Życie to czas, Twój czas...

 

Jak napisałem w Pryncypiach, życie smakuje tylko wtedy, jeżeli udaje nam się zapamiętać to, co robiliśmy danego dnia, czyli jeżeli chwila staje się 'niezapomniana'. Jak trudno spełnić ten postulat na co dzień, wiem równie dobrze, jak każdy z Was. Bywa i tak, że chcemy nadać sens naszemu istnieniu dzieląc się z innymi naszymi przeżyciami. Ja będę to robił, pisząc nieregularnie Bloga. A jeżeli zainteresuje Cię, jakie myśli smyrają mi pod czachą na tematy bardziej ogólne i 'letko' ponadczasowe, przynajmniej w zamierzeniu, zajrzyj do Filozofii.

Niby jest ten Internet. Prawie wszędzie, jak przekonują operatorzy telefonii komórkowej. Informacja, masa informacji. Wygoda, bo kupić można co bądź, wystarczy poklikać. No właśnie. Czy na prawdę jest tak cudownie? Otóż nie. I nie wiem, czy to stachurowa 'tragiczna bylejakość' charakterystyczna dla kraju z kręgu słowiańszczyzny, czy zwyczajnie wszędzie na świecie jest tak... Bo weźmy takie sklepy internetowe. Niby towaru w bród, niby wybór ogromny, dostępność duża, atrakcyjne ceny i formy płatności, różnorakie warunki dostawy.

 

Celuję od czasu do czasu w damską bieliznę. Partnerka znosi prężnie moje kaprysy, a mnie wyobraźnia co rusz każe poszukiwać nowych rozwiązań. Wystarczy wpisać słowo 'bielizna', by poczciwy Wuj Google wyrzucił z siebie całą masę odnośników do sklepów i sklepików. Szukam wyzwań, podejścia nieszablonowego, łamiącego konwenanse na wysokości dajmy na to majtek, kobiecych oczywiście. I nie jest łatwo już od pierwszego wejrzenia. Po pierwsze zdjęcia. Na ogół biedne, w typowej dla Internetu rozdzielczości. Nie mówię już nawet o tym, że nie pozwalają rozpoznać faktury czy odcienia materiału, bo zdjęcie jest tylko jedno, tylko z czerwonymi majtkami, a ja się zastanawiam, jak wygląda "czarny". Nie można nawet przedmiotu zainteresowania obejrzeć z każdej strony. W przypadku rzeczonych majtek dla wzrokowca męskiego ważny jest tak przód, jak i tył. Postawiłbym nawet wyraźny znak równości pomiędzy obydwoma ujęciami. Tymczasem sprzedawca internetowy w przerażającej większości idzie na łatwiznę i wrzuca zdjęcia wprost z opakowań bielizny. A na opakowaniu miejsca nie ma za wiele, do tego rozdzielczość słaba i ujęcie najczęściej jednostronne. Słowem żenada.

800_IMG_1032_MslonikJestWszedzie

Najwyższy człowiek z mslonikowej rodziny, czyli Szymon, nie odmówił sobie możliwości zazielenienia się w portalowej koszulce na Dniach Młodzieży 2011. Od razu obrósł innymi zielonymi ludzikami.

Hola España!

Przystąpiłem do remontu piwnicy. Kamienica przedwojenna, śmieci z trzech pokoleń. Do tego nieco wilgoci. Jednym słowem pełen rozkład. Wciórności! Przystąpiłem do działań w stosownym uniformie, rękawicach i determinacją. O ile wywalenie tzw. rzeczy luzem było dosyć proste, usunięcia starej drewnianej wanny i pieca kaflowego wymagało przygotowań. Piec okazał się być w fatalnym stanie technicznym. Nawet nie musiałem używać młotka. Rozłożyłem go rękami. Na środku pomieszczenia zebrała się spora góra odpadów. No i co z tym zrobić? Tak po prostu do śmietnika? Nie wolno, to raz. Co prawda słowiański nasz naród często gęsto niewiele sobie z tego robi i pracowicie, raz w tygodniu, 'rozcieńczając' do objętości reklamówki zwykł dorzucać do różnych zbiorczych pojemników. To i tak pół biedy. Cała bieda, gdy uruchamia stareńkie, pukane swe auto i wyrusza ze śmieciem wszelakim w kierunku lasu lub innych odludzi, z zamiarem wyrzucenia.

20110419_WniosekPaszport

Argentyna wzywa, a niestety by tam wjechać, póki co trzeba mieć paszport. Wszystko jedno, jak bardzo jest to absurdalne, czy denerwujące, tak to już jest. Sieć powiązań pomiędzy organizacjami zwanymi państwami zmusza obywatela co jakiś czas, by stawić się w urzędzie, by zdobyć kolejną książeczkę, ważną do 10 lat, by dzięki temu przekroczyć granice. Oto ja, obywatel, staję kolejny raz przed urzędem. Zaczęło się, jak to w słowiańskim kraju...

 

Portishead

Pamiętam, kiedy usłyszałem Beth po raz pierwszy. Kończył się ogólniak, najbarwniejszy niemal okres w moim życiu. Nie miałem magnetofonu ani innego samograja, który pozwoliłby mi na słuchanie tego, co lubiłem. Nie ważne. Miałem za to trudny okres dorastania, a wokół przyjaciół, u których mogłem przesiadywać niemal bez końca, zachłystując się nadchodzącą wolnością. Portishead słuchał D. Nie wiem, skąd to wziął. Miał płytę "Dummy" pośród dziesiątek innych. Nie rozumiałem słów. Był tylko ładunek emocjonalny, demoniczna okładka płyty. No i też czułem się jak kukiełka. Odkrywałem egzystencjalizm, z Sartrem, czarnymi długimi swetrami, absurdem codziennej egzystencji, brakiem sensu, zaprzeczeniem kulturze, materializmowi. Nie szło mi z dziewczynami, zaprzeczyłem istnieniu miłości, ale nie zacząłem palić. Ból istnienia, nawet jeżeli niczym nie uzasadniony, pozostał do dzisiaj.

 

Potem były studia. Błąd ludzki, jak cały ten fragment życia. Portishead kojarzyła garstka ludzi. Słuchałem świadomie, rozpoznając w tych, którzy znali tę muzykę w jakimś sensie odczuwających pokrewnie. Tak pozostało do dzisiaj: to jak odpowiedź na pytanie 'maliny, czy truskawki'. Prawidłowa odpowiedź pozwala sprawdzić, czy coś będzie 'z poznawania'.

 

Czas płynął, przyszło mi poznać nowych ludzi, zmienić miejsce zamieszknia. Muzyki nie zapomniałem. Wczytany w teksty, próbując je zrozumieć, poczuć. Szukając prawdy trochę o sobie, zawiedzionych nadziejach, targanych uczuciach. Mam w końcu samograja, stać mnie na płyty. Na półce jest i ta najważniejsza, z koncertem z NY, gdzie widać robienie muzyki, widać z bliska Beth, Adrian brzdąka, Geoff się uśmiecha, by za chwilę pochylić się nad dekami.

 

Potem zniknęli na wiele lat, wydając po bardzo długiej przerwie płytę 'Third'. Mało koncertów, mało wywiadów, jak zawsze. Płyta nie została ciepło przyjęta. Bardzo trudna w odbiorze, nawet dla mnie, chociaż znowu stworzyli coś niepowtarzalnego, nie do podrobienia. Brzmienie uciekające od schematów, ponownie przepełnione ogromnym ładunkiem emocjonalnym.

 

 

W tym roku po raz pierwszy od 15 lat pojawiła się historyczna szansa zobaczenia ich na żywo. Chociaż sprzed sceny, na świeżym powietrzu, ale jednak. Pierwszy raz w Polsce i pewnie ostatni. Nie ważne, że koncert w środku tygodnia, bo w środę, co w przypadku młodzieży starszej pracującej implikuje dwa dni urlopu. Nie ważne, że 350 km polskich dróg stąd. Nie ważne, że pół dnia za kierownicą, ryzykując życiem. Nie ważne, że trzeba organizować spanie i takie tam. Nie ważne nawet, że to Polska właśnie, ze źle nagłośnoną sceną, pierdzącym basem i brakiem elementarnej organizacji. Nie ważne, że tłum wychodził z ciasno obstawionego bramkami terenu po niieoświetlonej latarniami drodze, bo ktoś ich nie włączył... Nie ważne, że bardzo drogie bilety. Wszystko to zniknęło w ciągu sekund, bo wokół mnie byli ludzie, którzy przyjechali tu, by usłyszeć i zobaczyć na żywo to, co się liczy w życiu: coś prawdziwego, czego nie można sfałszować, zakłamać. Byłem...

 

Beth pod koniec koncertu zeszła ze sceny i łapała za wyciągnięte do niej przez barierki dłonie. Chciałbym więcej: poznać ją jako człowieka. Usłyszeć, czym żyją na codzień, poznać ich jako ludzi, może usłyszeć jak klną, może poleżeć na trawie... Z drugiej strony ktoś o takiej wrażliwości musi umieć budować wokół siebie bariery, osłony. Każdy świadomy kontakt z drugim człowiekiem zmienia. Pozostaje patrzeć na spektakl, podczas którego przekazują otoczeniu emocje. Porozumienie przecież jest niemożliwe, co najwyżej możemy liczyć na poprawną komunikację. Mimo to stałem oniemiały, słuchając głosu, wierząc w słowa, znowu odnajdując się w nich. Dziękuję, że pozwoliliście mi być chociaż świadkiem. Nie zapomnę.

 

I can't hold this day
Anymore
Understand me
Anymore

To tread this fantasy, openly
What have I done

(...)

 

Dziękuję Kaliemu za pomocną dłoń wyciągniętą we właściwym momencie. Ten czas pozostanie mi w pamięci na bardzo długo. Słowo Poznań nabrało dzięki Tobie nowego znaczenia, oderwało się od stereotypu, zyskało barwy, zapach, smak. Wybrałeś rewewlacyjną knajpę. Do zobaczenia w 3m!

 

W drodze powrotnej zabieram do auta parę z Wałcza. Wracają z tego samego koncertu. Też bez wahania kupili bilety. Między nami jest co najmniej dziesięć lat różnicy. Cieszy mi się dusza, że są w każdym pokoleniu tacy, którzy potrafią pośród ścieków zalewających muzyczny eter wyszukać diamenty, pokochać je i uznać za coś osobistego, własnego. Powodzenia na ścieżkach życia.

 

 

 

 

 

 

 

P

embed video plugin powered by Union Development