderski, to sam się naucz go naprawiać.
 
 
 
Wybijanie i zabijanie klina to jedne z nielicznych prac przy rowerze, które wymagają użycia młotka. Zbyt mocne walenie w klin, szczególnie przy wybijaniu, może nawet uszkodzić łożyska suportu: wybić kulki z wianuszków, czy nawet zagłębić kulki w miskach łożysk. Jeżeli przy wybijaniu klina musieliśmy mocno walnąć młotkiem, to warto sprawdzić stan układu suportu. Poddać go czyszczeniu, konserwacji, ewentualnie wymienić zużyte elementy.

 

Klin powinien dać się wbić ('zabić') bez użycia przesadnej siły i za pomocą zaledwie kilku puknięć. W trakcie pukania oddziałujemy nie tylko na klin, ale na cały suport (ośka, układ łożysk). W szczególności powodujemy luzowanie się nakrętek blokujących ośkę i łożyska. Zdarzyło mi się już wspaniale wbić klin, ale co z tego, skoro poluzowałem nakrętki blokujące łożyska. Filozofię 'zabijania klina' wypowiedzieć można mniej więcej tymi słowami: 'By usztywnić suport, trzeba najpierw skręcić nakrętki suportu, a następnie zablokować (zabić) klin. Zabijanie klina może spowodować poluzowanie się nakrętek suportu. Wybijanie klina czasami powoduje jego zniszczenie.' Słowem klin.
Być może właśnie dlatego 'zabijanie klina' weszło do języka potocznego.

 

Za radą czytelników zalecam podłożenie pod ramię korby, z której zamierzamy wybić klin, rurki, pieńka, czy czegoś, co pozwoli nam koncentrować całą siłę uderzenia bezpośrednio na ramieniu korby, eliminując przenoszenie siły na łożyska suportu. Warto też zastosować starą zasadę pierwszych techników i wziąć w dłonie większy młotek.  Większa energia pojedynczego uderzenia powinna pozwolić na sprawniejsze wybicie klina.

 

Jest jeszcze jedna metoda, warta wypróbowania. Odkręcamy nakrętkę kontrującą, na gwint sikamy odrdzewiaczem. Następnie wsiadamy na rower i w drogę. Być może klin sam się poluzuje.

 

Kończąc przestrzegę czytelnika jeszcze raz przed klinami o różnych rozmiarach. Tak więc do sklepu najlepiej udać się z właśnie wybitym klinem, by wskazać go 'na wzór'. Nie wyrzucać, choćby był uszkodzony. Inny kształtem i rozmiarem zwyczajnie nie będzie pasować.

 

Do wybijania, a w zasadzie wypychania klina można posłużyć się także specjalnym narzędziem. Prawdę mówiąc nigdy go nie widziałem na oczy, ale potrafię sobie wyobrazić jego formę i działanie. Jeżeli ktoś z czytelników posiada takie narzędzie i skłonny jest podzielić się jego zdjęciami, to proszę o kontakt.
Komentarze   
0 # Prozak 2017-03-04 12:02
Wszystko fajnie ale z której strony tak naprawdę powinno się ten klin wbijać , bo ile rowerów tyle sposobów (czyli dwa :P ) , moim zdaniem przy naciskaniu na pedały warto by było aby powierzchnia styku korba-klin-oś była jak największa a więc gdy korbę mamy skierowaną w lewo klin wbijamy od góry gwintem w dół , czy dobrze myślę ?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # mslonik 2017-03-13 21:03
@Prozak. Zgadzam się :-) Niestety kliny rzadko kiedy są prawidłowo dopasowane do korby. Idealnie, gdy ich tępa część (ta, w którą się uderza) jak najmniej wystawała poza ramię korby. Dzięki temu szansa, że zahaczymy o klin np. nogawką, jest minimalna.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # Alpaka 2017-08-01 16:41
Dzięki za info. Właśnie domontuję mechanizm korbowy ze starego BMXa. Poszło trochę WD40, poklepałam 10 razy w wystający gwint z założoną nakrętką i puścił :)

Też pierwsze widzę kołek w rowerze - także nie dziwię się - szczególnie młodym mechanikom :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # mądrala 2017-11-03 20:23
A dlaczego nie użyć odpowiedniego ściągacza do klinów? Osobiście nie posiadam ale z powodzeniem używam zwykłego imadła i nakrętki M10 jako tulejki w którą wychodzi klin podczas ściskania szczęk imadła. A młotek to służy raczej do wbijania gwoździ w deski.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Dodaj komentarz