Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

Robi się moda na sieci. Najpierw firmę, w której się udzielam w chwilach niewolnych, w swoją sieć złapała inna firma oferująca na komercyjnych zasadach usługi dla zdrowia. Boli ząb, serducho nie pika jak powinno, innka kolka czy zgaga, wszak zdarza się nawet pracownikowi korporacji. W okolicznościach socjalistycznego państwa opiekuńczego należało się udać do placówki, z którą kontrakt podpisał akurat NFZ, potem wybrać lekarza, znieść fochy paniuś wpisujących jednym palcem z klawiatury jakieś tam identyfikatory zza grubych szkieł okularowych, odsiedzieć swoje w kolejce, spotkać się z lekarzem, który opanował posługiwanie się długopisem w stopniu pozwalającym tylko jemu zrozumieć swe wpisy. Dalej trzeba by zapisać się w długą kolejkę na badania diagnostyczne i po czasie nie możliwym do przewidzenia rozpocząć proces leczenia. Na zasadach komercyjnych wszystko, co wcześniej, uległo wygładzeniu. Ściany w placówkach sieciowych są czyste, kolejek w zasadzie nie ma, przerób jest. Komputerem posługują się już lekarze. Nadal niezdarnie, bo jednym palcem, ale dane trafiają gdzie powinny, a diagnostyka zajmuje godziny. Czyli postęp.

 

Dawno temu pomieszkiwałem na Zaspie. Polegało to na tym, że co rano wsiadałem na swojego stalowego rumaka i poginałem w kierunku domu rodzinnego i pracy. Codziennie ta sama trasa. Bardzo to lubiłem. Szczególnie odcinek przez park biegnący równolegle do pasa startowego. Cztery pory roku. Chwila zieleni  w środku miasta. No i bezcenny widok zmęczonych twarzy kolegów z pracy, kiedy mogłem ogłosić, że 'widziałem dzisiaj pasące się na Zaspie wielbłądy'.

640_p4152861_WielbladyNaZaspie

Od czasu do czasu do Gdańska przyjeżdżają cyrki. Odkąd zniknęły wesołe miasteczka, pozostał ten jeden rodzaj przenośnej rozrywki. A i to nie na długo. Znana jest bowiem historia cyrku Z., który na wieść, że następnego dnia rano ma przejść kontrolę organów państwowych z zakresu bodajże bezpieczeństwa i higieny pracy zwinął się pośród nocy i oddalił w tylko sobie znanym kierunku.

 

Cyrk wprowadzał w życie tę odrobinę nieoznaczoności, przypadkowości. Ot cyrk i jego wielbłądy. Zerwały się z postronków i ruszyły 'na giganta'. Najwyraźniej skuszone kwietniowym pąkiem pośród krzaku byłego lotniska przystanęły stadnie poskubać.

 

Pośród miasta oprócz wielbłąda bywały i inne zwierzęta. A to koń biegał po terenie stoczni, a to lisy gdzieś w centrum. Na ulicy Jaśkowa Dolina zdarzyło mi się widzieć zabitego przez samochód pięknego koziołka. 'I tylko wielbłądów żal'...

Nie jestem żadnym ekspertem, uważam się za osobę bardzo przeciętnie rozpoznającą ptaki, a swoje obserwacje traktuję zupełnie po amatorsku. Może nie jak ślepy o kolorach, ale ekspertem nie jestem i nie byłem. Być może jednak będę w stanie podpowiedzieć komuś, kto dopiero swoją przygodę z obserwacją przyrody zamierza świadomie rozpocząć.

Ostatnio kolejna osoba wyraziła swój podziw dla moich umiejętności związanych z rozpoznawaniem ptaków. Cóż, w 'naszych stronach' to faktycznie niezbyt często spotykana umiejętność. W szkole tzw. biologia nauczana jest 'jakoś', dzięki czemu absolwent szkoły podstawowej, a następnie szkoły średniej nie odróżnia kruka od gawrona, a na myszołowy woła 'orzeł'. Z ptaków rozpoznajemy drób, a i to niechętnie, bo raczej po cenie i w menu niż na żywo. Może się czepiam, bo dokładnie taki sam stan wiedzy dotknął ssaki, czego przykładem może być notoryczne niedostrzeganie, że sarna i jeleń to różne gatunki kopytnych. O roślinach szkoda w ogóle wspominać. Tak oto kolejne pokolenie Polaków bezmyślnie depcze, słucha i ogląda 'jakieś ptaki', 'jakieś zwierzęta'. Jak to zmienić? Pracą u podstaw...

Zapraszam do lektury!

 

M. od razu się zgadza, żeby jechać ze mną na zakupy. Do wigilii zostało zaledwie kilka dni. Dla mnie to przedostatnia szansa, by w ogóle coś podłożyć pod świerka. Mam gotową listę rzeczy, co powinno zracjonalizować poszukiwania. Nie lubię centrów handlowych, ale tym razem nie mam specjalnie wyboru. Prawdopodobieństwo, że tu uda mi się skreślić z listy chociaż niektóre pozycje powinno tu być przecież większe, niż gdzie indziej. Tak sobie tłumaczę.

Od dawna nosiłem się z zamiarem samodzielnego wykonania kalendarza naściennego. Musiałby być duuuuży i zawierać duuuże fotografie własnego autorstwa. Po jednym na miesiąc. W artykule opisuję, jak własnymi środkami i możliwościami można wykonać taki kalendarz.

img_9206_Kalendarz2009

Fot. 1. Efekt końcowy. Do pełni szczęścia pozostało jeszcze nanieść logo strony i adres www

 

Zapraszam do lektury!