Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

800 IMG 4349 wyb v1yes

Gdy posiłek wywołuje emocje... Przestraszył się, czy jakoś tak.

800 20111212 PrzewusOsup

 

Kolega z pracy miał coś pilnego do załatwienia, a akurat wszystkie służbowe samochody były w terenie. W takiej sytuacji dopuszczalne jest u nas skorzystanie z usług przedsiębiorstwa taksówkowego. Tak też zrobił. Na zakończenie poprosił rachunek. Jakaż radość była w firmowej kasie, gdy postanowił rachunek wymienić na gotówkę.

 

Bo po co ortografia, po co szkoła. Ludzie przecież i bez niej się dogadują. Co ciekawe, takie błędy zdarzają się i ludziom kończącym studia, czyli studentom. Godnie? Przez wrodzoną delikatność nie ujawnię personaliów przedsiębiorcy.

800_20111003_BrechtLeen_P1000103_v1

 

Październikowe ciepłe, słoneczne popołudnie. Wracam z wyprawy do serca Wysoczyzny Elbląskiej. Rower na dachu, ja w samochodzie. 'Siódemka', ale jak na razie luz. Właśnie minąłem centrum Nowego Dworu Gdańskiego. Dwie jezdnie w każdą stronę, sporo osób w związku z tym 'ciśnie'. Ja nie, bo na dachu rower. Nagle dostrzegam parę, która najwyraźniej próbuje złapać okazję. Lekko hamuję i zatrzymuję się akurat kilka metrów przed nimi. Mam mnóstwo miejsca, bo dzisiaj nikt do mnie nie dołączył, jeździłem na rowerze samotnie. Wkładają plecaki do środka. Dopiero gdy wsiedli i on odezwał się do mnie, zorientowałem się, że są obcokrajowcami. On nazywa się Brecht, ona Leen. Jak mi wyjaśnił jego imię po polsku może znaczyć 'śmiać się'. Ruszamy.

 

Właśnie jadą w podróż dookoła świata, o ile dobrze zrozumiałem. A przynajmniej wybierają się stopem do Azji. W pierwszej kolejności chcą dotrzeć do Moskwy. Tam wsiądą do pociągu i szlakiem transsyberyjskim chcą dojechać aż za Irkuck. Następnie przesiadka na inną linię, którą dojadą do Ułanbator. W razie, gdyby na miejscu było za zimno, spróbują 'przeskoczyć' do któregoś z krajów Azji Południowo-Wschodniej. To tak z grubsza ich plan na najbliższe miesiące. Kilka dni temu wyruszyli z rodzinnej Belgii i w zaledwie dwa dni znaleźli się między Elblągiem a Gdańskiem. Byli i w Wałczu, zdołali nawet obejrzeć Muzeum Ziemi Żuławskiej w Nowym Dworze. Pobieżna lektura mapy Polski przywiodła ich do wniosku, że Gdańsk jest większy od Elbląga, więc może warto go zobaczyć. I tu pojawiłem się ja.

 

Hm, ponieważ zbliżała się osiemnasta, w pierwszej kolejności postanowiłem zapytać o akomodację. Nie mieli żadnego pomysłu, ale przecież w Gdańsku na pewno są jakieś hostele. Na pewno? Przypomniałem sobie o jednym, w którym jednak nigdy nie byłem. Zaczęliśmy od wizyty w hotelu oliwskim, ale tu cena za pokój dwuosobowy była zbliżona do 50 Euro za dobę. No to hostel, na szczęście też w Oliwie: Wolna Chata. Pokój z bodajże 8 miejscami leżącymi, ze śniadaniem, 38 pln za dobę. Rozstajemy się wymieniając wszystkie możliwe współrzędne ludzi pozostających w kontakcie, czyli telefony, e-maile, adresy stron www... I już. Ja jadę w swoją stronę, oni zostali w hostelu.

 

A w głowie aż mi szumiało. Zaczynając od symbolicznego znaczenia spotkania ludzi w podróży, pojęć gościnności, otwartości chęci podzielenia się czymkolwiek, a kończąc na sprawach przyziemnych, by nie powiedzieć, że wręcz egzystencjalnych, jak konieczność zapewnienia schronienia, czy próba dogadania się z gośćmi, nawiązania tzw. porozumienia na poziomie podstawowym...

Dawno, dawno temu, w 2008 roku, powziąłem niczym nieuzasadnione pragnienie zorganizowania spotkania klasowego, czyli spotkania ludzi, z którymi chodziłem do jednej klasy w okresie uczęszczania do liceum ogólnokształcącego. Ponieważ od zakończenia ogólniaka minęło już lat trzynaście, a od planowanego zakończenia studiów lat mniej więcej osiem, więc moment wydał mi się odpowiedni.

800_20111009_SpotkanieKlasoweZm

Zapraszam do lektury!

Była swego czasu w świecie rozwiniętym tendencja, by stawiać robota wszędzie tam, gdzie tylko się dało nim zastąpić człowieka. Bo robot nie męczy się, nie robi sobie przerw na papierosa. Ponadto jest powtarzalny, nie myli się. Co prawda kosztuje oszałamiające sumy, ale w dłuższej perspektywie czasu i przy stabilnym profilu produkcji jednak się zwraca. A gdyby jednak profil produkcji się zmienił, można i robota przestawić. Szybko podniosły się jednak głosy, że takie podejście jest złe z punktu widzenia społeczeństwa. Traci tak jednostka, jak i cała zbiorowość, nie mówiąc o idei humanitaryzmu. Bo praca jest człowiekowi potrzebna, by czuł się potrzebny, poza tym nic przecież człowieka nie zastąpi. Od lewicy, do Kościoła, że źle. (Ziew całą paszczą).